Dopiero co wróciliśmy z Agatą z wycieczki do Włoch. Zanim przywitamy Was serią wpisów i – to nowość! – filmów, o tym co zobaczyć można we Włoszech, krótka notka o tym jak po Mediolanie, Wenecji i Weronie można się poruszać komunikacja miejską. Jak myślicie – jak wypada Warszawa na tle południowych sąsiadów?

Mediolan

Komunikacja miejska w Mediolanie przypomina nieco tę, którą zobaczyć możemy w Londynie i Paryżu. Główny środek lokomocji stanowi metro. Do dyspozycji pozostają aktualnie cztery linie M1, M2, M3 i M5. Brakująca w wyliczance M4 jest aktualnie modernizowana i pozostaje wyłączona z użytku.

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/04/DSC04458.jpg” height=”500″ /]

 

Co jednak odróżnia Mediolan od chociażby Paryża to stan środków transportu. Jest nieporównywalnie lepszy! Nie ma mowy o tym, żeby zastać tutaj tynk odpadający z sufitu zabezpieczony jedynie prowizoryczną siatką, wszędobylski smród i zapach wilgoci w powietrzu. Jest czysto i schludnie. No… może do warszawskich standardów nieco komunikacji w Mediolanie brakuje (bo znajdziemy wagony metra pomazane markerami), ale naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Nie jest źle!

 

Podróżować zaś możemy za całkiem przyzwoite pieniądze. Dobowy bilet komunikacji miejskiej kosztuje jedynie 4,5 EUR. Dla porównania dobowy bilet komunikacji miejskiej w Warszawie to koszt 15 PLN. A biorąc pod uwagę przepaść zarobków jaka dzieli te dwa miasta (średnio: Mediolan – 1800 EUR, Warszawa – 920 EUR) … różnica jest znacząca 🙂 Widać, że jest to miasto dla ludzi, nie zaś żerujące na turystach tak jak…

Wenecja

Każdy kto widział Wenecję chociażby na zdjęciach zauważył pewnie, że jest to plątanina starych budynków przedzielonych bardzo wąskimi uliczkami, zaś całe miasto zbudowane jest na wodzie. Jest to coś, czego nie zobaczymy nigdzie indziej, ale jednocześnie coś co determinuje sposób, w jaki możliwe jest opracowanie systemu transportu miejskiego. Ten bowiem oparty jest przede wszystkim na… łodziach.

 

Zanim jednak wsiądziemy do wodnego autobusu warto wspomnieć, że dojechanie do turystycznej części miasta nie stanowi żadnego problemu. Dojeżdżają tutaj wszystkie pociągi dalekobieżne, a także komunikacja miejska dająca radę zawieźć nas do Mestre.

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/04/DSC04504.jpg” height=”500″ /]

 

Po weneckich wodach pływają aż 22 (!!) linie waterbusa. Dowiozą nas one do dowolnego przystanku położonego przy kanale, zaś resztę drogi pokonać musimy na własnych nogach. Nie stanowi to jednak problemu, ponieważ odległości, które będziemy musieli pokonać nie są znaczące. Prawdę mówiąc – jeżeli jesteście zaprawionymi piechurami całą Wenecję pokonać możecie i na pieszo. Dłuższa przekątna wyspy mierzy zaledwie 4km.

 

Warto poświęcić jednak osobny akapit, by powiesić psy na to jak władze miasta zdzierają pieniądze z turystów. Jednorazowy bilet na waterbusa kosztuje bowiem 8,5 EUR, zaś dobowy (na który w zasadzie jesteśmy zmuszeni – 20 EUR). Jestem święcie przekonany, że przy tej ilości ludzi, którzy przyjeżdżają tutaj każdego roku nie istnieje żadne uzasadnienie ekonomiczne tak wysokiej ceny biletów. Owszem – utrzymanie floty statków na pewno jest bardziej kosztowne niż floty autobusów, jednak nie jestem w stanie uwierzyć, że potrzeba na to chociażby połowę pieniędzy pochodzących ze sprzedaży biletów. Ot, to taka dobrze naoliwiona maszynka do zarabiania pieniędzy.

Werona

To kolejny przykład miasta, w którym komunikacja miejska służy głównie mieszkającym tam ludziom, a nie turystom. W odróżnieniu od znacznie większego Mediolanu w Weronie nie znajdziemy metra. Do dyspozycji pozostają wyłącznie autobusy.

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/04/DSC04673.jpg” height=”500″ /]

 

Dobowy bilet kosztuje zaledwie 4 EUR, jednak zastanówcie się dobrze, czy będziecie go potrzebować. Wszystkie atrakcje turystyczne takie jak arena, balkon Julii czy też zabytkowe mosty znajdują się w zasięgu nóg. A widoki, których uświadczymy spacerując z jednego miejsca do drugiego… na pewno zostaną w naszej pamięci na dłużej.

 

 

Dlatego może warto zrezygnować z pocenia się w autobusie, przejść się i cyknąć kilka fajnych fotek… Jak myślicie?

Opublikowane przez Krzysiek

Teraz już inżynier, więc trzeba mu ufać. Na co dzień zajmuje się życiem i zarabianiem pieniędzy, by Agata mogła potem za nie radośnie zaplanować kolejną wyprawę ;) Na pewno chciałby zobaczyć Taj Mahal. A co potem? Wciąż nie wiadomo...