Co przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o wspólnej podróży z niepełnosprawnym? Wyrzeczenie? Opieka? Trudności? A może jednak radość ze wspólnie spędzonych chwil? W końcu niepełnosprawność to nic strasznego! Rozmawiam z Gohą, autorką bloga RobiMy Podróże, która towarzysząc niepełnosprawnemu mężowi zwiedza z nim świat.


Wywiad powstał w ramach cyklu Niepełnosprawny w podróży.

To opowiedz nam o sobie – o swoich zainteresowaniach, pracy i o tym, jak poznałaś Kamila 🙂

Nazywam się Małgorzata Kowalewicz, ale rodzina, przyjaciele i znajomi w większości mówią do mnie Goha (tak, wiem, że powinno być przez „ch”), co tak naprawdę pojawiło się wiele lat temu, kiedy poszukiwałam dla siebie nicka na komunikatorze internetowym, a wszystkie pochodzące od mojego imienia były już zajęte i tak ku mojej radości pozostało.

Kim jestem z zawodu? Specjalistą od resocjalizacji i profilaktyki społecznej oraz filologiem angielskim. Pracowałam w obu zawodach i oba są moją pasją. Obecnie uczę najmłodszych adeptów szkolnictwa języka angielskiego i jest to naprawdę nie lada wyzwanie, bo pracuję z dziećmi w wieku od 5 do 9 lat. Wcześniej pracowałam w Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym dla chłopców w Malborku i do dziś ciepło wspominam spędzone tam pięć lat, które poświęciłam tzw. młodzieży z rodzin patologicznych. Dla mnie byli to zawsze „moi chłopcy”, którym każdego roku na Wigilię robiłam pierogi i zawsze mówili, że za mało.

Poza obszarem zawodowym, interesuje mnie człowiek, jako taki – jego psychika, zachowanie i pasje, ale nie tylko. Kocham muzykę i nie mogłabym bez niej żyć. Gram na gitarze i śpiewam w domowym zaciszu, kiedy tylko najdzie mnie ochota. Kamila poznałam przez Internet i do dzisiaj pamiętam pierwsze zdanie, które do mnie napisał i pewnie nigdy go nie zapomnę. 10 lat minęło od tego momentu. Zadasz pewnie pytanie, czy wiedziałam o jego niepełnosprawności? Tak, wiedziałam i w niczym mi to nie przeszkadzało. Spotykałam się wcześniej z osobami niepełnosprawnymi i jakoś nigdy nie widziałam niepełnosprawności, a jedynie człowieka, który po prostu inaczej funkcjonuje, musiał dostosować się do nowych okoliczności, w których przyszło mu żyć.

Między mną a Kamilem po prostu zaiskrzyło od razu i choć oboje bardzo się broniliśmy przed sobą nawzajem, to myślę dzisiaj, że nie mieliśmy szans i byliśmy dwiema połówkami tego samego jabłka. Początkowo ja w Malborku, on w Olsztynie, ale to zmieniło się w niedługim czasie i przeprowadziłam się do Olsztyna, gdzie znalazłam pracę w szkole podstawowej i zamieszkaliśmy razem. Początki mojego „nowego życia” wcale nie były łatwe – nowa praca, nowe miasto, poczucie odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za tę drugą osobę, która pojawiła się w moim życiu, mieszkanie na czwartym piętrze bez windy przez pierwsze dwa lata. Wiele tego było, z obawą rodziny włącznie, co się stanie, jak mi się „odwidzi” i skrzywdzę „biednego” człowieka. A mimo to dawałam radę, bo Kamil zawsze przy mnie trwał, niezależnie od tego, co się działo. On jest moją siłą i wiem, że ja jestem jego. Razem możemy zrobić i osiągnąć wszystko, oczywiście na swój nietypowy nieco sposób. Niepełnosprawność Kamila w niczym nie przeszkadza w naszym życiu, trzeba ją tylko (wybacz zwierzęce porównanie) oswoić, a nie wściekać się na Ziemię za to, że się obraca. Jasne, że były i są trudne momenty, ale która z pełnosprawnych osób ich nie ma? Która z par ich nie doświadcza? Nie sądzę, by byli tacy ludzie na tym świecie.

Czy podróżujesz tylko z Kamilem, czy czasami też sama?

Zależy o jakie podróże pytasz, czasami wyjście na zakupy jest niczym survival i tę „podróż” czasem odbywam sama. A tak na poważnie, podróżujemy wspólnie odkąd się najpierw poznaliśmy, a potem pobraliśmy i nie znajduję lepszego kompana w podróży niż mój mąż.

Czy zdarzało Ci się słyszeć dziwne komentarze od znajomych/przechodniów etc. komentujących w jakiś negatywny sposób Ciebie i Kamila? Czy może były to raczej pozytywne reakcje?

Nie, nie zdarzyło się, żeby ktoś w jakiś negatywny sposób na nas zareagował, a wręcz przeciwnie – ludzie często pytają nas czy nie pomóc, uśmiechają się na nasz widok. Zdarzyło się kilka sytuacji nietypowych, nieprzewidywalnych, jak choćby ta, kiedy w Pekinie przy słynnym Ptasim Gnieździe, zbiegła się gromada gapiów i z ogromnym zainteresowaniem obserwowała, jak Kamil przesiada się ze mną do samochodu, po czym zaczęli z uznaniem kiwać głowami i podnosić kciuki w górę. Trochę mnie to zawstydziło, szczególnie, że nie bardzo wiedziałam, o co im chodzi.

Często też w Polsce ludzie zaczepiają nas i pytają, czy nie pomóc, szczególnie, że ja jestem raczej niska, a Kamil bardzo wysoki. Bardzo to doceniam i jestem wdzięczna za takie sytuacje, bo oznaczają one, że ludzie potrafią być otwarci na drugiego człowieka. Tak sobie nieco narcystycznie myślę, że ten brak negatywnych reakcji na nas, wypływa trochę z nas samych, z naszej otwartości, radości, którą w sobie nosimy i optymizmu, który nam towarzyszy na co dzień. Wiem, że brzmi to utopijnie, ale zarówno Kamil, jak i ja do ewentualnych problemów czy trudności podchodzimy, jak do zadania, które należy wykonać najlepiej, jak się potrafi i natychmiast przejść nad tym do porządku dziennego.

Kto planuje Wasze wyjazdy? Dzielicie się obowiązkami, czy wszystko robi jedna osoba?

Nasze wyjazdy zdecydowanie planujemy wspólnie. Kiedy już pojawi się pomysł na cel podróży, to wtedy zaczynamy dążyć do jego realizacji. Transportem i noclegiem z reguły zajmuje się Kamil, bo jest w tym po prostu mistrzem świata. Ja się tylko „wielkodusznie” zgadzam lub nie. 😉 Jeżeli natomiast chodzi o to, co będziemy robić na miejscu, jak zaplanować czas przeznaczony na wyjazd, to każdy z nas poszukuje ciekawych miejsc i potem sklejamy to w całość, aby było optymalnie dla nas obojga. Przed każdym wyjazdem też staramy się ustalić chociaż wstępnie, jak łatwo czy trudno będzie nam poruszać się w danym miejscu, do którego się wybieramy. Oczywiście rzeczywistość często weryfikuje te informacje i trzeba radzić sobie na bieżąco.

Zdarzyło się kiedyś tak, że miejsce, które od wieków chciałaś zobaczyć nie było dostosowane kompletnie do osób niepełnosprawnych? Co wtedy zrobiliście?

Oczywiście, że było i to nie jedno. Z reguły jest tak, że jeżeli jest na naszej podróżniczej mapie takie miejsce, które chcielibyśmy zobaczyć, a Kamil się tam nie dostanie, to idę sama. Wtedy robię mnóstwo zdjęć i kręcę filmiki, opowiadając o miejscu, w którym jestem bez niego, by jak najwierniej oddać to, co jest moim udziałem. Tak było chociażby na Wielkim Murze Chińskim, kiedy Kamil został na jego płaskim fragmencie, a ja wspinałam się na kolejne wieże, pokonując własną niemoc. Okazało się, że mój mąż w tym czasie zaprzyjaźnił się z amerykańską przewodniczką i miał szansę dotknąć tej części muru, która nigdy nie była odrestaurowywana. W większości jednak przypadków, postanawiamy spróbować się dostać w takie miejsca razem, jak chociażby Narodowy Park Jezior Plitwickich w Chorwacji, gdzie, gdyby nie napotkani po drodze turyści, to prawdopodobnie nie dalibyśmy sobie sami rady, bo w pewnym momencie Kamila wózek utknął między głazami na drodze prowadzącej ostro pod górę i kiedy zastanawialiśmy się, co dalej, pojawił się człowiek, który nam pomógł i mogliśmy dalej pokonywać trasę. Takich sytuacji jest naprawdę mnóstwo, co zresztą szczegółowo opisujemy na swoim blogu, bo chociażby nasza wizyta na dostosowanym tylko z nazwy Akropolu, była piekielnie trudna, ale jak się okazało możliwa. Mając w sobie upór, naprawdę wiele można osiągnąć. Trzeba tylko zawsze pamiętać o tym, żeby nie zrobić krzywdy sobie i innym tym uporem, więc czasami, kiedy ludzie proponują nam pomoc – dziękujemy grzecznie i odmawiamy, bo byłoby to po prostu niebezpieczne. I to są jedyne momenty, kiedy zwiedzam sama.

Czy po tylu udanych współpracach (jak np. Filharmonia) czujesz się już specjalistką w dziedzinie dostosowywania przybytków do potrzeb osób niepełnosprawnych?

Nie, nie czuje się specjalistką, bo każda niepełnosprawność niesie za sobą określone wymagania i te powinny być spełniane zgodnie z przepisami prawa. Tak niestety nie zawsze jest i właśnie dlatego oboje z Kamilem chętnie służymy pomocą, bo często w natłoku zadań, to jedno umyka gdzieś osobom odpowiedzialnym za inwestycję, co wcale nie jest przejawem złej woli. Oczywiście wściekam się, kiedy widzę świeżo wyremontowany czy postawiony budynek i okazuje się, że nie jest on dostosowany wcale, albo jest dostosowany w niewłaściwy sposób (np.: zbyt stromy podjazd). Czy też kiedy podróżując po świecie widzę, że mającą ponad 6000 lat świątynię na Malcie, można dostosować dla osób z niepełnosprawnością, a w naszym rodzimym Zamku w Malborku dowiaduję się, że na bruku nie można położyć kładek, bo to zabytek. I nie pomagają tłumaczenia, że takie kładki niczego nie zrujnują, że ułatwią poruszanie się ludziom starszym, niewidomym, czy z dziecięcymi wózkami, a nie tylko wózkowiczom. Specjalistką bym się jednak nie nazwała.

Od kiedy podróżujesz? Czy wcześniej (zanim poznałaś Kamila) już Cię ciągnęło w świat, czy to może Kamil zaraził Cię tym bakcylem?

To zdecydowanie dzięki Kamilowi połknęłam bakcyla podróżowania, choć przed jego poznaniem byłam tu i ówdzie, i dzięki temu mogłam poopowiadać mu na przykład o Paryżu, który zdeptałam na piechotę kilkanaście lat temu. Jednak dopiero to wspólne nasze podróżowanie wciągnęło mnie tak, że nie wyobrażam już sobie roku bez chociaż jednej dłuższej wyprawy w nieznane, bo rzeczywiście, jak się już zacznie, to nie można przestać podróżować.

Co najbardziej lubisz w podróżowaniu?

Podróżowanie jest dla mnie jak narkotyk. Uzależnia, daje mi niesamowitą energię, którą czerpię z poznawania kultur, zwyczajów, miejsc i ludzi. Z każdej podróży wracam bogatsza o nowe doświadczenie i przeżycia, których nie sposób czasem opisać. Poza tym każda nasza podróż jest dla mnie pewną niewiadomą. Zawsze wydarza się coś, czego nie planowaliśmy, sytuacja, z którą musimy się zmierzyć i to uczucie satysfakcji, kiedy już się uda, jest nie do zastąpienia. Podróżowanie to również zapierające dech w piersiach widoki, które pozostają z człowiekiem już na zawsze. W podróżach uwielbiam również to, że każda z nich czyni mnie jeszcze bardziej otwartym na świat i ludzi człowiekiem.

Masz może jakąś ciekawą anegdotę z podróży, którą możesz opowiedzieć?

Właściwie w każdej naszej podróży dzieje się coś, co opowiadamy potem, jako anegdotę. Jako przykład posłużyć tu może chociażby wspomniany wcześniej Pekin, kiedy to zaczepieni zostaliśmy przez grupkę Azjatów i z ich gestów Kamil zrozumiał, że chcą zrobić sobie z nami zdjęcie. Ustawiliśmy się oboje z szerokim uśmiechem na ustach, po czym okazało się, że modelką miałam być tylko ja ze względu na moje blond włosy, a Kamilowi wręczono aparat i został fotografem. Inną historią, która z horroru przekształciła się w anegdotę jest chociażby nasza przygoda na Malcie, kiedy Kamilowi samoistnie pękła rama wózka inwalidzkiego już na początku naszego pobytu. Było to w niedzielę, kiedy na Malcie wszystkie (potrzebne nam) sklepy są pozamykane. Myśleliśmy, że się zwiedzanie dla nas skończyło, ale w recepcji hotelu uzyskaliśmy pomoc. Przyszedł konserwator, zabrał wózek i powiedział mi, że go naprawi. Bardzo długo jednak nie mieliśmy informacji o przebiegu tejże naprawy, aż w końcu zaniepokojona po trzech godzinach wybrałam się na poszukiwania i konserwatora, i wózka. Kiedy znalazłam obie zguby okazało się, że wózek nie został naprawiony prowizorycznie, a profesjonalnie zespawany i pomalowany, żeby „ładnie wyglądało”.

Jedną ze śmieszniejszych sytuacji przeżyliśmy również we wspomnianym już przeze mnie Narodowym Parku Jezior Plitwickich, gdzie dostosowanie dla wózków kolejki wożącej turystów między jedną a drugą stacją parku polegało na tym, że z szoferki wysiadało dwóch silnych mężczyzn i wnosiło ludzi na wózkach do środka pojazdu po schodach. Albo wtedy, kiedy okazało się, że wydostanie się z tego samego parku jest dla nas na piechotę niemożliwe (o czym nas nie poinformowano w informacji) i drogę na górę odbyliśmy w bagażniku furgonetki

Opowiadać mogłabym takie historie bez końca, bo na przykład w Parku Łosi w Nybro w Szwecji, po zakupieniu biletów i oczekiwaniu na przewodnika, który miał nas obwieźć po parku, zobaczyłam, że podjeżdża po nas ciągnik z dwiema zadaszonymi przyczepami. Wejście było bardzo wysoko i niemożliwym wydawało się dostanie tam w przypadku Kamila. Kiedy już miałam interweniować, przewodnik i kierowca w jednym, z pobliskiej szopy wyciągnął rampę i po chwili oboje siedzieliśmy z Kamilem na przyczepie, podziwiając żyjące w parku łosie.

Jakie jest Twoje podróżnicze marzenie?

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to wrócić na Maltę, bo naprawdę zakochałam się w tym niezwykłym kraju i jego mieszkańcach. Jednak takich naprawdę dużych marzeń mam kilka. Chciałabym odbyć kilkutygodniową podróż po Azji – zobaczyć Tajlandię, Indonezję, czy Singapur, popływać w wodach wokół Bali i wskoczyć na Filipiny. Moim marzeniem jest także przeżyć karnawał w Rio czy Salwadorze i poznać piękno Kuby. W mojej głowie, co chwilę pojawia się coś nowego, więc na pewno będzie jeszcze o czym opowiadać, bo marzenia są przecież po to, by je realizować.

RobiMy Podróże to niekończąca się opowieść o tym, jak podróżuje się na dwóch nogach (Goha) i czterech kołach (Kamil). Głównym przyświecającym nam celem jest sprawdzanie na własnej skórze dostosowania miejsc i środków komunikacji na całym Świecie oraz pasja podróżowania. Swoimi wrażeniami dzielimy się w postach zamieszczanych na blogu, pełnych przydatnych informacji z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej, ale również osoby, która cieszy się pełnosprawnością. W naszych opowieściach łączymy te dwa światy, a jednocześnie opisujemy sytuacje trudne, które spotykamy podczas naszych podróży. A wszystko to RobiMy po to, by inni niepełnosprawni i ich życiowi towarzysze uwierzyli, że można podróżować, że bariery są po to, by je pokonywać.

Komentarze: 23

    1. Podróże z osobą niepełnosprawną nie muszą być wyrzeczeniem. Owszem – przed Gohą i Kamilem jest nieco więcej wyzwań niż przed innymi, przeciętnymi podróżnikami, jednak nie wydaje mi się, by oni sami myśleli o tym w takich kategoriach 🙂 Podróż to przede wszystkim przygoda i nowe doświadczenie. Ale do gratulacji się oczywiście przyłączamy!

    1. Podróży, założymy się? Renta socjalna w PL to ile? Ile znać Ja też realnie zatrudnionych ludzi na wózkach inwalidzkich?

      Można z nimi podróżować oczywiście i co z tego skoro większość siedzi w domu i nie dlatego że chce. Dla mnie kit

    2. A widzisz, dwa tygodnie temu opublikowałam wywiad z Kamilem (mężem Gohy) pokazujący też Jego perspektywę wyjazdów. I tak się składa, że oboje pracują, RobiMy Podróże na pewno potwierdzą! 😉

      Akurat jeśli chodzi o rentę socjalną, to dokładnie zdaję sobie sprawę z tego, ile ona wynosi. Ten cykl ma na celu pokazanie, że niepełnosprawność nie musi być przeszkodą i dyskwalifikować nikogo jako podróżnika.
      A jeśli chodzi o kwestie finansowe – to już jest szeroko opisany temat w polskiej blogosferze jak sobie radzić z pieniędzmi i podróżami nie zarabiając kokosów.

    3. Bez kpin. No chyba że jest się tak zwanym kaleką pokazowym jak Mela. W małych miastach to jest bieda znaleźć nawet szkoły jazdy samochodem przystosowanym A spróbuj znaleźć pracę bez prawa jazdy Dzisiaj chyba że zdalna ale tutaj też jeżeli znajdzie się zakład pracy chronionej de facto są fikcyjne miejsca pracy, dla niepełnosprawnych na papierze. Polecam odbyć samodzielną podróż do pracy na wózku inwalidzkim Ja nie kupuję tego rodzaju propagandy, sorry Winetou, to jest pisane i opowiadane dla ludzi pełnosprawnych, zeby sie lepiej poczuli.
      No i zawsze mogę wtedy pokazać takiego osobnika jako przykład że jednak można … a komus sie nie chce

    4. Hm.. nie wiem dokładnie jakie są Twoje doświadczenia związane z niepełnosprawnymi, ale ja trochę jestem blisko związana z tematem.
      Owszem, nie jest łatwo znaleźć pracę niepełnosprawnemu, ale z tego, co wiem, to w Polsce w ogóle wielu ludziom jest trudno znaleźć pracę. Niezależnie od wieku, płci, wykształcenia, czy właśnie stopnia sprawności – w każdym wypadku będą tacy, co pracy nie znajdą. A jednak nie nazwiesz pracującej dziewczyny – „laską pokazową”, a starszego dziadka – „dziadem na pokaz”, bo przecież w grupie osób podobnych do nich są tacy bez pracy, a tylko cud sprawił, że oni pracują.

      Przykro mi, że tak odbierasz ten tekst. Jego cel z założenia jest taki, żeby zmienić trochę spojrzenie na podróże. Najczęściej postrzegamy podróżników jako wolne duchy bez problemów. Problem funduszy i odpowiedzi na pytania „skąd masz na to kasę” powoli się wyjaśnia, bo coraz więcej blogerów i podróżników podaje swoje rozwiązania.
      Teraz pora na niepełnosprawność. I to takich zwykłych ludzi, nie tych dźwiganych na barkach TVNu, którzy zaakceptowali swoją sytuację i zamiast siedzieć i zamartwiać się swoim losem, starają się robić to, co chcą na miarę swoich możliwości.

      Tutaj akurat przykład wózkowicza, ale niepełnosprawność nie kręci się wokół wózków! Są i osoby niewidome, słabosłyszące, osoby, których niepełnosprawności nie dostrzeżesz na pierwszy rzut oka, a także takie osoby, które na pewno nie będą samodzielnymi podróżnikami, bo są w 100% zależni od osób trzecich. Ale to nie znaczy, że wszyscy ci ludzie mają siedzieć w domu i narzekać na otaczający ich świat! Z drugiej strony – nie każdy musi od razu oblatywać świat dookoła. Dla niektórych z tych osób wielką wyprawą będzie wyjście do parku, czy wyjazd nad Zegrze, a być może inni odważą się pojechać dalej?

      Wywiad z Gohą miał też zwrócić uwagę wszystkich osób, do których tekst trafi, że podróże z osobą niepełnosprawną (czy jakiekolwiek inne związki), to nie są jakieś nietypowe zachowania. To nie jest rzecz, która wymaga niesamowitej siły, empatii, sprawa dla bohatera. To.. normalna podróż! A Goha (a i pewnie setki innych osób związanych z kimś niepełnosprawnym) przede wszystkim jest Kamila *żoną*, a nie opiekunką, która *łaskawie godzi się na to, bo jej szkoda biednego człowieka*. Ja jestem bardzo dumna z obu tekstów, bo widać w nim uczucie, którym oboje siebie darzą i to jest bardzo fajne i motywujące 🙂

    5. ….. dobra 🙂 w Polsce jest najniższe bezrobocie od lat ostatnio a poza tym zatrudnianie osób z niepełnosprawnością jest notowany więc teraz ja się pytam Oczywiście to jest nie na temat ale warto takie pytanie zadać byłoby lepiej wydać tych pieniędzy które daje się cwaniakom, to jest w zależności od schorzenia dopłata wysokości nawet większe niż najniższa pensja, w taki sposób żeby zwyczajny facet bez jakichkolwiek bzdurny mógł sobie zarobić za wszystko trzeba zapłacić więcej kiedy się podróżuje z niepełnosprawnością wybacz ja tam akurat mam styczność z niepełnosprawnością tak że sam jestem, uświadamianie mnie ze sobą różne takie sobie jest ale trudno.

      Wolałbym żeby zamiast dotacji były na przykład kursy ale nie jakiś kurs układania kwiatów czy coś w tym stylu tylko na przykład programowania Wtedy człowiek na wózku może pracować w domu i zarobi sobie na podróże. Można by te przykłady mnożyć.

      Ten człowiek którego pokazujecie Po pierwsze nie mówi nic nowego A po drugie Jakie związki to jest rzadkość generalnie niepełnosprawni uwaga niepoprawnie politycznie zdanie szukają partnerów wśród innych niepełnosprawnych Gdyby to było Tak bardzo normalne chcesz mi powiedzieć na to nie trzeba by ich pokazywać jako przekładu na nie wiem co bo nie wiem

    6. Zbigniew Capała tylko, że widzisz… ja nie gospodaruję państwowymi pieniędzmi i nie rozporządzam budżetem (choć zawsze żartuję, że na pewno byłabym świetnym prezydentem!). I zgadzam się, że warto dbać o dodatkowe szkolenia (nie, żeby układanie kwiatów było złe, ale zawsze dobrze móc wybrać coś, co jest faktycznie ciekawe!). I zdaję sobie sprawę z tego, ile, co kosztuje.
      Ale w tym momencie uważam, że warto w ogóle poruszyć ten temat. Nie mam wielkiego bloga, ani stacji telewizyjnej i być może zasięg planowanej serii nie będzie ogromny.. Ale taki jest mój wkład. Że trzeba zacząć mówić o tym, że są jakieś sprawy. Że w Malborku nie ma kładki „bo to zabytek” (prosto z wywiadu), że nie wszystko można zwiedzić na wózku, ale są miejsca, które swobodnie można odwiedzić (ot, nawet i na mur chiński się da!). Tylko na pewno trzeba o tym dyskutować, pisać, mówić, zachęcać do śledzenia stron i blogów (jak w tym wypadku RobiMy Podróże) i pokazywać, że są takie potrzeby. A nie negować i krytykować 😉

      A akurat jeśli chodzi o programowanie… to wystarczy, że zamiast siedzieć na fejsie, posiedzisz trochę w internetach i poczytasz różne fajne strony z materiałami do nauki i zaczniesz ćwiczyć. Brzmi enigmatycznie, ale da się samemu 😉 Taka sama gwarancja, że Ci się uda i będziesz dobry, jak w wypadku kursów i szkoleń -> liczy się przede wszystkim Twoja samodzielna praca i ćwiczenia.

    7. Naszym zdaniem Cieplik podróżuje wyczerpała temat odpowiedzi. My ze swojej strony chcieliśmy tylko dodać, że nasze wyjazdy finansujemy sami, jednak gdyby znalazł się sponsor to byśmy się nie obrazili 🙂 Pozdrawiamy serdecznie i życzymy miłego weekendu!

    8. Zbigniew nikt cię za rączkę nie weźmie i wszystkiego za ciebie nie zrobi. Jest tyle grup na fejsie, tyle możliwości w internecie żeby zdobyć wiedzę (i zawodową i na temat podróży). Jest wiele osób chętnych do pomocy, ale o pomoc też trzeba się „postarać”, pokazać że coś robisz, dajesz od siebie.

      A wracając do wywiadu – bardzo mi pasuje blog Gohy i Kamila, bo sytuację mamy z żoną identyczną 🙂 ja na wózku, żona sprawna, podróże bardzo lubimy. I na pewno się do nich odezwę po poradę przed następną podróżą 🙂

    9. Ty, następny debil, nie rozumie co czyta. Ja powiem jak krowie na rowie może skumasz.

      1) Jaki ma sens promowanie Podróżowanie z niepełnosprawnym skoro nawet do pracy dojechać nie można bo są na przykład wysokopodłogowe tramwaje.
      2) znakomita większość niepełnosprawnych w Polsce jest nieaktywna zawodowo i to nie ma nic wspólnego z tym że chcę żeby ktoś za rączkę prowadził chyba że jesteś po prostu debilem i nie widzisz jak się tych ludzi rucha w dupę na każdym kroku I tak wygląda ta chęć do pomocy.
      3) skoro większość nie pracuje wcale nie ze swojej winy Jaki ma sens promowanie podróżowania za co oni mają podróżować kurwa.
      4) ja osobiście takiej potrzeby nie mam ale zawsze chętnie wyśmieje taki Freak Show, w stylu, ojej, wózkers pojechał na Maltę! No i co z tego?
      Gówno.mnie to obchodzi, żadnego bohaterstwa w tym nie widzę.

      5) nie ludzie mają pomagać tylko państwo ma być takie żeby nie musieli, póki co tą część niepełnosprawnych którajakimś cudem pracuje wykorzystuje się na wszystkie sposoby.

      W końcu napisała o sobie co mi zależy bo skoro tak twierdzisz że to o mnie chodzi że ja tutaj piszę o sobie na to czemu nie.

      Bardzo wiele zachodu i pieniędzy Kosztowało mnie w Polsce na przykład zdanie prawa jazdy w moim miasteczku nawet takiej szkoły nie było która łaskawie by pozwalała niepełnosprawnym zdawać prawa jazdy

      Nie jestem Ślepy a takie pierdolenie że ktoś chce żeby go za rękę prowadzić to zachowaj dla siebie.

      Akurat miałem okazję być trochę poza Polską i twierdzę że wasza argumentacja jest żenująca to jest normalne kurwa NOR-MAL-NE w rozwiniętych społeczeństwach że ludzie z różnymi dysfunkcjami podróżują. Nikt o tym zazwyczaj nie mówi bo to jest oczywiste a w Polsce na przykład spróbuj sobie kupić handbike cwaniaku jeden z drugim, co to kosztuje tyle samo co dobry używany samochód, etc, etc.
      Za to tam przy okazji nie spytacha się ludzi z niepełnosprawnością na margines społeczny tylko zapewnia rzeczy potrzebne do podjęcia aktywności.
      Zapewnij sobie przystosowany samochód, przecież do pracy trzeba dojechać, odpowiednią fizjoterapię prywatnie oczywiście, lekarz łaskawie raz w roku wystawi może skierowanie, wychowaj co najmniej trójkę dzieci a potem jedz na wakacje. Tak wygląda normalne życie, NORMALNE, Polsce poza zasięgiem w większości niepełnosprawnych

      W Polsce za to większość niepełnosprawnych to może być co najwyżej pracownikami call center albo tak zwanymi ochroniarzami, więc o jakich podróżach mowa? Śmieszne. Załóżmy że ktoś rodzinę ma No to jasne pewnie że ją utrzymać za 2000 brutto plus renta, wy tylko uczyć się ludzi żebrać bo Ludzie pomogą, chuj w dupę ludziom.
      W Dodatku ta propaganda o polskim bezrobociu gdzie? Wśród pełnosprawnych w Polsce nie ma żadnego bezrobocia najwięcej jest nierobocie

    10. Zbigniew Capała możesz mieć inne zdanie niż ja, czy osoby czytające tego bloga/ten wywiad.
      Nawet możesz się zasłaniać stwierdzeniami wyssanymi z palca i niepopartymi żadnymi statystykami, a i żalić się na to, że *Państwo* powinno działać inaczej.
      Ale nie życzę sobie, żebyś obrażał tu wszystkich po kolei.

    11. Sam obraża własną żonę Więc nie marudź Me A statystyki sobie sam Znajdź są w internecie. Tyle, podnieca mnie facet na wózku gdzieś podróżujący ponieważ uważam to za normalne, nie jest nic ciekawego, szczególnego chyba że społeczeństwie i gdzie twierdzi się że facet na wózku musi siedzieć w domu. Właściwie musi, zazwyczaj.

      http://www.niepelnosprawni.gov.pl/p,122,zrodla-danych-o-osobach-niepelnosprawnych

      Enjoy. Większość niepełnosprawnych w Polsce nie pracuje, jak się komuś nie podoba to nie moja wina, jeszcze coś? Może pogadamy sobie o tym jak działają tak zwane Powiatowe centra Pomocy Rodzinie, nie?

      Pokazywanie polskim niepełnosprawnym jak podróżuję jakiś facet na wózku to jest zwyczajne skurwysyństwo, bo większość wegetuje. O jakich więc podróżach chcecie im opowiadać?? Po co?

  1. Podróże Dla Osoby Niepełnosprawnej są bardzo ważne z wielu względów. Mają nie tylko walory turystyczne, ale również są formą terapii społecznej. Możliwość wyjścia z domu, sprawdzenia się. Ne ważne, że nie dotrzemy na szczyt. Ważne, że byliśmy tam i poczuliśmy atmosferą, zapach. Jestem sama osobą niepełnosprawną i prowadzę biuro podróży dla osób niepełnosprawnych. Podróżować warto blisko i daleko !!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mapa podróży…

Odwiedzone miejsca Placeholder
Odwiedzone miejsca

Znajdziesz mnie też tutaj

Klub Polki Na Obczyźnie Polskie Blogi Podróżnicze Góry i Ludzie

Zyskaj dostęp do ekskluzywnych materiałów!

Dołącz do grupy Czytelników, którzy otrzymują ode mnie listy z podróży oraz mają dostęp do ekskluzywnych materiałów do pobrania za darmo i niepublikowanych nigdzie indziej!

Weź udział w podróżniczym wyzwaniu!

12 podróży w 12 miesięcy - wyzwanie 2017!