Pamiętam jeszcze czasy, kiedy w Warszawie dopiero co uruchomiono pierwszą linię metra. Dostaliśmy nawet pracę domową w przedszkolu przejechać się metrem z rodzicami. Kiedy warszawiacy przyzwyczajali się i uczyli nowego środka komunikacji miejskiej, nowojorskie metro powoli dobijało już setki. Otwarte w 1904 roku jest najstarszym metrem na świecie.

Codziennie jeżdżę metrem. W Nowym Jorku, na Manhattanie, poruszanie się samochodem w większości wypadków nie tylko mija się z celem, ale i jest wręcz niemożliwe. A że kierunki najczęściej są dwa Uptown i Downtown to i zgubić się ciężko. Zresztą, przez pół roku to się i człowiek już zdąży obcykać we wszystkich kierunkach. Wbrew pozorom nie ma tu aż tak wielu linii.
To co przejedziesz się ze mną metrem?

Showtime w metrze

Metro podjeżdża na stację świszcząc przy tym niemiłosiernie. Za każdym razem, kiedy hamuje, mam wrażenie, że hamulce ma już zdarte do reszty. Jak zwykle rozsiadam się na plastikowym siedzisku i wyciągam telefon. Mam jeszcze 2 minuty przeglądania internetu, zanim stracimy zasięg. Jednak Nowy Jork to nie Warszawa tutaj nie ma jeszcze świetnego zasięgu pod ziemią.
Długo się jednak ciszą i spokojem nie cieszę, bo gdy tylko na poważnie opuściliśmy stację do akcji wkraczają performerzy. Czas na showtime.
Tym razem po wagonie biega i tańczy dwóch chłopaczków. Wywijają na zmianę. Najpierw jeden niższy, ze spodniami opuszczonymi na tyle nisko, że gdy podrywa się do góry, to wszyscy pasażerowie znają już kolor jego majtek. Chwyta się rurki. Podciąga do góry. Zwisa w poprzek. Aż w końcu zeskakuje i rozsiada się obok chichoczącej dziewczyny. Czas na jego kolegę. Ten jest już wyższy, to i mniej wymachuje kończynami, bo w wagonie nie ma aż tyle miejsca. Przy drzwiach ustawili oldschoolowego boomboksa, jak z teledysków z lat 90. Pasażerowie klaszczą w rytm, a potem biją brawa i cieszą się z pokazu.
Zaraz wszyscy podzielą się z tą dwójką zawartością swoich portfeli. A ta chichocząca dziewczyna dała im aż dychę!

A mogłam mieć dziecko z Irańczykiem!

Godzina 18:00. Rzadko zdarza mi się jeździć w tych godzinach. Tłum na stacji był więc dla mnie zaskoczeniem. Ustawiłam się na peronie wśród pozostałych (potencjalnych) pasażerów i czekamy. Nic szczególnego nie przykuwa mojej uwagi, ja też zbytnio się nie wyróżniam. I tak stoję jak to mówią po amerykańsku minding my own business, kiedy słyszę skierowane w moją stronę:
-Hej! Jesteś podobna do mojej koleżanki ze Szkocji! 
Była to najdziwniejsza i najmniej spodziewana zaczepka, jaką kiedykolwiek słyszałam.
-Słucham? zapytałam rezolutnie.
-Przypominasz mi moją koleżankę ze Szkocji! 
-Ale ja nie jestem ze Szkocji… odpowiadam. Jednocześnie zaczynam się rozglądać, czy przypadkiem ktoś nie spróbuje mnie podejść od tyłu i zabrać plecaka, kiedy ten przedziwny chłopak odwraca moją uwagę.
-No wiem, że nie! A skąd jesteś? Szwecja? Finlandia? Dania? UK? Holandia!
Uśmiechając się głupio odsuwam się i wchodzę do wagonu, a następnie przepycham się, by być jak najdalej od drzwi. Gość jednak nie odpuszcza:
-Niemcy! Masz niemiecki akcent! 
No tego już było za wiele! Nie dość, że przeszkodził mi w myśleniu o niebieskich migdałach, to jeszcze miał czelność nazwać mnie Niemką!
Razem z tym chłopakiem do metra wsiada jego kolega. Jak się okazuje obaj są z Iranu. Patrzą na mnie dziwnie jakby nigdy wcześniej nie widzieli kobiety opatulonej zimową kurtką po same uszy.
-Polska? 
Kiwam głową.
-No ba, że Polska! 
Czuję na sobie wzrok wszystkich współpasażerów. Jak na stacji, to na nikogo nie zwracali uwagi. A teraz nagle się wszyscy interesują.
-Mamy kumpla pół Irańczyk, pół Polak! Gdybyśmy mieli razem dziecko, to byłoby jak ten kumpel! Pół Irańczyk, pół Polak! A co robisz? Czym się zajmujesz? Lubisz herbatę? 
-Nie. 
-Nie? To kawę! Na pewno lubisz kawę! 
-Nie. 
-Woda? A wiem! Wino! Czerwone! Na pewno pijasz czerwone wino! Takie jak Twoje włosy! Uwielbiam kobiety z takim kolorem włosów… Powinniśmy kiedyś iść razem napić się wina! 
W tym momencie do akcji wkracza jakiś mężczyzna. Cały czas siedział w wagonie tuż obok swojej dziewczyny i obydwoje przysłuchiwali się tej dziwnej wymianie zdań. Chciałabym to zacytować, ale… mówili po persku. Tak, po persku. Ale kiwali na mnie głowami, więc ewidentnie coś na mój temat. Po chwili pociąg zatrzymał się na przystanku, a koleś od wina i jego kolega wysiedli, jak gdyby nigdy nic. Zamknęły się drzwi. Jedziemy dalej, a ja odetchnęłam z ulgą.
-Nie znamy go, jakby co.
-Słucham? znowu spytałam zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ta para się do mnie odezwie.
-My go nie znamy, choć mogło tak wyglądać. Chciałem Cię szczerze przeprosić w imieniu całego mojego narodu za jego zachowanie. Nie wszyscy tacy jesteśmy. 
No teraz już kompletnie zbaraniałam.
-Dziękuję. Dzięki, że go zagadaliście… 
-Widziałam, że chyba nie czułaś się komfortowo dodała dziewczyna mojego wybawcy.
Uśmiechnęłam się do nich. Wysiedliśmy razem na tym samym przystanku, a potem szybko zniknęłam w tłumie.

Jak nie Soros to Biblia

Times Square. Ogromna stacja podziemna. Można przejść miedzy kilkoma alejami w ogóle nie wychodząc na powierzchnię. Idę szybkim krokiem w kierunku żółtych linii, a oprócz mnie tłumy ludzi. Tuż przy schodach stoi cicha i spokojna grupa. Może z 5 osób? A przed nimi ogromny, czarny plakat z podobizną jakiegoś starszego mężczyzny.
SOROS TO TWÓJ WRÓG
Jak się okazuje, to nie jedyny plakat w tym tonie. Wokół pieczołowicie przygotowanego stanowiska z ulotkami rozwieszono jeszcze więcej takich plakatów. Groźna twarz George’a Sorosa patrzyła na mnie ze ściany. I ten wielki napis Helveticą Soros to Twój wróg”.
***
Wieczór, w metrze luźniej. W ogóle mam wrażenie, że ci wszyscy mieszkańcy Nowego Jorku gdzieś znikają wieczorami. Miasto, którego liczba ludności czterokrotnie przekracza liczebność Warszawy, a metro prawie zawsze jak nim jadę jest puste.
Jezus Cię kocha! słyszę tuż za plecami. Odwracam się, a moim oczom ukazuje się filigranowa postać. Murzynka z mikrofonem wykrzykuje fragmenty Biblii i co chwilę dodaje coś o miłości do Boga. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek ktoś się zatrzymał?

Nowojorskie metro w pigułce

Metro w Nowym Jorku to względnie tani środek transportu. Niektórzy próbują nim nawet jeździć za darmo czy to wchodząc przez wyjście awaryjne, czy też prosząc przechodniów o wpuszczenie ich przez bramki. Z tego, co widziałam, wielu się to udaje. Ale własny bilet miesięczny na metro, to jednak coś. Ostatnio podnieśli ceny biletów. Za 121 USD pojeździsz do woli przez kolejne 30 dni. Tylko naucz się poprawnie przesuwać pasek magnetyczny z karty przy wejściu na stację, to ponoć cecha prawdziwego nowojorczyka. Przyjezdni machają kartą w czytniku po kilka razy a i tak często im nie wychodzi [psst: zerknij tu po więcej cech prawdziwego nowojorczyka].
Siatka nowojorskiego metra składa się z 24 linii, z których niektóre oznaczone są jako local, a inne express. Te drugie pomijają na swojej trasie większość przystanków. W styczniu tego roku uruchomiono najnowszą linię zwaną Second Avenue Line. Dzięki temu można swobodnie dojechać do części Manhattanu zwanej Upper East (duże numery, wschodnia strona wyspy), a mieszkańcy mocno chwalą takie udogodnienie.
Mimo smrodu, śmieci i grzyba na suficie większości stacji czuję się tu bezpiecznie. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mapa podróży…

Odwiedzone miejsca Placeholder
Odwiedzone miejsca

Znajdziesz mnie też tutaj

Klub Polki Na Obczyźnie Polskie Blogi Podróżnicze Góry i Ludzie

Zyskaj dostęp do ekskluzywnych materiałów!

Dołącz do grupy Czytelników, którzy otrzymują ode mnie listy z podróży oraz mają dostęp do ekskluzywnych materiałów do pobrania za darmo i niepublikowanych nigdzie indziej!

Weź udział w podróżniczym wyzwaniu!

12 podróży w 12 miesięcy - wyzwanie 2017!