Zamek po środku pustyni w jednym z bardziej opustoszałych stanów w Stanach Zjednoczonych? W dodatku wybudowany raptem kilka lat temu i wyglądający bardziej jak budowla z Minecrafta niż budynek, który jako europejka mogę mieć w głowie, gdy usłyszę słowo „zamek”. A jednak, to był naprawdę niesamowity czas. I z chęcią bym tam wróciła!

Highway 50 – najbardziej samotna droga Ameryki

Przez Nevadę na wskroś można przejechać autostradą nr 50. Prowadzi ona prosto z Maryland do Kalifornii i ma długość jakichś 3 tysięcy mil, ale odcinek w Nevadzie – choć wcale nie taki długi – okrzyknięto najbardziej samotną drogą Ameryki. I rzeczywiście, na każdym postoju – oddalonym od poprzedniego o jakieś 100 mil – spotkać można może z dwie osoby. Stacje benzynowe wyglądają na niezbyt często używane, a na półkach dostrzec można dumne plakaty “I survived Highway 50. The loneliest road in America” i mapy okolicznych opuszczonych miasteczek.

Jechałam właśnie tą drogą. W połowie, po środku stanu, po środku pustyni, po środku niczego, znajduje się niewielkie miasteczko. A jakieś 12 mil za nim – zjazd w jeszcze większą nicość. Po chwili jednak dostrzec można szary, przedziwny budynek. Zamek po środku pustyni. “The Paradise Ranch”. Kiedy zatrzymałam motocykl, usłyszałam dość głośny krzyk starszej kobiety witającej mnie na zamkowym ganku:
-Jak Ci na imię? – zapytała, a kiedy odpowiedziałam, rozpromieniła się. – Agata? Moja siostrzenica ma na imię Agata i mieszka w Polsce!

Sama nie wiem, czy bardziej zaskoczyło mnie, że Donna nie miała problemu z poprawnym wymówieniem mojego imienia, czy fakt, że po środku pustyni w Nevadzie, gdzie brak żywego ducha w odległości kilkunastu mil, stoi zamek, a jego właścicielka ma w rodzinie Agatę z Polski.

Z miłości (do hazardu i nie tylko)

-Muszę o to zapytać. – zbierałam odwagę w czasie wycieczki po zamku – jak to się stało, że mieszkasz w zamku?

-A widzisz – Donna nie wahała się z odpowiedzią – mój mąż uwielbiał jeździć do Vegas. Uwielbiał hazard. I pewnego dnia spytał, czy nie chciałabym przeprowadzić się z nim do Nevady. Trochę kręciłam nosem, więc żeby mnie przekonać, krzyknął: “wybuduję Ci zamek, jeśli tylko się zgodzisz!”. A że mój mąż był słownym mężczyzną…

I tak oto Donna od kilku lat mieszka w zamku. Mąż już co prawda nie żyje, ale pamięć o nim w tym miejscu nie gaśnie – w jednym z pomieszczeń znajduje się jego wielka kolekcja pamiątek związanych z tenisem – gabloty pełne piłek tenisowych, zdjęcia i podpisy graczy, plakaty, kije i koszulki… Obok stoją dwie maszyny do gry (chociaż w dniu, w którym przyjechałam, były akurat popsute). W związku z tym, że to zamek, to wystrój jest prawie-jak-zamkowy. Wielkie draperie, manekin w prześlicznych ubraniach, a nawet rycerska zbroja i miecze na ścianach!

Wieczorem przeglądam księgę budowy zamku. Są zdjęcia przed i po, cała historia łącznie z opisami budowniczych! Obok znajduję kolejną – ta opisuje wspólne życie Donny i jej zmarłego męża. Nawet się lekko wzruszyłam, czytając piękne cytaty i opisy ich wspólnych zdjęć. To musiała być fantastyczna para! Na szczęście, kobieta nie żyje tylko i wyłącznie przeszłością – w jej życiu jest już kolejny mężczyzna, z którym wspólnie jeżdżą na czarnym motocyklu Yamahy.

Donna – kobieta iście samowystarczalna

-Jak daleko masz do najbliższego sklepu spożywczego?
-Jakieś 110 mil. Staram się jeździć tak z raz w miesiącu, ale dzisiaj chyba będę musiała znowu wyskoczyć, bo właśnie dzwoniła jakaś kobieta, która chciała zarezerwować nocleg dla grupy 10 osób! Wyobrażasz to sobie!

Donna w swoim zamku prowadzi biznes bed&breakfast. Zaraz po moim przyjeździe oprowadziła mnie po wszystkich pomieszczeniach, pokazując sypialnie, łazienki, a także piwnicę z jej warsztatem, “męską jasknią” z barem i stołem i bilardowym, dach, z którego w nocy podziwiam drogę mleczną, a także ukryty pokój, w którym niektórzy z gości spędzali ciekawie czas…

-Raz jedna para wyjechała bez pożegnania przed samym śniadaniem. Bali się przyznać, ale w nocy trochę zabalowali i popsuli łóżko w ukrytym pokoju…

Donna sama obecnie zajmuje się wykańczaniem domu. Choć mieszka tu już kilka lat, nie dała rady nigdy ostatecznie zakończyć budowy. Przy tak dużym przedsięwzięciu to chyba nigdy nie będzie możliwe. Pokazuje mi drewniane wykończenia okien, które sama zrobiła, a potem snuje kolejną opowieść o rurze od ogrzewania domu, którą to z trudem kierowca ciężarówki przetransportował do domu…

Na śniadanie podaje jajka, bekon, biszkopty, warzywa i soki. Kawę robię sama, po tym jak pokazała mi, gdzie znajdę ekspres i kubki. Co prawda godzina wymeldowania się już zbliża, a w dodatku za moment pustynia rozpali się i będzie jeszcze bardziej nieprzyjemna do jazdy, ale my wciąż rozmawiamy. Na przykład o zającach, które kicają wkoło. Oczami Donny to szkodniki, dlatego też poprosiła sąsiada by nauczył ją strzelać. I nieskromnie mówi, że ma do tego dryg.


Informacje praktyczne

“Paradise Ranch” znajduje się 12 mil od miejscowości Austin w Nevadzie i nie ma własnego adresu – trzeba polegać na koordynatach z Google lub poprosić Donnę o wskazówki dojazdu.

Cena za pokój waha się od 100 do 125 dolarów za noc, w zależności od pokoju.

Strona internetowa: http://www.paradiseranchcastle.com


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.