Co przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o wspólnej podróży z niepełnosprawnym? Wyrzeczenie? Opieka? Trudności? A może jednak radość ze wspólnie spędzonych chwil? W końcu niepełnosprawność to nic strasznego! Rozmawiam z Gohą, autorką bloga RobiMy Podróże, która towarzysząc niepełnosprawnemu mężowi zwiedza z nim świat.


Wywiad powstał w ramach cyklu Niepełnosprawny w podróży.

To opowiedz nam o sobie – o swoich zainteresowaniach, pracy i o tym, jak poznałaś Kamila 🙂

Nazywam się Małgorzata Kowalewicz, ale rodzina, przyjaciele i znajomi w większości mówią do mnie Goha (tak, wiem, że powinno być przez „ch”), co tak naprawdę pojawiło się wiele lat temu, kiedy poszukiwałam dla siebie nicka na komunikatorze internetowym, a wszystkie pochodzące od mojego imienia były już zajęte i tak ku mojej radości pozostało.

Kim jestem z zawodu? Specjalistą od resocjalizacji i profilaktyki społecznej oraz filologiem angielskim. Pracowałam w obu zawodach i oba są moją pasją. Obecnie uczę najmłodszych adeptów szkolnictwa języka angielskiego i jest to naprawdę nie lada wyzwanie, bo pracuję z dziećmi w wieku od 5 do 9 lat. Wcześniej pracowałam w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym dla chłopców w Malborku i do dziś ciepło wspominam spędzone tam pięć lat, które poświęciłam tzw. młodzieży z rodzin patologicznych. Dla mnie byli to zawsze „moi chłopcy”, którym każdego roku na Wigilię robiłam pierogi i zawsze mówili, że za mało.

Poza obszarem zawodowym, interesuje mnie człowiek, jako taki – jego psychika, zachowanie i pasje, ale nie tylko. Kocham muzykę i nie mogłabym bez niej żyć. Gram na gitarze i śpiewam w domowym zaciszu, kiedy tylko najdzie mnie ochota. Kamila poznałam przez Internet i do dzisiaj pamiętam pierwsze zdanie, które do mnie napisał i pewnie nigdy go nie zapomnę. 10 lat minęło od tego momentu. Zadasz pewnie pytanie, czy wiedziałam o jego niepełnosprawności? Tak, wiedziałam i w niczym mi to nie przeszkadzało. Spotykałam się wcześniej z osobami niepełnosprawnymi i jakoś nigdy nie widziałam niepełnosprawności, a jedynie człowieka, który po prostu inaczej funkcjonuje, musiał dostosować się do nowych okoliczności, w których przyszło mu żyć.

Między mną a Kamilem po prostu zaiskrzyło od razu i choć oboje bardzo się broniliśmy przed sobą nawzajem, to myślę dzisiaj, że nie mieliśmy szans i byliśmy dwiema połówkami tego samego jabłka. Początkowo ja w Malborku, on w Olsztynie, ale to zmieniło się w niedługim czasie i przeprowadziłam się do Olsztyna, gdzie znalazłam pracę w szkole podstawowej i zamieszkaliśmy razem. Początki mojego „nowego życia” wcale nie były łatwe – nowa praca, nowe miasto, poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za tę drugą osobę, która pojawiła się w moim życiu, mieszkanie na czwartym piętrze bez windy przez pierwsze dwa lata. Wiele tego było, z obawą rodziny włącznie, co się stanie, jak mi się „odwidzi” i skrzywdzę „biednego” człowieka. A mimo to dawałam radę, bo Kamil zawsze przy mnie trwał, niezależnie od tego, co się działo. On jest moją siłą i wiem, że ja jestem jego. Razem możemy zrobić i osiągnąć wszystko, oczywiście na swój nietypowy nieco sposób. Niepełnosprawność Kamila w niczym nie przeszkadza w naszym życiu, trzeba ją tylko (wybacz zwierzęce porównanie) oswoić, a nie wściekać się na Ziemię za to, że się obraca. Jasne, że były i są trudne momenty, ale która z pełnosprawnych osób ich nie ma? Która z par ich nie doświadcza? Nie sądzę, by byli tacy ludzie na tym świecie.

Czy podróżujesz tylko z Kamilem, czy czasami też sama?

Zależy o jakie podróże pytasz, czasami wyjście na zakupy jest niczym survival i tę „podróż” czasem odbywam sama. A tak na poważnie, podróżujemy wspólnie odkąd się najpierw poznaliśmy, a potem pobraliśmy i nie znajduję lepszego kompana w podróży niż mój mąż.

Czy zdarzało Ci się słyszeć dziwne komentarze od znajomych/przechodniów etc. komentujących w jakiś negatywny sposób Ciebie i Kamila? Czy może były to raczej pozytywne reakcje?

Nie, nie zdarzyło się, żeby ktoś w jakiś negatywny sposób na nas zareagował, a wręcz przeciwnie – ludzie często pytają nas czy nie pomóc, uśmiechają się na nasz widok. Zdarzyło się kilka sytuacji nietypowych, nieprzewidywalnych, jak choćby ta, kiedy w Pekinie przy słynnym Ptasim Gnieździe, zbiegła się gromada gapiów i z ogromnym zainteresowaniem obserwowała, jak Kamil przesiada się ze mną do samochodu, po czym zaczęli z uznaniem kiwać głowami i podnosić kciuki w górę. Trochę mnie to zawstydziło, szczególnie, że nie bardzo wiedziałam, o co im chodzi.

Często też w Polsce ludzie zaczepiają nas i pytają, czy nie pomóc, szczególnie, że ja jestem raczej niska, a Kamil bardzo wysoki. Bardzo to doceniam i jestem wdzięczna za takie sytuacje, bo oznaczają one, że ludzie potrafią być otwarci na drugiego człowieka. Tak sobie nieco narcystycznie myślę, że ten brak negatywnych reakcji na nas, wypływa trochę z nas samych, z naszej otwartości, radości, którą w sobie nosimy i optymizmu, który nam towarzyszy na co dzień. Wiem, że brzmi to utopijnie, ale zarówno Kamil, jak i ja do ewentualnych problemów czy trudności podchodzimy, jak do zadania, które należy wykonać najlepiej, jak się potrafi i natychmiast przejść nad tym do porządku dziennego.

Kto planuje Wasze wyjazdy? Dzielicie się obowiązkami, czy wszystko robi jedna osoba?

Nasze wyjazdy zdecydowanie planujemy wspólnie. Kiedy już pojawi się pomysł na cel podróży, to wtedy zaczynamy dążyć do jego realizacji. Transportem i noclegiem z reguły zajmuje się Kamil, bo jest w tym po prostu mistrzem świata. Ja się tylko „wielkodusznie” zgadzam lub nie. 😉 Jeżeli natomiast chodzi o to, co będziemy robić na miejscu, jak zaplanować czas przeznaczony na wyjazd, to każdy z nas poszukuje ciekawych miejsc i potem sklejamy to w całość, aby było optymalnie dla nas obojga. Przed każdym wyjazdem też staramy się ustalić chociaż wstępnie, jak łatwo czy trudno będzie nam poruszać się w danym miejscu, do którego się wybieramy. Oczywiście rzeczywistość często weryfikuje te informacje i trzeba radzić sobie na bieżąco.

Zdarzyło się kiedyś tak, że miejsce, które od wieków chciałaś zobaczyć nie było dostosowane kompletnie do osób niepełnosprawnych? Co wtedy zrobiliście?

Oczywiście, że było i to nie jedno. Z reguły jest tak, że jeżeli jest na naszej podróżniczej mapie takie miejsce, które chcielibyśmy zobaczyć, a Kamil się tam nie dostanie, to idę sama. Wtedy robię mnóstwo zdjęć i kręcę filmiki, opowiadając o miejscu, w którym jestem bez niego, by jak najwierniej oddać to, co jest moim udziałem. Tak było chociażby na Wielkim Murze Chińskim, kiedy Kamil został na jego płaskim fragmencie, a ja wspinałam się na kolejne wieże, pokonując własną niemoc. Okazało się, że mój mąż w tym czasie zaprzyjaźnił się z amerykańską przewodniczką i miał szansę dotknąć tej części muru, która nigdy nie była odrestaurowywana. W większości jednak przypadków, postanawiamy spróbować się dostać w takie miejsca razem, jak chociażby Narodowy Park Jezior Plitwickich w Chorwacji, gdzie, gdyby nie napotkani po drodze turyści, to prawdopodobnie nie dalibyśmy sobie sami rady, bo w pewnym momencie Kamila wózek utknął między głazami na drodze prowadzącej ostro pod górę i kiedy zastanawialiśmy się, co dalej, pojawił się człowiek, który nam pomógł i mogliśmy dalej pokonywać trasę. Takich sytuacji jest naprawdę mnóstwo, co zresztą szczegółowo opisujemy na swoim blogu, bo chociażby nasza wizyta na dostosowanym tylko z nazwy Akropolu, była piekielnie trudna, ale jak się okazało możliwa. Mając w sobie upór, naprawdę wiele można osiągnąć. Trzeba tylko zawsze pamiętać o tym, żeby nie zrobić krzywdy sobie i innym tym uporem, więc czasami, kiedy ludzie proponują nam pomoc – dziękujemy grzecznie i odmawiamy, bo byłoby to po prostu niebezpieczne. I to są jedyne momenty, kiedy zwiedzam sama.

Czy po tylu udanych współpracach (jak np. Filharmonia) czujesz się już specjalistką w dziedzinie dostosowywania przybytków do potrzeb osób niepełnosprawnych?

Nie, nie czuje się specjalistką, bo każda niepełnosprawność niesie za sobą określone wymagania i te powinny być spełniane zgodnie z przepisami prawa. Tak niestety nie zawsze jest i właśnie dlatego oboje z Kamilem chętnie służymy pomocą, bo często w natłoku zadań, to jedno umyka gdzieś osobom odpowiedzialnym za inwestycję, co wcale nie jest przejawem złej woli. Oczywiście wściekam się, kiedy widzę świeżo wyremontowany czy postawiony budynek i okazuje się, że nie jest on dostosowany wcale, albo jest dostosowany w niewłaściwy sposób (np.: zbyt stromy podjazd). Czy też kiedy podróżując po świecie widzę, że mającą ponad 6000 lat świątynię na Malcie, można dostosować dla osób z niepełnosprawnością, a w naszym rodzimym Zamku w Malborku dowiaduję się, że na bruku nie można położyć kładek, bo to zabytek. I nie pomagają tłumaczenia, że takie kładki niczego nie zrujnują, że ułatwią poruszanie się ludziom starszym, niewidomym, czy z dziecięcymi wózkami, a nie tylko wózkowiczom. Specjalistką bym się jednak nie nazwała.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/12/IMG_8798_GIT-e1482967582155.jpg” height=”450″ text=”” /]

Od kiedy podróżujesz? Czy wcześniej (zanim poznałaś Kamila) już Cię ciągnęło w świat, czy to może Kamil zaraził Cię tym bakcylem?

To zdecydowanie dzięki Kamilowi połknęłam bakcyla podróżowania, choć przed jego poznaniem byłam tu i ówdzie, i dzięki temu mogłam poopowiadać mu na przykład o Paryżu, który zdeptałam na piechotę kilkanaście lat temu. Jednak dopiero to wspólne nasze podróżowanie wciągnęło mnie tak, że nie wyobrażam już sobie roku bez chociaż jednej dłuższej wyprawy w nieznane, bo rzeczywiście, jak się już zacznie, to nie można przestać podróżować.

Co najbardziej lubisz w podróżowaniu?

Podróżowanie jest dla mnie jak narkotyk. Uzależnia, daje mi niesamowitą energię, którą czerpię z poznawania kultur, zwyczajów, miejsc i ludzi. Z każdej podróży wracam bogatsza o nowe doświadczenie i przeżycia, których nie sposób czasem opisać. Poza tym każda nasza podróż jest dla mnie pewną niewiadomą. Zawsze wydarza się coś, czego nie planowaliśmy, sytuacja, z którą musimy się zmierzyć i to uczucie satysfakcji, kiedy już się uda, jest nie do zastąpienia. Podróżowanie to również zapierające dech w piersiach widoki, które pozostają z człowiekiem już na zawsze. W podróżach uwielbiam również to, że każda z nich czyni mnie jeszcze bardziej otwartym na świat i ludzi człowiekiem.

Masz może jakąś ciekawą anegdotę z podróży, którą możesz opowiedzieć?

Właściwie w każdej naszej podróży dzieje się coś, co opowiadamy potem, jako anegdotę. Jako przykład posłużyć tu może chociażby wspomniany wcześniej Pekin, kiedy to zaczepieni zostaliśmy przez grupkę Azjatów i z ich gestów Kamil zrozumiał, że chcą zrobić sobie z nami zdjęcie. Ustawiliśmy się oboje z szerokim uśmiechem na ustach, po czym okazało się, że modelką miałam być tylko ja ze względu na moje blond włosy, a Kamilowi wręczono aparat i został fotografem. Inną historią, która z horroru przekształciła się w anegdotę jest chociażby nasza przygoda na Malcie, kiedy Kamilowi samoistnie pękła rama wózka inwalidzkiego już na początku naszego pobytu. Było to w niedzielę, kiedy na Malcie wszystkie (potrzebne nam) sklepy są pozamykane. Myśleliśmy, że się zwiedzanie dla nas skończyło, ale w recepcji hotelu uzyskaliśmy pomoc. Przyszedł konserwator, zabrał wózek i powiedział mi, że go naprawi. Bardzo długo jednak nie mieliśmy informacji o przebiegu tejże naprawy, aż w końcu zaniepokojona po trzech godzinach wybrałam się na poszukiwania i konserwatora, i wózka. Kiedy znalazłam obie zguby okazało się, że wózek nie został naprawiony prowizorycznie, a profesjonalnie zespawany i pomalowany, żeby „ładnie wyglądało”.

Jedną ze śmieszniejszych sytuacji przeżyliśmy również we wspomnianym już przeze mnie Narodowym Parku Jezior Plitwickich, gdzie dostosowanie dla wózków kolejki wożącej turystów między jedną a drugą stacją parku polegało na tym, że z szoferki wysiadało dwóch silnych mężczyzn i wnosiło ludzi na wózkach do środka pojazdu po schodach. Albo wtedy, kiedy okazało się, że wydostanie się z tego samego parku jest dla nas na piechotę niemożliwe (o czym nas nie poinformowano w informacji) i drogę na górę odbyliśmy w bagażniku furgonetki

Opowiadać mogłabym takie historie bez końca, bo na przykład w Parku Łosi w Nybro w Szwecji, po zakupieniu biletów i oczekiwaniu na przewodnika, który miał nas obwieźć po parku, zobaczyłam, że podjeżdża po nas ciągnik z dwiema zadaszonymi przyczepami. Wejście było bardzo wysoko i niemożliwym wydawało się dostanie tam w przypadku Kamila. Kiedy już miałam interweniować, przewodnik i kierowca w jednym, z pobliskiej szopy wyciągnął rampę i po chwili oboje siedzieliśmy z Kamilem na przyczepie, podziwiając żyjące w parku łosie.

Jakie jest Twoje podróżnicze marzenie?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to wrócić na Maltę, bo naprawdę zakochałam się w tym niezwykłym kraju i jego mieszkańcach. Jednak takich naprawdę dużych marzeń mam kilka. Chciałabym odbyć kilkutygodniową podróż po Azji – zobaczyć Tajlandię, Indonezję, czy Singapur, popływać w wodach wokół Bali i wskoczyć na Filipiny. Moim marzeniem jest także przeżyć karnawał w Rio czy Salwadorze i poznać piękno Kuby. W mojej głowie, co chwilę pojawia się coś nowego, więc na pewno będzie jeszcze o czym opowiadać, bo marzenia są przecież po to, by je realizować.

RobiMy Podróże to niekończąca się opowieść o tym, jak podróżuje się na dwóch nogach (Goha) i czterech kołach (Kamil). Głównym przyświecającym nam celem jest sprawdzanie na własnej skórze dostosowania miejsc i środków komunikacji na całym Świecie oraz pasja podróżowania. Swoimi wrażeniami dzielimy się w postach zamieszczanych na blogu, pełnych przydatnych informacji z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej, ale również osoby, która cieszy się pełnosprawnością. W naszych opowieściach łączymy te dwa światy, a jednocześnie opisujemy sytuacje trudne, które spotykamy podczas naszych podróży. A wszystko to RobiMy po to, by inni niepełnosprawni i ich życiowi towarzysze uwierzyli, że można podróżować, że bariery są po to, by je pokonywać.


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.