Przepis na zostanie podróżnikiem jest banalnie prosty. Wystarczy zatrudnić się w korporacji, przepracować tam około 10 lat robiąc karierę godną pozazdroszczenia, a następnie dojść do wniosku, że takie życie nie ma sensu. Koniecznie trzeba rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady. Albo do Afryki. Maluchem. Jeszcze lepiej, jeżeli w rodzinie mamy jakiegoś znanego podróżnika – ot, taki Arkady Fiedler – a my jesteśmy jego wnukami. Co może z tego wyjść? Książka Maluchem przez Afrykę. 

Maluchem przez Afrykę – preludium

Więc jak to było? Arkady Paweł Fiedler, wnuk znanego podróżnika o tym samym imieniu i nazwisku, wiódł sobie dostatnie życie na obczyźnie, w Londynie. Umęczon pracą w ohydnej korporacji postanawia dać upust swojej tęsknocie za ojczyzną. Tęsknota ta przybiera postać wyprawy Fiatem 126p dookoła granic Polski. Bohaterów wyprawy jest dwóch i towarzyszy im kamera, czego efektem jest seria amatorskich filmów, możliwa do znalezienia na YouTube – PIERWSZY ODCINEK. Wyprawa okazuje się nie dość, że bardzo przyjemna dla Pawła to i jeszcze zyskuje jako-taki rozgłos medialny. Stąd też pomysł na kolejny, tym razem nieco bardziej ambitny projekt – wyprawa Maluchem przez Afrykę.

 

Jaki jest tego efekt? Otrzymujemy książkę, w której na wstępnie przeczytamy (podobnie jak w książce Tomasza Gorazdowskiego) o perypetiach związanych z wyborem trasy, doborem ekipy, organizacją pieniędzy, samochodu i części zamiennych. Kiedy poznamy wszystkie kulisy organizacji, autor poprowadzi nas do Kairu, gdzie projekt PoDrodze miał swój początek. A tam…

Czego możemy spodziewać się po książce?

Podróżowanie na czas! Coś, co w jednym z ostatnich wpisów nieco krytykowałem. Okazuje się, że wszystkie formalności związane z odbiorem samochodów trwały zdecydowanie dłużej niż zakładano, dlatego nie ma czasu – trzeba ruszać w drogę! Oglądanie piramid sobie darujemy, śpieszno nam! Po drodze,  która liczy ponad 16 000 km, zdarzy się jeszcze kilka przestojów, które nadadzą wyprawie jeszcze większe tempo. Czytając o tym nie sposób nie poczuć jakiegoś żalu i smutku związanego z tak bezrefleksyjnym przejazdem przez czarny ląd.

 

Książkę Maluchem przez Afrykę można podzielić na dwie logiczne części. W jednej z nich znajdziemy bardzo szczegółowe, dokładne i ciekawe historie związane z napotkanymi plemionami – ich historie, rytuały, czy bieżącą sytuację polityczną i jej wpływ na plemię. Mamy wtedy wrażenie, że autor książki ma niemałą wiedzę na ten temat, był tam, widział co-nieco na własne oczy i chce podzielić się swoimi refleksjami z innymi. I te części są super! Jednak są one stłamszone przez treść nieco innego rodzaju. Są to głównie opisy… drogi. Kolein, tarek, problemów z rozrusznikiem, trudności ze znalezieniem hotelu czy miejsca na namiot.

 

W pewnym sensie wymusza to konwencja, w której napisana została książka. Jest to dziennik wyprawy – jej opis dzień po dniu. Nie sposób więc uniknąć dni, które są mniej ciekawe. Mnie, zagorzałego miłośnika motoryzacji, te nudniejsze fragmenty nie męczyły zbytnio. Potrafię jednak sobie wyobrazić obcowanie z tą książką kogoś, kto nie jest w to wkręcony tak jak ja. Wtedy wszystkie opisy uszkodzonych sprzęgieł, złapanych gum, kolein na drodze, czy hałasujących łożysk niekoniecznie muszą być dla niego wybitnie interesujące. A przewijają się one tutaj naprawdę bardzo, ale to bardzo często.

Czy poleciłbym przeczytanie Maluchem przez Afrykę?

Zależy. Książka bardzo dobrze spisuje się w roli takiego ‚nakręcacza’ przed wyjazdem. Wzmaga chęć wyjechania gdzieś, zobaczenia czegoś, wyrwania się z domu. Czytając sam nie mogłem przestać sobie wyobrażać tego, co ja zrobiłbym w tych wszystkich miejscach moim motocyklem! Napisana jest dobrze, czyta się ją przyjemnie. Czuć jednak coś, o czym pisze sam Arkady Paweł Fiedler – że celem tej wyprawy była droga. Proces docierania kaszlakiem do Przylądku dobrej nadziei. Nie zobaczenie tego i tego miejsca w Afryce. Nie spotkanie z na w-pół dzikimi plemionami. Chodziło o przetyranie Malucha fatalnymi afrykańskimi drogami i przejechanie nim całego kontynentu. Dlatego jeżeli szukacie ciekawej historii o zmaganiach człowieka i maszyny z pustkowiami Sahary czy etiopską tarką – lepszej pozycji nie znajdziecie. Jeżeli jednak szukacie inspiracji na własną wyprawę do Afryki, nie liczcie, że znajdziecie tutaj wiele ciekawych pomysłów. Lepiej… poszukać w tym celu innej pozycji 🙂

 

Niemniej – mi się podobało. Czytałbym.


Książkę kupisz zarówno w wersji w twardej oprawie jak i jako EBOOK.

Kategorie: Recenzje

Krzysiek

Teraz już inżynier, więc trzeba mu ufać. Na co dzień zajmuje się życiem i zarabianiem pieniędzy, by Agata mogła potem za nie radośnie zaplanować kolejną wyprawę ;) Na pewno chciałby zobaczyć Taj Mahal. A co potem? Wciąż nie wiadomo...