„Podróżowanie jest dla każdego!” – to wielkie hasło przyświeca wielu podróżnikom, czy blogerom. W końcu nie ma znaczenia, czy masz portfel wypchany pieniędzmi, czy też puste kieszenie; czy jesteś długonogą blondynką, czy przysadzistym mężczyzną; czy masz 2 nogi, czy też 4 koła. Niezależnie od wszystkiego możesz podróżować i chłonąć świat takim, jaki jest! A jeśli już jesteśmy przy 4 kołach…  Kamil Kowalewicz wspólnie z żoną podróżuje i prowadzi bloga robimypodroze.pl. Wspólnie udowadniają, że podróże na wózku to nic strasznego!

Rozmawiam z Kamilem o tym, jak zaczęła się jego przygoda z podróżowaniem, co sprawia mu największą trudność oraz o najlepszych wspomnieniach z podróży!


Wywiad powstał w ramach cyklu Niepełnosprawny w podróży.

To może w ramach wprowadzenia opowiesz coś o sobie?

Nazywam się Kamil Kowalewicz, urodziłem się i mieszkam na Warmii, uwielbiam przekraczać granice (w każdym aspekcie) i spełniać swoje marzenia. Staram się żyć tak, aby życie to sprawiało mi radość i dawało szczęście.

Jedną z wielkich moich pasji jest podróżowanie i poznawanie nowych dla mnie miejsc, bez znaczenia czy są one tuż za rogiem czy na innym kontynencie. Podróżowałem od kiedy pamiętam. Na początku były to wyjazdy z rodzicami i rodziną. Mama ciągnęła nad jeziora, tata w góry, babcia do Krakowa, ciocia do Warszawy, a drugi mąż mojej mamy do Moskwy czy Hamburga. Zawsze uwielbiałem jeździć, jeździć gdziekolwiek, kręciła i kręci mnie sama droga, zmiana miejsca, krajobrazu.

Wszystko wskazywało na to, że lipcu 2002 roku moje umiłowanie do „drogi” się zakończyło. Wtedy to uległem wypadkowi i po urazie kręgosłupa doznałem porażenia cztero-kończynowego. Były szpitale, rehabilitacje, płacze, żale. Ja jednak wierzyłem, że to moja nowa droga, że nic się nie kończy, a już na pewno ja nie pozwolę aby się skończyło! Byłbym nieszczery, gdybym powiedział, że nie miałem chwil słabości i zwątpienia. Miałem. Jestem tylko człowiekiem. Człowiekiem, który nie może postawić nogi na obsypanej poranną rosą trawie czy samodzielnie wspiąć się na Śnieżkę. Jednak szklanka zawsze wydawała mi się choć ciut bardziej pełna, a dzięki wsparciu bliskich wypełniała się coraz bardziej. Bardzo dużo do tej szklanki dolane zostało w 2007 roku kiedy to poznałem Gohę. Nabrałem wtedy przeczucia, że razem możemy wszystko, że razem możemy zdobyć świat, że teraz zaczyna się nowa „droga” – nasza droga.

Ta nasza „nowa droga” nie jest tylko górnolotnym uczuciem, ale też jest bardzo przyziemna. Goha pracuje w szkole, ja musiałem też zabrać się do pracy. Postanowiłem zrealizować swoje licealne pasje i zająć się projektowaniem stron internetowych, potem doszła grafika komputerowa i tak ukształtowała się moja droga zawodowa, codzienna, ta która sprawia, że możemy z Gohą realizować swoją chyba największą pasję, pasję do podróżowania.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/12/IMG_3317-e1482967399123.jpg” height=”450″ text=”” /]

Skąd u Ciebie ten podróżniczy bakcyl?

Jak już wspomniałem wcześniej pasję do podróżowania i poznawania zaszczepili mi moi rodzice i bliscy. Kiedyś też przeczytałem, że „życie to droga” i zrozumiałem je bardzo dosłownie. Od tego dnia staram się, aby moje życie płynęło, kiedy tylko się da, w drodze.

Czy podróżujesz tylko z Gohą, czy również sam?

Podróżuję tylko z Gohą. Wydaje mi się, że jakakolwiek podróż bez niej byłaby jak jedzenie zupy nożem – da się, ale co to za przyjemność.

Jak zabierasz się za planowanie podróży?

Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ nie ma jednego ustalonego schematu planowania. Czasem jest to promocja lotnicza, czasem rozmowa, a czasem zobaczone zdjęcie. Do podróżowania inspiruje nas tak wiele rzeczy, że i planowanie bywa różne.

Jedno co mogę powiedzieć na pewno to, że nigdy nie determinuję celu podróży tym, że będzie łatwo. Łatwo często mija się z fajnie. Poza tym przecież tam gdzie akurat ja nie mogę się dostać, może chcieć pójść Goha. My zawsze dostosowujemy swój plan zwiedzania już po tym, jak wybierzemy cel.

To, że poruszam się na wózku wymaga jednak ustalenia pewnych rzeczy wcześniej. Pierwszą i najważniejszą kwestia jest nocleg – musi być taki abym mógł się tam dostać. Druga sprawą jest jego lokalizacja – tak aby nie było wielkich górek. Trzecim punktem jest pamiętać o zapasowej dętce do koła 😉

Czy często spotykasz innych niepełnosprawnych podróżników? Zdarza się, że ludzie w jakiś specyficzny sposób reagują na Twój widok?

Szczerze mówiąc nie zwracam na to uwagi, ale raczej niewiele. Dla mnie to, że ludzie podróżują jest jak najbardziej naturalne i nie ma znaczenia czy robią to osoby pełnosprawne czy niepełnosprawne. Ważne jest to, czy podróże dają im uśmiech i szczęście – jak dają to super!

Czy ktoś reaguje na mój wózek? Pewnie tak, ale nigdy nikt nie powiedział mi jak, bo gdy zaczynamy rozmawiać wózek przestaje mieć znaczenie. Podstawą jest to aby być dobrym człowiekiem, a to czy nie masz ręki, jesteś głuchy, czy poruszasz się na wózku jest kwestią drugorzędną. Ja chcę aby mój wózek zawsze był sprawą drugorzędną.

Współpracowaliście z GoEuro opisując przeróżne środki transportu i ich dostosowanie do osób niepełnosprawnych. A czy Ty masz swój ulubiony środek transportu?

Co do mojego ulubionego środka transportu to jest nim każdy, który zabierze mnie tam gdzie chce. Jak miałbym już coś wybrać to byłby to samolot, bo szybko dostarcza mnie w wybrane miejsce, jednak już na miejscu wolę komunikację publiczną, dzięki której mogę poznawać dane miejsce jeszcze lepiej.

Co jest dla Ciebie najtrudniejsze, kiedy podróżujesz?

Najtrudniejsze w podróżowaniu jest dla mnie to, że nie mam na tyle pieniędzy aby podróżować non-stop 😉

A tak bardziej poważnie to, że czasami gdzieś się nie mogę dostać ze względu na brak dostosowania. Chyba największego zawodu jakiego do tej pory doznałem to brak możliwości spontanicznego wjazdu nad Morskie Oko, jaki zagwarantował mi Tatrzański Park Narodowy (pisałem o tym tu). Stało się to, gdy po 13 latach wróciłem w polskie góry i nie dane mi było zobaczyć Morskiego Oko.

Jaki sprzęt zabierasz ze sobą na każdy wyjazd?

Poza sprzętem, który zabiera ze sobą chyba każdy podróżnik (czyli aparatem, kamerą, ładowarką, mapą itp.), ja dokładam do tego jeszcze pompkę do kół wózka, dwie zapasowe dętki i jakiś film lub coś do czytania w przypadku lotu samolotem.

Twoja ulubiona podróżnicza anegdota?

Często zdarzają nam się ciekawe sytuacje podczas naszych podróży. Jednak ta, która najbardziej zapadła mi w pamięć, zdarzyła się w Paryżu. Gdy tylko zameldowaliśmy się w hotelu okazało się, że jedno koło mojego wózka to totalny flak. Niewiele myśląc ja zostałem w hotelu, a Goha ruszyła w poszukiwaniu pompki. Poszukiwania zaprowadziły ją aż na oddaloną około 3km stację benzynową gdzie napompowała koło i triumfalnie wróciła do hotelu!

Wszystko wydawało się ok do momentu, gdy na drugi dzień wybraliśmy się podziwiać panoramę Paryża z Wieży Eiffla. Otóż na górze okazało się, że mamy problem, ponieważ ten brak powietrza w kole z dnia poprzedniego był pękniętą dętką (warto w tym miejscu dodać, że zaistniała sytuacja mogła spowodować, że cały plan na następne dni mógł spalić na panewce). Musieliśmy działać, nie mogliśmy się poddać głupiej dętce. Tak więc po obejściu tarasu widokowego Wieży, zjechaliśmy na dół i zaczęliśmy szukać pomocy.

Pierwsza myśl – policja. Niestety, jedyne co mogli nam zaproponować to adres najbliższej informacji turystycznej…

Druga myśl – idziemy na stację na której Goha niecałe 24h temu pompowała koło, tam na 100% nam jakoś pomogą. Jednak, po szybkim przestudiowaniu mapy, okazało się, że najszybsza droga na stację prowadzi przez Plac Trocadero. Wszyscy, którzy byli w Paryżu, wiedzą jak wielkie schody do niego prowadzą od strony Wieży. Zaryzykowaliśmy i się opłaciło. Już w połowie drogi do schodów Placu dwóch miłych Francuzów (oczywiście mówiących jedynie po francusku) zaoferowało nam pomoc. Przed samymi schodami do pomocy dołączyli pracujący przy schodach robotnicy i tak znalazłem się na górze.

Dalej już było łatwiej i po kilkudziesięciu minutach znaleźliśmy się na stacji. Usilnie próbowaliśmy koło napompować licząc, że wydarzy się cud. Taki jednak przy automacie do pompowania nie nastąpił. Zdarzył się on kilka minut później, gdy Goha poszła na stację spytać o adres jakiegoś sklepu z potrzebną nam dętką. Adresu nie otrzymała, ale właściciel stacji zaoferował nam pomoc i tak po chwili stałem na podnośniku samochodowym pozbawiony jednego koła, a miły Pan po wcześniejszym zaopatrzeniu nas w wodę wyruszył samochodem w poszukiwaniu dętki. Zabawne w tej sytuacji było to, że podnośnik był lekko zepsuty i należało go co chwilę podnosić. Tak więc przez ponad godzinę jaką szef stacji spędził na poszukiwaniu dętki Goha pompowała podnośnik, abym razem z wózkiem nie znalazł się na ulicy. Gdy już nasz wybawca wrócił z nową dętką szybko ją wymienił, a na nasze pytanie ile jesteśmy mu winni odparł: „Nic. Bardzo chcę abyście miło wspominali moje rodzinne miasto i spędzili tu piękny czas. Bawcie się dobrze, cieszę się, że mogłem Wam pomóc”.

Zawsze gdy wspominam tę sytuację, to na twarzy maluje mi się uśmiech. Uwielbiam takie piękne sytuacje świadczące o tym, że dobroć w ludziach nie umarła. Dodam tylko, że ta którą powyżej opisałem jest tylko jedną z wielu pozornie tragicznych sytuacji, które zmieniały się w piękne doświadczenie jakie nas spotkały podczas naszych podróży.

Jakie jest Twoje podróżnicze marzenie?

Moim wielkim podróżniczym marzeniem od lat jest wyjazd do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Chciałbym przejechać samochodem szlakiem Route 66, stanąć na skraju Wielkiego Kanionu, zobaczyć krokodyle na Florydzie, rodeo w Teksasie, poczuć klimat Nowego Orleanu czy meczu ligi NBA i NFL.

Jednak to czego najbardziej od podróżowania pragnę to to aby odbywało się ono razem z Gohą, żeby zawsze sprawiało nam przyjemność i żebyśmy mogli Robić Podróże przez długie, długie lata opowiadając Wam o tym na naszym blogu.

 

RobiMy Podróże to niekończąca się opowieść o tym, jak podróżuje się na dwóch nogach (Goha) i czterech kołach (Kamil). Głównym przyświecającym nam celem jest sprawdzanie na własnej skórze dostosowania miejsc i środków komunikacji na całym Świecie oraz pasja podróżowania. Swoimi wrażeniami dzielimy się w postach zamieszczanych na blogu, pełnych przydatnych informacji z punktu widzenia osoby niepełnosprawnej, ale również osoby, która cieszy się pełnosprawnością. W naszych opowieściach łączymy te dwa światy, a jednocześnie opisujemy sytuacje trudne, które spotykamy podczas naszych podróży. A wszystko to RobiMy po to, by inni niepełnosprawni i ich życiowi towarzysze uwierzyli, że można podróżować, że bariery są po to, by je pokonywać.

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Komentarz

  1. Zawsze myślałam, że podróżowanie dla każdego prócz mnie wiąże się z kupowaniem przewodnika, słowniczka i robieniem długiej listy zabytków i miejsc które chcesz odwiedzić. Brawo Kamil za podejście- niepełnosprawność nie definiuje tego co możesz, a czego nie – wielu ludzi już to udowodniło. Mam nadzieję, że odwiedzisz i wspaniałe zakamarki wyspy Sao Miguel, Gigant’s Walk w Północnej Irlandii i piękne przedmieścia Izmiru!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz