Stan Wyoming liczy sobie nieco powyżej 500 tysięcy mieszkańców. To prawie tyle, ile liczy sobie Poznań! Gęstość zaludnienia tego stanu porównać można do Mongolii – 2 osoby na kilometr kwadratowy. I wygląda na to, że mieszkańcy Wyoming są takim stanem rzeczy zachwyceni! Przemierzając piękne górskie drogi, mogę odetchnąć pełną piersią, a po deszczu – oglądać nie jedną, a dwie tęcze! A w pobliżu nie ma nikogo. Najbliższe “miasto” jest jakieś 100 mil. Modlę się, żeby tylko nie zabrakło mi benzyny w motocyklu. 🙂

Cody to jedno z większych miast w Wyoming. Dojeżdżając do miasta, mijam Uniwersytet Wyoming pośrodku niczego; jedno z wielu opuszczonych miast na mojej drodze (w którym jednak bałam się zatrzymać i zatankować), czy niewielkie miasteczko o populacji 10, w którym, tak czy siak, znalazło się miejsce na motel. Niemalże 10 tysięcy mieszkańców przy tym robi wrażenie!

Miasteczko nosi nazwę od nazwiska swojego założyciela, który w historii bardziej zasłynął jako Buffalo Bill.


Kim był więc Buffalo Bill?

William Cody urodzony w połowie XIX wieku to celebryta na miarę swoich czasów. Jego historia – choć nie do końca odnajdująca potwierdzenie w dokumentach – jest w pewnym sensie przeurocza, zażartowałabym wręcz, że to męska wersja Kopciuszka. 🙂

Cody pochodził z liberalnej rodziny, która opowiadała się za zniesieniem niewolnictwa, co w Ameryce późnych lat XIX wieku wciąż było nowością. Ze względu na poglądy, jego rodzina narażona była na niebezpieczeństwo ze strony bardziej konserwatywnych mieszkańców okolicy. Trzeba pamiętać, że stany takie jak Wyoming czy Iowa po dziś dzień są dosyć konserwatywne w wielu sprawach (zwłaszcza, jeśli porównamy je z Kalifornią 🙂 ). W wieku 11 lat Cody stracił ojca, który tuż przed śmiercią zdążył sprowadzić do swojego miasteczka kilkanaście liberalnych rodzin, co miało zapewnić im wszystkim wyższy poziom bezpieczeństwa. I ta historia mogłaby zakończyć się już tutaj, informacją o smutnym dzieciństwie, konieczności podjęcia pracy w młodym wieku, by zapewnić byt rodzinie… Ale to dopiero początek!

W wieku 14 lat Cody został skautem i jako skaut zasłynął jako najmłodszy morderca Indian, zabijając w trakcie jednej z “akcji”. Próbował następnie zaciągnąć się do wojska i brać czynny udział w wojnie secesyjnej, jednak początkowo uznano go za zbyt młodego.

Skąd wzięło się przezwisko?

Parał się więc różnymi rzeczami – obsługą hoteli, pracą na kolei, powożeniem… Aż w końcu został dopuszczony do armii i ostatecznie został skautem. Przez dwa lata zajmował się dostarczaniem mięsa bizonów dla robotników pracujących przy budowie kolei. Mówi się, że upolował ponad 4 tysiące bizonów! Stąd właśnie pochodzi jego przydomek – “wygrał go” w pojedynku z Billem Comstockiem, zabijając 68 zwierząt w ciągu ośmiu godzin! (Jego przeciwnik zdołał powalić jedynie 48 z nich).

Buffalo Bill polujący na bizony
Buffalo Bill polujący na bizony

W późniejszych latach życia trudnił się aktorstwem i wraz ze swoją trupą jeździł po świecie (w tym trafił także do Polski! Między innymi odwiedził Kraków, Przemyśl i Częstochowę), wystawiając sztukę “Buffalo Bill’s Wild West”.

Poza tym, że Cody po dziś dzień pozostaje jednym z niewielu cywili, którym odebrano, a później przywrócono amerykański Medal Honoru, to dodatkowo został okrzyknięty najsłynniejszym celebrytą na świecie u schyłku XIX wieku. To dopiero coś, nie?


Zbliża się zachód słońca, a wraz z nim przychodzi głód. Na obiad wpadam do niewielkiego browaru – warzą tam własne piwa, a do jedzenia podają pyszne steki i pieczone ziemniaki w rytm granej na żywo muzyki. Pat O’Hara – gość, od którego nazwę wziął browar – również był niezłym ziółkiem…


O tym, kim był Pat O’Hara, wiemy w zasadzie niewiele. Wzmianki o nim znajdziemy w dokumentach czy notatkach z wielu różnych stanów – Wyoming, Montany, czy Idaho, a nawet Arizony. Mówi się, że był poszukiwaczem skarbów (wszak w drugiej połowie XIX wieku wszyscy w Stanach Zjednoczonych szukali złota i innych skarbów!), który szukał… ale nie mógł znaleźć. Pat był jedną z osób zaangażowanych w rozwój okolic Cody. Zaginął (lub zniknął) w 1879 roku.

Niewidziany przez 25 lat, pojawił się ponownie w 1914 roku i opowiedział jedną z niesamowitych historii…

Pat O’Hara uciekł przed cywilizacją

Otóż Pat zamieszkał samotnie w jaskini, co zadziornie wytłumaczył tym, że państwo staje się coraz bardziej cywilizowane. Gromadził tam jedzenie, a nawet udało mu się wykonać “drzwi”, które też uchroniły go przed strzałami atakujących Indian. W gruncie rzeczy, to wielokrotnie unikał śmierci! Jednego dnia spotkał na szlaku dwóch jeźdźców, którym nakazał rozsiodłać konie, tłumacząc to odwrotem Indian i zachęcając do wspólnego posiłku. Nie udało mu się go jednak zakończyć w spokoju, kiedy trzej mężczyźni zostali przez Indian zaatakowani. Pat jako jedyny zdołał uciec, pozostali jeźdźcy polegli, z powodu rozsupłanych siodeł…

Kiedy już wydawało mu się, że wkrótce umrze, jego przyjaciel zabił jelenia i zostawił martwe zwierzę tuż przy umierającym Pacie. Gorąc słońce przypiekło lekko mięso, co jak się potem okazało, miało zbawienny wpływ na Pata i “jego ostatni” posiłek uratował go od śmierci. Po raz kolejny.

Po spotkaniu z traperami w 1914 roku i opowiedzeniu im pokrótce swojej historii Pat spakował swoje rzeczy – patelnię, kawiarkę i koc – i udał się w tym razem ostatnią podróż. Z tej już nigdy więcej nie powrócił.


Może i czasy Dzikiego Zachodu dawno minęły, ale w Wyoming wciąż wszyscy podtrzymują legendy. W Cody można odwiedzić muzeum Buffalo Billa i dowiedzieć się więcej o nim samym. Można też, jednak wybrać się na pyszne omlety w dinerze “U Babci” i podpytać o wszystko Babcię. W końcu tak buduje się legendy. 🙂 


Więcej o legendach Dzikiego Zachodu poczytasz również tutaj: http://www.wyomingtalesandtrails.com/


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.