Rodzisz się w Polsce. Znasz więc flądrę, karpia i łososia. Ale jeśli nie pływasz na morzu, nie jeździsz w miejsca, w których można poznać morskie i głębinowe stworzenia IRL (musiałam użyć tego skrótu, przepraszam), to wszelkiego rodzaju akwaria są dla Ciebie oknem na ten wodny świat. Dlatego też ja uwielbiam zaglądać w takie miejsca! Ale Akwarium w Toronto ma swoje wady – i nie wiem, czy gdybym mogła cofnąć czas, to wybrałabym się tam raz jeszcze. Poniżej przedstawię Ci 5 powodów, dla których to akwarium wydaje mi się słabe.

Powód pierwszy: Akwarium w Toronto jest małe.

Pamiętam moją wizytę w Maryland w czasie pierwszego wyjazdu do Stanów. Ichniejsze akwarium jest ogromne – spędziłam tam pół dnia (!) i wciąż nie jestem pewna, czy widziałam wszystko. Nie trzeba jednak szukać przykładów na drugiej półkuli – Gdyńskie akwarium nie wypadło przecież sroce spod ogona! (https://cieplikpodrozuje.pl/pl/gdynia-przystanek-przed-i-po-karlskronie/)

W Toronto cały budynek wydaje się być ogromny. W gruncie rzeczy, jednak, potrzebna była mi godzina, żeby zapoznać się ze wszystkim, co Akwarium w Toronto ma do zaprezentowania. A kiedy ja zwiedzam, to przechadzam się żółwim tempem i czytam praktycznie wszystkie opisy. Zatem godzina, to bardzo krótki czas.

Powód drugi: Bez spodni wypchanych (kanadyjskimi) dolarami nie podchodź!

Toronto nie wydaje się być drogim miastem do życia – zakupy spożywcze, czy komunikacja miejska nie są bardzo kosztowne (sprawdź tutaj, ile kosztują 3 dni w Toronto!). Jednak zwiedzanie miasta wymaga od turystów niemalże sprzedaży własnych organów, by móc pozwolić sobie na odwiedzenie wszystkich “must-see” punktów. W wypadku akwarium – nie jest inaczej. Uważam, że około 30 CA$ (do ceny podanej na stronie trzeba doliczyć podatek), to duża kwota, jak na wielkość budynku. Już po wyjściu z Ripley’s Aquarium of Canada widziałam tyle innych sposobów na dużo lepsze wykorzystanie tych pieniędzy…

Powód trzeci: Nastoisz się w kolejkach

Na pewno na liczbę osób zainteresowanych Akwarium w dniu moich odwiedzin miał wpływ dzień – było to święto, tzw. Dzień Rodziny i Kanadyjczycy mieli wolne od pracy. Jednak nie jest problemem poczekanie w kolejce z innymi. Raczej to, że w zasadzie trzeba stać w dwóch. Pierwsza kolejka (ciągnąca się daleko po schodach) prowadzi do kasy. Tam można kupić bilet. Następnie z biletem należy ustawić się… w kolejce do wejścia. Drugiej, dłuższej, zawijającej jeszcze za budynek.

Ale czekaj! Zawsze możesz kupić bilet przez internet! Dzięki temu omijasz jedną z nich i… zamiast 35 minut, czekasz tylko 20.

Powód czwarty: Najlepiej iść tam bez kurtek…

Wyglądam jak wielbłąd. Plecak, aparat i kurtka. Bo na dworze przecież wieje. Rozglądam się po całym budynku w poszukiwaniu szafek czy szatni, ale nic takiego nie widzę. Wszyscy tachają swoje rzeczy ze sobą, udając, że to przecież “nic takiego”. Dobrze, że w tym akwarium byłam tylko godzinę, bo przeciskanie się z tymi wszystkimi bambetlami wśród tłumów, to naprawdę ciężka robota!

Powód piąty: Dla dzieci… czyli dziecinne

Uważam, że to fajne, kiedy przeróżne atrakcje turystyczne otwierają się na dzieciaki. W Ripley’s Aquarium jest to tym lepiej zorganizowane, że wybudowano specjalne mikro tunele, które prowadzą małych odkrywców do środka akwarium. Dziecko może wtedy stanąć wyprostowane i przez szybę oglądać pływające wokół ryby wszelkiej maści. Przyznam, że trochę im zazdrościłam.

Co jednak mnie strasznie raziło, to dzieci puszczone samopas i wrzeszczące bez opamiętania na terenie całego akwarium. Oraz miejsca otwarte, gdzie mogły podbiec i dotykać żywych morskich stworzeń – głównie ryb.

– To straszne, że tak puszczają te dzieciaki i pozwalają im głaskać te wszystkie ryby…
– No coś Ty! Ryby są przecież głupie i i tak nic nie czują!

Cóż, nigdy nie byłam rybą, nie poczyniłam też żadnych studiów rybnych. Wiem jednak jedno – jeśli pozwala się dzieciakom bezrefleksyjnie głaskać dzikie zwierzęta, wrzeszczeć i biegać, nie tłumacząc przy tym skąd one są i jak można je chronić – to chyba coś jest jednak nie w porządku.

Dla równowagi – coś pozytywnego!

Źle mi z tą krytyką. Bo jednak Akwarium w Toronto ma do zaoferowania parę ciekawych rzeczy, których jak dotąd nie widziałam nigdzie indziej. I jeśli tylko nie przeszkadzają Ci powyższe punkty, to musisz je koniecznie zobaczyć!

Z fascynacją weszłam na ruchomy chodnik, który krętą drogą prowadzi nas przez wnętrze ogromnego akwarium. Nad głową właśnie przepływa mi rekin, a drugi – oparł się swobodnie o szybę i pokazuje swój brzuch odwiedzającym. Przez dobre 10 minut trwa przejazd (bądź spacer, jeśli jednak nie korzysta się z ruchomego chodniczka…), w trakcie którego można podziwiać przeróżne ryby z rafy. Powolnie przepływają obok odwiedzających, od czasu do czasu zjawiając się nad głowami i płynąc dalej, w sobie tylko znanym celu.

Pierwszy raz widziałam też urządzenia filtrujące wodę w akwarium takim jak Ripley’s! Kilka ogromnych filtrów, przez które nieprzerwanie przepływa woda, ustawiono w jednym rzędzie. Są wielkie i kolorowe, a elektroniczny licznik na górze pokazuje, ile litrów płynie danymi rurami. To dopiero okazja!

Podsumowanie

Gdybym wiedziała o Ripley’s Aquarium of Canada to, co wiem teraz – pewnie bym tam nie poszła. Nie jest to na pewno miejsce dla mnie, choć wydaje się być całkiem przyjazne dla rodzin z małymi dziećmi. Wysoka cena sprawia jednak, że i oczekiwania wobec Akwarium w Toronto są wysokie. I choć z ciężkim sercem to robię, to jednak muszę napisać, że Awkarium w Toronto nie spełniło moich oczekiwań. Nawet w połowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Mapa podróży…

Odwiedzone miejsca Placeholder
Odwiedzone miejsca

Znajdziesz mnie też tutaj

Klub Polki Na Obczyźnie Polskie Blogi Podróżnicze Góry i Ludzie

Zyskaj dostęp do ekskluzywnych materiałów!

Dołącz do grupy Czytelników, którzy otrzymują ode mnie listy z podróży oraz mają dostęp do ekskluzywnych materiałów do pobrania za darmo i niepublikowanych nigdzie indziej!

Weź udział w podróżniczym wyzwaniu!

12 podróży w 12 miesięcy - wyzwanie 2017!