Pierwszy raz o free walking tour usłyszałam jeszcze w 2013 roku. Wtedy to była dla mnie ogromna nowość, ale też ogólnie nie było to jeszcze aż tak popularne. Tylko w niektórych miastach można było skorzystać z tego typu wycieczki. Zaczęłam w Berlinie, potem sprawdziłam w Londynie… przyszła pora na zwiedzanie Toronto!

Jak się przygotować na zwiedzanie Toronto?

Free walking tours to wycieczki grupowe z przewodnikiem. Uczestnictwo jest darmowe, jednak w zasadzie każdy przewodnik na zakończenie wycieczki otrzymuje od uczestników napiwek. Zwyczajowo będzie to pewnie coś między 5 a 10 CA$ (a w zasadzie każdej innej waluty, w zależności od kraju).

 

W Toronto tego typu zwiedzanie miasta organizują Tour Guys. Mają w swojej ofercie kilka różnych programów – od podstawowej wycieczki po najważniejszych punktach miasta, aż po wyprawę w poszukiwaniu graffiti. Każda z tych wycieczek trwa do kilku godzin, warto mieć więc ze sobą coś do picia, czy przechrupania. Należy się także adekwatnie ubrać, bo w Toronto to wiecznie wietrznie. 😃

Kim jest Julian?

Stoimy w budynku dworca wśród obcych nam ludzi. Ewidentnie wszyscy czekamy na tę samą wycieczkę, bo co druga osoba dzierży w dłoni aparat, niektórzy już nawet zaczęli strzelać selfiaki! Niby mamy ze sobą bilety (to, że darmowe, nie znaczy, że nie trzeba mieć biletu!), ale nikt ich od nas nie zbiera. Po środku stoi wysoki, lekko wyłysiały mężczyzna. Ciężko określić jego wiek – gdzieś między 27 a 45 lat. Wszyscy do niego podchodzą z pytaniami, czy poczekamy na spóźnialskich, czy zdążą jeszcze skoczyć do toalety. To będzie nasz przewodnik.

Wybiła godzina rozpoczęcia wycieczki. Mężczyzna staje jeszcze bardziej po środku niż wcześniej i donośnym głosem oznajmia nam, że jeśli tylko ktoś jeszcze potrzebuje na siusiu, to to ostatnia szansa. Przez najbliższe 2 godziny raczej nie będzie miejsca do załatwienia swoich potrzeb – to w końcu zwiedzanie Toronto, a nie spotkanie towarzyskie w kawiarni! O dziwo, kilka osób z grupy pobiegło wtedy w stronę łazienki…

 

– Na imię mam Julian i będę dzisiaj Waszym przewodnikiem. – zaczyna snuć opowieść Julian – Czy ktoś z tutaj obecnych jest z Kanady? A z Ameryki? A z Europy? A czy ktoś mieszka bądź mieszkał w Toronto?

Na to pytanie podniosła się jedna ręka. Julian zmierzył dziewczynę wzrokiem i rzekł równie donośnym głosem, co poprzednio:

– A czy urodziłaś się w Toronto?

Dziewczyna opuściła rękę i pokręciła przecząco głową.

– No tak. Bo prawdziwi Torontanie to rzadkość! Ja – dla przykładu – jestem z RPA, przyjechałem do Kanady 30 lat temu jako uchodźca i tak już zostałem. A czy wiecie jak odróżnić prawdziwego mieszkańca Toronto od innych? On nie wypowie tego ostatniego “T”…

 

Po takim wprowadzeniu czułam w kościach, że będzie to dosyć ciekawa wycieczka. Nawet nie ze względu na miasto, ale na osobowość naszego przewodnika. Szybko dowiadujemy się, że poza oprowadzaniem turystów Julian trudni się “polowaniem na seryjnych morderców”, a dzisiejsza wycieczka nie będzie miała za wiele wspólnego z wycieczkami z “typowych przewodników po mieście”. Będzie to zatem spacer szlakami wytyczonymi przez Juliana.

Zwiedzanie Toronto należy zacząć od samego dołu

PATH to system podziemnych korytarzy wybudowanych w Toronto. Według Juliana ciężko określić ich długość, gdyż w każdym kolejnym roku dobudowuje się kolejne korytarze. Na ten moment szacuje się, że to około 35 km!

 

Pierwszy taki podziemny tunel wybudowano jeszcze w 1900 roku, ale dopiero w latach 70 ubiegłego wieku zaczęto faktycznie eksploatować podziemia i dobudowywać kolejne ścieżki. Toronto, ze względu na swoją nieprzewidywalną pogodę, nie jest przyjemne dla pieszych. Dlatego też wielu mieszkańców korzysta z PATH codziennie w drodze do pracy, dzięki czemu praktycznie całą drogę mogą odbyć pod ziemią.

 

Korytarze te, poza byciem oczywistą atrakcją, to tak naprawdę jedno wielkie centrum handlowe. Praktycznie każdy bank ma tam swoją siedzibę, a sklepy płacą ogromne pieniądze za wynajmowanie niewielkiej klitki pod ziemią. Do tego jeszcze opowieści o tym, że jeśli nie zna się drogi, to lepiej nie zapuszczać się w PATH samemu, bo można dość szybko się zgubić. Dlatego też my wchodzimy z Julianem.

Poznaj tajemnicę miasta, o której nie wiedzą nawet jego mieszkańcy!

Julian opowiada nam o hotelu na przeciwko Union Station, przechodzimy też w miejsca, w których normalnie mieszkałaby Królowa Elżbieta II, gdyby przyjechała w odwiedziny. To podobno hotel-twierdza. Wystarczyłoby wcisnąć odpowiedni guzik, a wszyscy przebywający w nim goście byliby super-bezpieczni, a nikt z zewnątrz nie miałby możliwości dostać się do środka.
Słuchamy opowieści o Hemingwayu, który podobno miał zakazać spożywania alkoholu w tym hotelu. Nagle okazuje się, że każdy sławny pisarz mieszkał kiedyś w Toronto!

 

– A chcielibyście poznać tajemnicze miejsce? Nie wiedzą o nim nawet mieszkańcy Toronto! Ale Wy macie Juliana – a Julian Was tam zaprowadzi!

Ponownie schodzimy do PATH. Coś czuję, że zwiedzanie Toronto będzie się kręciło wokół schodzenia pod ziemię i wychodzenia na powierzchnię na krótką chwilę.
Po chwili naszym oczom ukazuje się… właz do skarbca w banku. Co prawda, nie ma tam już banku, a w skarbcu nie ma pieniędzy, ale właz się uchował. Możemy wejść do środka, pomacać ciężkie drzwi, przyjrzeć się mechanizmom, a przy okazji posłuchać historii Juliana o tym, że w razie zatrzaśnięcia mamy 6 godzin na wydostanie się stąd. Potem zabraknie nam powietrza. Zapomniał tylko wspomnieć o bocznych drzwiach, przez które moglibyśmy swobodnie wyjść.

Znowu na powierzchni.

Oglądamy kolejne budynki i słuchamy o tym, jak ich właściciele się nie lubią i nawzajem się pozywają. Budynek jednego banku z pozłacanymi oknami przeszkadza tym od hotelu, jeden z nich się nagrzewa, drugi jest wiecznie chłodny, a do tego jeszcze śnieg po jednej stronie ulicy szybciej topnieje, a nikt nie chce naprawić podziemnego przejścia. Jeśli w tych słowach była choć odrobina prawdy – to mają oni nieźle nierówno pod sufitem w tym Toronto 😉

Zwiedzamy sporo budynków banków – są to ogromne wieżowce, przeszklone, z fascynującymi konstrukcjami w środku. Julian opowiada nam, jakoby w tych miejscach kręcono wszystkie popularne dziś filmy i seriale, tłumacząc przy tym, że ze względu na zdjęcia do Dr Strange nie możemy przejść w konkretnym miejscu.

Nagle zatrzymujemy się przed dziwnym budynkiem. W kontraście do tych fantastycznych, nowoczesnych budynków, wygląda on dość… nie na miejscu. To ratusz miejski. A w zasadzie – stary ratusz miejski. Dawniej władze miasta mając dużo pieniędzy postanowiły wydać je na ratusz. Dając przy okazji wolną rękę architektowi. Szybko jednak pożałowali decyzji, gdyż architekt popuścił trochę wodze fantazji i wybudował ratusz, który nie jest ani ładny, ani praktyczny. Pewnie brzydotę by mu jeszcze wybaczono, ale ze względu na zastosowane budulce budynek ciężko jest ogrzać, do tego jest wielki, ale nieszczególnie wygodny. Próbowano nawet podjąć kroki zmiany jego wyglądu jeszcze w czasie budowy. Architekt jednak się obraził, a swoje oburzenie wyraził umieszczając przy frontowych drzwiach podobiznę burmistrza i innych takich w dosyć prześmiewczych pozach.

Lekcja Juliana na dziś: Nie obrażaj swojego architekta zanim skończy robotę. Pamiętaj, że może być jeszcze gorzej.

 

Wycieczkę kończymy w nowym budynku ratusza – UFO. Z opowieści naszego przewodnika dowiemy się, że UFO było wykorzystane w Star Treku. Ale czy to prawda? Według wujka Google – nie. Ale to w końcu Julian mieszka w Toronto od 30 lat.

Nowy ratusz jest nowoczesny – nie tylko z zewnątrz, ale też w środku. Oglądamy wspólnie wielką makietę przedstawiającą miasto. Julian ponownie zadaje grupie pytanie:

– Co sądzicie o transporcie publicznym w Toronto?

Odpowiedzi są niemrawe. Chyba nikt nie chce na głos powiedzieć, że transport publiczny w Toronto to nie jest coś, czym miasto mogłoby się pochwalić.

– Początkowo zamiast jednego miasta, były mniejsze miasteczka, które następnie zostały połączone. Każde z nich miało jednak swój własny plan zagospodarowania terenu, czy pomysł na komunikację miejską. Toronto samo w sobie nigdy takiego planu nie miało. Przez co teraz tak ciężko jest poruszać się po mieście osobom przyjezdnym. Jednocześnie, zwróćcie uwagę na to, jak różne kultury i wyznania łączą się w Toronto! Tutaj mamy dzielnicę gejów, a tam Chinatown!

 

Julian pokazał nam poszczególne dzielnice opowiadając przy tym, kto gdzie mieszka. Na koniec podeszliśmy jeszcze do przeciwległej ściany. Na pierwszy rzut oka to jakiś przejaw sztuki współczesnej, której tak bardzo nie lubię. Po bliższym przyjrzeniu – to są różne gwoździe przybite do ściany. Niektóre wbite są mocniej, inne bardzo wystają. Razem tworzą piękną formację – pojedynczo są tylko zardzewiałymi gwoźdźmi. To ponoć artystyczny wyraz tego, jak różne jest Toronto i że to właśnie te różnice tworzą miasto jako całość.

 

Po tych głębokich przemyśleniach Julian uśmiechnął się delikatnie i zasugerował, że postoi tu jeszcze chwilę – na wypadek, gdybyśmy chcieli pogadać, albo wręczyć mu napiwek. I tak właśnie zakończyliśmy zwiedzanie Toronto z Julianem. I chociaż ciągle nie wiem, czy przynajmniej połowa z zasłyszanych opowieści była prawda, to wiem, że było warto!

Ważne

Wycieczki “Free Tornto Tours” organizowane przez “Tour Guys” znajdziesz na tej stronie wraz z grafikiem na kolejne miesiące.

O PATH przeczytasz więcej na stronie miasta.

Średnio kurs CA$ to 0.75 USD. Informację o tym, ile CA$ będzie Ci potrzebne w czasie wyjazdu do Toronto, zajrzyj do tego wpisu.

Pamiętaj, że jako obywatel Polski nie potrzebujesz wizy, jednak przekraczając granicę drogą powietrzną konieczne jest posiadanie elektronicznego pozwolenia!

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Komentarze

  1. próbowałam wymówić Toronto bez ostatniego „T” i jakoś dziwnie mi ono teraz brzmi.

    Odpowiedz

    1. Haha! Tak, „TORONO” brzmi bardzo dziwnie 😛

      Odpowiedz

  2. Coś czuję, że zostanę u Ciebie na dłużej! Ciekawie piszesz. W sposób, który czytelnika wciąga i nie pozwala opuścić strony dopóki nie doczyta się do końca postu!

    Odpowiedz

    1. dzięki! 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz