Jeśli praca w Stanach Zjednoczonych jest Twoim marzeniem – to ten wpis jest dla Ciebie! Opisuję w nim moją historię – od momentu znalezienia oferty, przez ogarnięcie wizy, po rozpoczęcie pracy. Czytając, pamiętaj jednak, że jest to moja historia, tzn. że w Twoim wypadku może być inaczej. Mimo to polecam potraktować ten tekst jako studium przypadku (bądź popularnie używane dziś angielskie “case study”) – na pewno znajdziesz tu coś dla siebie 😉

Jak czytać ten tekst?

Dla Twojej wygody tekst został podzielony na kilka sekcji. Możesz czytać go na raty (jest długi, uwierz mi), możesz skoczyć do interesującego Cię zagadnienia, a możesz pochłonąć go w całości od razu (będzie mi bardzo miło!).
W pierwszej części tekstu przeczytasz o tym, jak wygląda moja praca i czym się zajmuję (tak na zachętę, jeśli jeszcze nie wiesz, czy na pewno warto w to wchodzić…). Kolejne trzy części zawierają następujące informacje:

  • jak dostałam tę pracę (oraz co Ty możesz zrobić, żeby też dostać ofertę),
  • jak wygląda proces otrzymywania wizy H1B (na której obecnie pracuję),
  • pozostałe dokumenty i rzeczy, które należy zrealizować (w Polsce i w Stanach), kiedy już otrzyma się pozwolenie na pracę (wizę H1B w loterii).

Na zakończenie zebrałam najważniejsze rzeczy w krótkim podsumowaniu tekstu.

Jak jest dzisiaj, czyli najpierw marchewka…

Pracę w Nowym Jorku rozpoczęłam w listopadzie 2016. Od tego czasu wyrobiłam już sobie pewną pozycję w biurze, a moje umiejętności znalazły odzwierciedlenie w projektach, które realizuję obecnie w pracy. Pracuję jako programistka. Obecnie jestem jedyną Polką w nowojorskim biurze, ale kto wie co przyniosą kolejne miesiące?

Mniej więcej po pierwszych trzech miesiącach pracy rozpoczęłam wewnętrzne szkolenia z rekrutowania nowych kandydatów (w tym wypadku jest to zadanie programistyczne poprzedzone krótką rozmową z kandydatem, a także późniejsza ocena umiejętności itd.). Uwielbiam podróżować i wszyscy w pracy o tym wiedzą, a mój szef zaproponował mi w związku z tym uczestnictwo w wyjazdach służbowych w ramach University Recruitment, w trakcie których (poza promocją firmy wśród studentów uczelni technicznych) przeprowadzamy na miejscu rozmowy rekrutacyjne. Heh, mówiłam już kiedyś, że zaczęłam pracę w korporacji, by móc podróżować jeszcze więcej, prawda? 😃

Ponieważ pracuję jako programistka – w tekście tym będzie dużo odniesień do branży technologicznej i jej specyficznych wymagań. Znajdziesz tu też jednak informacje przydatne nie tylko dla osób zainteresowanych informatyką – czytaj więc dalej!

Jak dostałam ofertę, czyli Wielki Początek

Zapytana niedawno przez znajomego o to, jak dostałam ofertę pracy w Nowym Jorku odpowiedziałam, że… firma napisała do mnie sama. Bo taka jest prawda. Nie chciałabym jednak sprawiać wrażenia, że był to kompletny przypadek, dlatego postaram się wymienić wcześniej podjęte działania, które poniekąd do tego doprowadziły.

Po pierwsze – ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz

Brzmi to może jako oczywista oczywistość, ale skończyłam studia (w moim wypadku to informatyka). Studia są w tym procesie (czyt.: w czasie szukania pracy w USA i planie emigracji) ważne z kilku powodów. Najważniejszym są wymogi wizowe (proces ubiegania się o wizę opisałam w osobnej sekcji). Jeśli więc po głowie chodzi Ci praca w Stanach – prawdopodobnie studiów nie da się “przeskoczyć”. Warto dobrze wykorzystać ten czas – na studiach często realizuje się przeróżne projekty, które na wczesnym etapie kariery mogą stanowić dobry start do rozmowy o naszych umiejętnościach i zainteresowaniach.

Ponadto, program realizowany na studiach pokrywa znacznie szersze spektrum zagadnień, niż popularne dzisiaj bootcampy (w branży technologicznej). Dzięki temu masz szansę “liznąć” przeróżnych rzeczy i zdecydować, co bardziej Ci się podoba.

Nauka nie oznacza, jednak, tylko studiów. Warto więc nieprzerwanie pogłębiać swoją wiedzę z danego zakresu, specjalizować się. Przydatne w tym mogą być tzw. meetupy organizowane przez grupy osób o podobnych zainteresowaniach i wiedzy.

Po drugie – zdobywaj doświadczenie zawodowe

Tuż po szkole średniej podjęłam pracę na niepełny wymiar godzin jako junior frontend developer. Obecnie zajmuję się zupełnie innymi rzeczami, niezwiązanymi z moją pierwszą pracą, jednak zebrane doświadczenia na pewno pomogły w rozwoju mojej kariery zawodowej.

Pierwsza praca w branży, która Cię interesuje to naprawdę big deal. To tam poznałam pierwsze narzędzia używane przez programistów na całym świecie i opanowałam je w stopniu więcej niż wystarczającym. Ponadto, nabrałam doświadczenia w pracy z projektami technologicznymi i grupą programistów (uwierz mi, jesteśmy naprawdę dziwną grupą społeczną). Każda moja kolejna praca pozwalała mi poszerzać moje horyzonty i zdobywać nowe doświadczenia – zarządzanie projektami, projektowanie i architektura itd. Dzięki temu nauczyłam się wykorzystywać w praktyce wiedzę zdobytą na studiach, a moi poprzedni pracodawcy są w stanie to potwierdzić (i zrobili to w listach referencyjnych).

Jeśli nie jesteś w stanie jednocześnie studiować i pracować (choć im wcześniej podejmiesz pracę w branży, tym lepiej dla Ciebie – moim zdaniem), zawsze możesz próbować ubiegać się o wakacyjny staż. W świecie technologii wielkie firmy wręcz prześcigają się w dotarciu do studentów i zachęceniu ich do udziału w stażu. Jeśli jednak komputery nie są Twoim konikiem – nic straconego! Wciąż możesz próbować wyszukać staż w swojej branży (może to nawet ciągle wielkie firmy technologiczne, choć inne działy?).

Negocjując warunki umowy warto jednak mieć na uwadze swoją obecną wiedzę i doświadczenie, a także być świadomym “średniej” płacy na podobnym stanowisku. Czasem warto zastanowić się nad obniżeniem swoich wymagań finansowych, w zamian za zyskanie naprawdę solidnego wpisu do CV. Pamiętaj jednak, że za pracę należy się wynagrodzenie – pozostawiam jednak Twojej samodzielnej ocenie, czy musi być to koniecznie wynagrodzenie w formie pieniężnej (być może będzie to zdobyta wiedza i doświadczenie?).

Po trzecie – utrzymuj swój profil na LinkedIn

LinkedIn to portal społecznościowy, w którym każdy użytkownik buduje swoje “wirtualne CV”. Na portalu umieszczasz informacje o studiach, odbytych stażach, umiejętnościach miękkich, realizowanych projektach, czy przyznanych nagrodach.

Ja założyłam konto w serwisie LinkedIn w 2014 roku. Wtedy jeszcze nie wierzyłam w siłę portalu. Obecnie “wskaźnik zajebistości” na moim profilu jest bardzo wysoki – tzn. podałam wiele informacji na swój temat, które pomagają potencjalnym rekruterom mnie znaleźć (nie martw się, LinkedIn sam podpowiada, co warto uzupełnić, żeby “wskaźnik zajebistości” skoczył w górę).
Na moim profilu znajdziesz, m.in.:

  • informacje o ukończonych studiach (wraz z krótkim opisem realizowanych projektów i informacją o członkostwie w kole naukowym),
  • informacje o poprzednich i obecnych pracodawcach wraz z podstawowym zakresem obowiązków,
  • wolontariat (a dokładniej harcerstwo) i opis obowiązków z niego wynikających,
  • umiejętności adekwatne do mojego doświadczenia i branży,
  • osiągnięcia – przede wszystkim nagroda w konkursie,
  • znajomość języków.

Takie przygotowanie profilu sprawia, że często dostaję propozycje pracy adekwatne do moich umiejętności, doświadczenia i zainteresowań, co pozwala płynnie przejść do kolejnego punktu…

Po czwarte – networking

LinkedIn to sieć wirtualna, ale warto pozostawać w kontakcie z ludźmi. Dla mnie każda wiadomość od rekrutera jest potencjalną szansą. Nie widzę więc powodu, by być dla siebie niemiłym, albo olewać ofertę. Staram się na każdą odpisać i zachęcić odbiorcę do pozostania w kontakcie (ot, poprzez podanie ręki na LinkedIn).

Networking to też uczestnictwo w spotkaniach ludzi o podobnych zainteresowaniach – wymiana kontaktów, krótkie rozmowy. Im większa jest Twoja sieć profesjonalnych kontaktów, tym większy jest Twój zasięg. Znajomi mogą polecać Cię kolejnym pracodawcom, dzięki czemu masz szansę zdobywać kolejne doświadczenia. Nie da się też przewidzieć, kto z Twoich znajomych, gdzie będzie pracować za rok, dwa…?

W moim wypadku to właśnie networking znacznie przyczynił się do otrzymania oferty od mojej obecnej firmy – znajomy ze studiów polecił mnie (i wiele innych osób). Każde polecenie jest jednak weryfikowane (czasem rekruter z miejsca odrzuca potencjalnego kandydata, nawet się z nim nie kontaktując), dlatego 3 wcześniejsze kroki są równie ważne!

Rozmowy rekrutacyjne to naturalna kolej rzeczy, kiedy już pierwszy kontakt z potencjalnym pracodawcą zostanie nawiązany. Wśród firm technologicznych (ale nie tylko!) popularne jest realizowanie przynajmniej części tego procesu zdalnie. W wielu przypadkach, jednak, jeśli kandydat przejdzie do kolejnych etapów rekrutacji – dostaje on zaproszenie do siedziby firmy (w tym wypadku w Stanach) na osobiste spotkanie z pracownikami/dalszą część rekrutacji.

Dla mnie rekrutacja była bardzo ciężkim tematem. W zasadzie każdy – swojego rodzaju – egzamin ustny był dla mnie zawsze stresujący. Rozmowy rekrutacyjne nie są tu wyjątkiem. Potrzebowałam więc przygotowania. W swoim życiu odbyłam wiele rozmów rekrutacyjnych z firmą, która nie przypadła mi ostatecznie do gustu. Traktowałam to jednak jako swoisty trening przed rozmową, na której efekcie bardzo mi zależało. Dzięki temu oswoiłam się z rozmową telefoniczną w języku angielskim z obcą osobą, nabrałam wprawy w przedstawianiu swojej osoby (taki elevator pitch), a także nauczyłam się, czego mniej-więcej oczekuje się od kandydatów w mojej branży. Dzięki temu byłam znacznie mniej zestresowana podczas rozmów z moim obecnym pracodawcą.

Jak przygotować się do technicznej rozmowy rekrutacyjnej w IT?

Nie ma na to jednej, niezawodnej odpowiedzi, gdyż różne firmy szukają pracowników z różnymi umiejętnościami. Spróbuję jednak opisać wspólny mianownik – tak jak ja to widzę (i czego sama szukam u kandydatów, z którymi rozmawiam).

Liczy się Twoja osobowość. Nikt z nas nie chce pracować z dupkiem, zatem nawet jeśli jesteś najmądrzejszą osobą świata, ale w czasie rozmowy zachowujesz się jak dupek – raczej nie masz co liczyć na ofertę pracy.

Rozmowy rekrutacyjne z reguły trwają około 1 godziny (w zależności od firmy będziesz mieć takich rozmów kilka). Wraz z postępem w procesie rekrutacji będziesz rozwiązywać trudniejsze problemy. Kluczowe zagadnienia to m.in.:

  • rekurencja,
  • współbieżność,
  • operacje na bitach,
  • struktury danych (takie jak drzewa),
  • przeszukiwanie danych,
  • operacje na plikach (w tym takich wielkich plikach!).

Niezależnie od skomplikowania problemu, rekruter będzie też oczekiwać od Ciebie informacji o złożoności czasowej i pamięciowej.

Stres w czasie rozmowy może sprawić, że zapomnisz wszystkiego. Nie wolno Ci jednak nigdy zapomnieć języka w gębie. Pamiętaj, że nikt nie oczekuje od Ciebie perfekcyjnego rozwiązania, a robienie błędów jest rzeczą ludzką. Przede wszystkim chcemy poznać sposób w jaki myślisz o problemie, jak go testujesz i ulepszasz.

Zacznij od banalnego rozwiązania, które przychodzi Ci jako pierwsze do głowy. Opowiadaj o tym, co robisz i dlaczego robisz to tak, a nie inaczej. Powiedz, jakie są wady i zalety Twojego rozwiązania, podaj złożoności czasowe i pamięciowe. Kod nie musi być idealny ani piękny, staraj się jednak nazywać zmienne w sposób zrozumiały dla rekrutera i dodawać komentarze tam, gdzie mogą się one przydać (wtedy nawet jeśli rekruter zapyta o coś zupełnie wyrwanego z kontekstu, a Ty się zestresujesz – łatwiej będzie Ci odpowiedzieć na pytanie!).

Pamiętaj, że rekruter zna oczekiwane rozwiązanie. Najprawdopodobniej będzie więc zadawać dodatkowe pytania i podrzucać podpowiedzi, które mają Cię odpowiednio nakierować. Słuchaj dokładnie pytań i podpowiedzi – one są po coś, staramy się, żeby były jak najbardziej pomocne 😃 Przez resztę rozmowy będziesz pewnie odpowiadać na pytania, zmieniać rozwiązanie i optymalizować je. Cel – napisać program jak najbardziej zbliżony do oczekiwanego rozwiązania. Jeśli jednak goni Was czas – zawsze spróbuj dopowiedzieć, co jeszcze Twoim zdaniem można zrobić/zmienić – nie zawsze wszystko uda Ci się napisać.

Na koniec rozmowy rekruterzy zostawiają czas dla kandydata. Zadawaj pytania o firmę. Jeśli nic Cię nie interesuje i nie wiesz, czym dana firma się zajmuje – jesteś z miejsca mniej atrakcyjnym kandydatem.

Przydatne linki:

 

Pozwolenie na pracę – wiza H1B

Więcej o wizach nieimigracyjnych pozwalających na pracę w Stanach pisałam tutaj . W tej sekcji dowiesz się, jak w praktyce wyglądał mój proces ubiegania się o wizę (i jak może to wyglądać w Twoim wypadku).

Firmy amerykańskie rekrutujące pracowników z zagranicy z reguły przedstawiają ofertę i oczekują jej podpisania do lutego danego roku. Dzięki temu, prawnicy mają około dwóch miesięcy na przygotowanie dokumentów do aplikacji wizowej.

Kto płaci za aplikację wizową?

Standardem jest, że w firmach technologicznych to pracodawca ponosi koszt aplikacji wizowej i prawników. Nie spotkałam się jeszcze z sytuacją, w której to przyszły pracownik miałby płacić za wizę. Wynika to też z tego, że jeśli pracownik tę wizę otrzyma – to jego pracodawca jest tak naprawdę jej “właścicielem”. To pracodawca potwierdza nasze umiejętności, a także zaświadcza, że zamierza Cię zatrudnić za określoną kwotę.

Wymagania do wizy H1B

Od momentu podpisania przeze mnie oferty do momentu złożenia aplikacji wizowej mieliśmy 2 miesiące na przygotowanie wszystkich potrzebnych dokumentów.
Przede wszystkim potrzebny był mój paszport – jeśli go nie masz, to pamiętaj, że wyrobienie paszportu to nic trudnego! Do aplikacji załącza się kopię (skany) całego paszportu. CAŁEGO PASZPORTU. Nie tylko strony ze zdjęciem, ale całej książeczki ze wszystkimi starymi wizami (jeśli jakieś masz).
Dodatkowo, wiza H1B jest dedykowana specjalistom. Aby ją otrzymać należy mieć już licencjat i przynajmniej rozpoczęte studia magisterskie na odpowiednim kierunku. Kiedy ja aplikowałam po wizę – byłam w połowie moich studiów magisterskich. Musiałam więc dostarczyć:

  • kopię mojego dyplomu ze studiów licencjackich (wraz z jego anglojęzyczną wersją),
  • suplementy do dyplomu (w języku angielskim),
  • transkrypt ocen z pierwszego roku studiów magisterskich.

Wynika to z tego, że wykształcenie wyższe w Stanach Zjednoczonych (bachelor degree) uzyskuje się po czterech latach studiów. Wiza H1B jest dla osób z wykształceniem wyższym, przy czym musi to być wykształcenie wyższe uznane za ekwiwalent studiów amerykańskich. W tym celu specjalnie zatrudniony specjalista ocenia dostarczone dokumenty i stwierdza (bądź nie), czy zdobyte wykształcenie można uznać za równe amerykańskiemu bejczelorowi.
W moim przypadku był to profesor, który studia informatyczne skończył na długo przed moim urodzeniem – oceniał on realizowane przeze mnie przedmioty i wymiar godzin. Następnie jego opinia (a także jego CV, potwierdzające jego status eksperta w dziedzinie) zostaje dostarczona do dokumentów aplikacyjnych.

Loteria wizowa

Samo trzymanie oferty w ręku nie gwarantuje otrzymania pozwolenia na pracę w Stanach Zjednoczonych. H1B przyznawane jest w wyniku losowania. 1 kwietnia każdego roku rozpoczyna się proces zbierania aplikacji. Prawnicy zajmujący się sprawami wizowymi wysyłają wtedy wcześniej przygotowaną aplikację. Podobno im wcześniej, tym lepiej. Moja aplikacja została wysłana 1 kwietnia. Poważnie.

Niepracujący małżonek

Sporym minusem wizy H1B (w porównaniu do wizy L1) jest to, że małżonek osoby z wizą nie może podjąć legalnie pracy w Stanach. Zanim więc podejmiesz decyzję o aplikacji, zastanów się, czy Twój współmałżonek (jeśli takowy istnieje) zechce wyemigrować i siedzieć na kanapie w ciagu dnia 😃 Jeśli taka opcja Wam nie będzie odpowiadać – warto wtedy rozważyć inne warunki zatrudnienia i wizę L1.

O tym, że moja aplikacja została wylosowana w loterii dowiedziałam się w maju 2016 (czyt: prawie 4 miesiące od podpisania oferty). Nie jest to jednak jednoznaczne z przyznaniem nam wizy. Po wylosowaniu, aplikacja jest następnie przeglądana i weryfikowana przez sztab specjalistów. Jeśli tylko prawnicy (tak, ci sowicie opłacani prawnicy Twojego przyszłego pracodawcy) nigdzie nie zrobili błędu – to możesz spokojnie założyć, że będzie to najprostszy etap w całym procesie. Informację o tym, że moja aplikacja została zaakceptowana dostałam w połowie czerwca 2016.

To jeszcze nie koniec…

Po otrzymaniu potwierdzenia, prawnicy wysyłają do Ciebie wszystkie dokumenty łącznie z jedyną kopią dokumentu zatwierdzającego Twoją aplikację. To bardzo ważny dokument, który musisz mieć ze sobą. Niemalże już zawsze (no, trochę przesadzam, ja swój mam gdzieś w szufladzie, ale nie wiem, której 😉).

Po otrzymaniu zestawu dokumentów (plik będzie mieć kilkaset stron i zawierać całą aplikację prawniczą, wszystkie listy itd.) należy umówić się na spotkanie w Ambasadzie Amerykańskiej (i wypełnić w tym celu wniosek DS-160). Tym razem spotkanie będzie jednak droższe niż to na wizę turystyczną – kosztuje 190 USD. Należy przynieść ze sobą wypełniony wniosek, a także dokument potwierdzający wygraną w loterii (tak, tę jedyną kopię). Ja zabrałam ze sobą jeszcze wszystkie inne dokumenty, które wysłali mi prawnicy, ale nie były one potrzebne. Rozmowa w konsulacie była bardzo przyjemna. Kobieta, która ostatecznie zatwierdziła mój wniosek powiedziała mi o swoim uwielbieniu do firmy, w której miałam zacząć pracę (w sumie pamiętałam ją z mojej pierwszej rozmowy o wizę, kiedy jechałam do SF na … rozmowę rekrutacyjną, a ona życzyła mi wtedy powodzenia!). Wlepkę w paszporcie dostałam na początku września 2016.

Po otrzymaniu wlepki w paszporcie możesz wjechać do Stanów Zjednoczonych w celach zarobkowych. Nie wcześniej jednak jak w połowie września. Pracy nie możesz jednak podjąć przed 1 października danego roku. Ponieważ ja wolałam mieć odpowiednio dużo czasu na przygotowanie – postanowiłam przesunąć datę rozpoczęcia pracy i tak do Stanów trafiłam dopiero w listopadzie.

Praca w Stanach Zjednoczonych – to dzieje się naprawdę!

Jak widzisz, od momentu zaakceptowania oferty, do zatwierdzenia aplikacji i wbicia wlepki z wizą w paszporcie minęło… prawie 8 miesięcy! Przez te 8 miesięcy nie przyszło mi przez myśl, że to wszystko dzieje się naprawdę i ta moja praca w Stanach Zjednoczonych, to nie bajka… Dlatego też – jak zawsze 😃 – organizację i przygotowanie wszystkiego zostawiłam na koniec! I w tej sekcji właśnie to opisuję.

Do ogarnięcia w Polsce

Moje przygotowania do wyjazdu zaczęłam od załatwienia wszelkich formalności w Polsce. Ponieważ wyjeżdżałam w trakcie roku, wiedziałam, że będę musiała złożyć zeznanie podatkowe za 2016 rok. Żeby ułatwić ten proces sobie (i moim rodzicom) udzieliłam obojgu moim rodzicom upoważnienia do reprezentowania mnie w Urzędzie Skarbowym. Takie upoważnienie można (a nawet trzeba) złożyć przez stronę internetową przy wykorzystaniu Profilu Zaufanego. Jest to bardzo żmudny proces (wygląd i intuicyjność całego systemu pozostawiała wiele do życzenia), radzę więc zarezerwować sobie na to przynajmniej godzinkę (jeśli już masz Profil Zaufany) lub nawet więcej, żeby potem się niepotrzebnie nie denerwować.

Osobne upoważnienie musiałam zostawić w Oddziale Poczty Polskiej. Takie upoważnienie pozwala wskazanej osobie odbierać pocztę w moim imieniu (w tym wszelkie listy polecone). Jego złożenie kosztuje 20 złotych. Na to również potrzebowałam kilku godzin – początkowo była to tylko kwestia kolejki na poczcie, a potem okazało się, że w ogóle wnioski są nie takie i trzeba było wszystko wypełniać jeszcze raz. (Tak, urzędnicy na poczcie potrzebowali też trochę czasu by między sobą ustalić, jaki dokument jest właściwy dla tego typu sprawy).

Ponadto, żeby już naprawdę z niczym nie było problemów, kiedy mnie nie będzie w Polsce, zostawiłam odpowiednie upoważnienie u lekarza (pozwalające mojej mamie na wgląd do mojej dokumentacji medycznej) oraz podpisałam upoważnienie notarialne na wszystko inne, co zostało wymienione w poniższych punktach. Upoważnienie notarialne kosztuje jakąś stówkę i ważne jest przez czas określony w upoważnieniu (może być bezterminowo).

Nie popełnij mojego błędu! Jak się potem okazało, w upoważnieniu notarialnym nie wystarczy wpisać hasłowo “wszystkie moje konta bankowe”. Trzeba wymienić numer każdego konta, do którego upoważniona osoba ma mieć dostęp. Inaczej nie będzie to uznane przez bank. Na wszelki wypadek, polecam jednak upewnić się w swoim oddziale banku, jaką formułkę należy wpisać (można też za dodatkową opłatą dodać współwłaściciela do konta, wtedy problem dostępu sam się rozwiązuje).

Ponieważ przez nasze niedopatrzenie, mama nie mogła samodzielnie podjąć decyzji o zamknięciu moich kont w banku, kiedy już wyjadę – wydałam odpowiednie zlecenie będąc jeszcze w Polsce. Nie było to, jednak, najwygodniejsze rozwiązanie, ponieważ po przyjechaniu do Stanów Zjednoczonych nie mogłam już korzystać z mojej karty bankowej (bank po przyjęciu zlecenia, oczekiwał zdania karty, mimo że konto ważne było jeszcze przez 30 dni). Wyjazd do Stanów bez karty, byłby masakrą i musiałam trochę pokombinować 😉 (W skrócie: po prostu korzystałam z karty przypisanej do już-nie-mojego-konta).

Do ogarnięcia w Stanach

Na sam początek, każda osoba zaczynająca pracę zarobkową w Stanach potrzebuje Social Security Number (SSN). To taki ichniejszy odpowiednik polskiego PESEL – używa się go do identyfikacji podatkowej, przy ubezpieczeniu zdrowotnym i innych takich. Wyrobienie SSN (czyt: złożenie wniosku) jest proste i szybkie – należy się zgłosić do odpowiedniego dla siebie urzędu, a tam już wszystko powiedzą i poprowadzą za rączkę. Tylko potem… czas oczekiwania na kartę i sam numer wynosi… około 30 dni. Do mnie karta z moim SSN trafiła po około 3 tygodniach od złożenia wniosku.

Założenie konta w banku amerykańskim, to kolejny krok. Podejmując pracę w USA musisz mieć konto w tutejszym banku – nawet jeśli będzie to praca wakacyjna, a tym bardziej w chwili kiedy przyjeżdżasz jako specjalista z wizą H1B. Jak ogarnąć konto, kiedy jeszcze nie masz SSN? Cóż, banki generalnie otwierają konta osobom spoza Stanów Zjednoczonych. Najłatwiej po prostu pójść i zapytać. Mi bardzo do gustu przypadła obsługa a także oferta Bank of America. Nie było też problemu, żeby początkowo jako mój jedyny dokument tożsamości podać mój paszport, a następnie po kilku tygodniach uzupełnić informację o SSN.

W banku poproszą Cię też o wypełnienie odpowiedniego dokumentu (W-8 lub W-9). Czym one są? W Stanach funkcjonuje pojęcie “Resident Alien” – jest to osoba, która jest już rezydentem, ale nie ma ani zielonej karty, ani obywatelstwa (stąd ten “alien”). Rezydentem, jednak, zostaje się w momencie, kiedy w Stanach przebywa się odpowiednio długo. Jeśli nie kwalifikujesz się na rezydenta (jeszcze) – musisz wypełnić formularz W-8. Następnie po upływie określonego czasu bank prześle Ci nowy formularz (W-9) wraz z instrukcją.
W momencie kiedy zakładałam konto w banku nie byłam jeszcze rezydentem. Na ten status zbiera się suma dni z 3 ostatnich lat – jeśli więc jest to Twój pierwszy raz w USA, bądź wcześniejsze wizyty nie były dłuższe niż kilka tygodni, to prawdopodobnie też się jeszcze na rezydenta nie kwalifikujesz.

Zaraz po przyjeździe do Stanów wydrukuj sobie druk I-94, który zawiera informację o Twoim ostatnim wjeździe do kraju. Będziesz go potrzebować … wszędzie.

Podsumowanie i kilka wskazówek

Jak szukać pracy w USA (szczególnie w IT)?

Przede wszystkim – skutecznie 😃 Warto samemu aplikować do firm, które prowadzą otwarte rekrutacje (koniecznie przygotuj CV w języku angielskim). Ogarnij też profil na LinkedIn i skorzystaj z dobrodziejstw networkingu.

Jak zabłysnąć na rozmowie rekrutacyjnej?

Przede wszystkim bądź sobą – chcesz, żeby potencjalni współpracownicy zaakceptowali Cię bez żadnej maski. Zadawaj pytania doprecyzowujące, mów otwarcie, jakie rozwiązania przychodzą Ci do głowy i słuchaj swojego rekrutera. Zapoznaj się też z poniższymi materiałami:

Wiza i pozwolenie na pracę

Typów wiz nieimigracyjnych, dzięki którym praca w Stanach Zjednoczonych jest możliwa, jest kilka – opisałam je wszystkie tutaj. Wyrobienie wizy H1B (dla specjalistów, wiza ważna ~3 lata) jest kilkumiesięcznym procesem, a decyzję o przyznaniu wizy podejmuje się poprzez losowanie.

Potrzebne dokumenty

Wyjeżdżając z kraju należy zadbać o wszelkie upoważnienia – przede wszystkim te w Urzędzie Skarbowym (na poczet rozliczenia roku z przeprowadzki, jeśli masz zarobki z tego okresu).
Po przyjeździe do Stanów należy jak najszybciej wyrobić sobie Social Security Number.

Jak założyć konto w banku?

Najlepiej założyć je… w banku 😃 Dopóki nie podasz w banku swojego SSN – wszelkie skomplikowane operacje (otwarcie nowego konta, wyrobienie nowej karty) trzeba będzie załatwiać w oddziale. Później można będzie już posługiwać się swoim SSN i wykonywać większość tych operacji przez internet.
Polecam Bank of America, jako ten, który działa wszędzie i bez problemu otwiera konto świeżym emigrantom.

Zobacz wywiad ze mną!

Masz pytania?

Jeśli po przeczytaniu tego wpisu wciąż masz wątpliwości, bądź potrzebujesz dokładniejszego wyjaśnienia jakiejś kwestii – zadaj pytanie w komentarzu! Postaram się odpowiedzieć 😃 (Jeśli potrzebujesz motywacyjnego kopa – też napisz. Jestem dobra w kopaniu.)

Będę Ci również bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz ten wpis swoim znajomym! Kto wie, dla jak wielu z nas praca w Stanach Zjednoczonych to marzenie, którego boją się spełnić?

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Dodaj komentarz