Żar leje się z nieba, choć ranek zupełnie tego nie zapowiadał. Niosę więc kurtkę i bluzę i marudzę pod nosem, że mogłam wziąć luźniejsze spodnie. Minął mniej więcej kwadrans od kiedy skierowałam się w stronę Wysokiego Zamku. Przede mną jeszcze przejście przez całe wzgórze, zanim znajdę się na szczycie. Już żałuję, że woda mi się skończyła. Pewnie nie byłoby to takie problematyczne, a ja marudziłabym dużo mniej, gdyby nie to, że dopiero co wlazłam na szczyt wieży ratuszowej – a przecież każdy wie, że z moją kondycją fizyczną, to nie ma co przesadzać 😉 Niemniej, dla takich widoków warto było przebrnąć przez tych 300 schodków, czy przejść kawał drogi na Wysoki Zamek. Lwów z góry wygląda fantastycznie!

Miejska panorama oczami laika

Od razu w oczy rzuca się niska, jasna zabudowa miasta. Zupełnie jak w Paryżu, w którym to przepisy określają maksymalną wysokość budynku! Architektura lwowska to taki miszmasz – znaleźć tam można zarówno budynki renesansowe czy barokowe, jak też wybudowane w stylu secesyjnym. Wiele z nich zostało też przebudowanych na modłę socrealizmu, gdy tylko miasto wcielono do Ukraińskiej SRR.

 

Niska zabudowa ma ten plus, że nie trzeba wchodzić wysoko, by móc podziwiać panoramę miasta. Już z podrzędnego dachu widać liczne we Lwowie kościoły i katedry, czy inne charakterystyczne punkty.

 

Nic więc dziwnego, że we Lwowie organizowane są specjalne wycieczki po widokowych dachach! Więcej o takich wycieczkach znajdziesz tutaj


Skąd patrzeć na Lwów z góry?

 

Ratusz miejski, Wieża

Początki ratusza sięgają XIV wieku, ale dopiero 100 lat później postawiono murowany budynek. Wtedy też wybudowano wieżę. Dalsze perypetie ratusza wiążą się z upadkiem samej wieży (14 lipca 1826, wieża runęła zabijając 8 osób), czy zniszczeniem w wyniku bombardowania. Forma widoczna dzisiaj to wierna kopia ratusza wybudowanego w latach 1827 – 1835, zniszczonego w 1848.

Na wieżę wejść można już od rana, a koszt to 10 UAH (ulgowy – 5 UAH).

Wchodząc do ratusza mijam lwa strzegącego wejścia przed nieprzyjaciółmi, następnie podążam za znakami. To one wskazują drogę do okienka biletowego. I od tego momentu zaczyanją się… schody. A raczej 300 schodów. Jak zwykle w takich miejscach – jest wąsko, ciężko więc wyminąć się ze schodzącymi, przez co kilkakrotnie tworzą się przestoje. W drodze powrotnej to ja będę odpowiedzialna za takie korki, gdyż mam jakiś lęk wysokości…

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/10/P2030874.jpg” height=”450″ text=”Wysoki zamek” /]

Lwów położony jest na wysokości 296 metrów nad poziomem morza. Wzgórze Wysoki zamek to najwyższy punkt w mieście – 409 m.n.p.m!

 

Zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną

Na tym wzgórzu w XIV wieku Kazimierz Wielki wybudował murowany, gotycki zamek królewski. Wcześniej, w tym miejscu stał drewniany zamek wzniesiony przez króla Rusi. Zamek został zniszczony w 1704 roku, a w 1772 – rozebrano go.

 

W trzysetną rocznicę zawarcia unii lubelskiej obok ruin zamku usypano Kopiec Unii Lubelskiej. To właśnie ze szczytu tego kopca można podziwiać Lwów z góry. Najlepiej robić to rano, gdyż w południe słońce świeci w stronę kopca przyćmiewając jednocześnie panoramę miasta.

 

Lwowskie restauracje

W ten sposób wilk syty i Manchester City, jak to mówią starzy Górale! [żart]

 

Wiele restauracji w mieście oferuje stoliki na dachu budynków. Jedną z nich jest opisywany już przeze mnie Dom Legend, gdzie nie tylko skosztujemy pysznych, ukraińskich potraw, ale też porozwiązujemy zagadki logiczne, czy dowiemy się czegoś o miejskich legendach. Jak widać, można z tego miejsca wyciągnąć jeszcze więcej! Na dachu (poza stolikami) znajdziemy latającego trabanta oraz komin, na który bez skrupułów można wejść, a następnie spróbować szczęścia w rzucie monetą do kominiarskiego kapelusza!


Takich miejsc jest jednak we Lwowie znacznie, znacznie więcej. A pewnie jeszcze wiele z nich pozostaje nieodkrytych i nieokiełznanych… 😉

 


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.