Włochy są piękne. Nie sposób zatrzymać się w jednym tylko miejscu. Ale jest na to rada – wystarczy wsiąść w pociąg i w krótkim czasie przenieść się z włoskiej stolicy mody do… włoskiej stolicy miłości, a potem jeszcze dalej!

Pociągi praktycznie

O tym, że bilety na pociąg we Włoszech można kupić już od kilku euro dowiedziałam się jakiś czas temu, czytając książkę Jakuba Porady (klik!). To jego opowieść zainspirowała mnie do spędzenia długiego weekendu we Włoszech i odwiedzeniu na raz kilku miast. W taki oto sposób przeżyłam swoje (uh, ciężko się przyznać) dwudzieste czwarte urodziny. Takie Wielkie Włoskie Urodziny!

 

Jeśli tylko jesteś w stanie zaplanować swoją podróż wcześniej, z łatwością upolujesz bilety nawet za 8 EUR! Im bliżej terminu, tym ceny rosną. Dodatkowo, należy też zwracać uwagę na godziny. Wczesne poranki lub późne wieczory są z reguły mniej oblegane, dzięki czemu łatwiej o tańszy bilet. Jednocześnie, podróżując wcześnie rano, albo w nocy, nie tracisz dnia!

 

Bilety na pociąg kupisz za pośrednictwem strony http://www.trenitalia.com/.

W drodze.

Wchodzimy na dworzec. Na szczęście to stacja początkowa, więc nie spieszymy się mocno. Trochę nie wiemy, które wagony są tymi z drugiej klasy, a które z pierwszej. Ale spoko, zostały nam przecież 4 minuty do odjazdu pociągu…

 

Na peronie zagadujemy Panią Dyspozytor, ona przecież na pewno będzie wiedziała! Wskazuje wagon i popędza. Niby jeszcze 3 minuty do odjazdu, ale w gruncie rzeczy trzeba się spieszyć. Gdy wsiadamy do pociągu, drzwi natychmiast się zamykają i chwilę później ruszamy.

 

W przeciwieństwie do poprzedniego dnia, w tym pociągu miejsca nie były numerowane. To krótsza trasa, z Wenecji do Werony. Siadamy gdzie nam się podoba. A fotele na tyle wygodne, że ja od razu decyduję się wyjąć moją dmuchaną poduszkę i uderzam w kimę. Krzysiek trochę czuwa, trochę przysypia na jedno oko.

 

Kilka, może kilkanaście minut po tym jak ruszyliśmy, pojawia się konduktor i sprawdza nasze bilety. Wszystko w porządku, jesteśmy w dobrym wagonie. Trochę wspominam poprzedni pociąg – z Mediolanu do Wenecji – tam mieliśmy wygodny stolik, na którym można było się swobodnie rozłożyć z rzeczami. Teraz, dla odmiany, mamy dużo miejsca na nogi, co przy naszym wzroście jest nie bez znaczenia.

 

Wyruszyliśmy chwilę po 7:00, w pociągu nie ma zbyt wielu pasażerów. Zastanawiam się, czy wszyscy ci, ubrani w garnitury i garsonki, jadą do pracy do sąsiedniego miasta? Jakby się dobrze zastanowić, to spokojnie po 9:00 mogliby zacząć pracę, więc jeśli tylko im się to kalkuluje? – czemu nie!

Wysiadamy na dworcu w Weronie, wrócimy tu za kilka godzin. Tym razem ponownie do Mediolanu.

Włoski pociąg

Stoimy na peronie. My i kilkadziesiąt innych osób, w tym rozszalałe małolaty, które co chwilę pakowały się przed obiektyw naszej kamerki…

Dworzec w Mediolanie bardzo mi się podobał, choć ten wiekowy budynek nijak nie przystawał do nie-aż-tak-starego pociągu, który właśnie podjechał. W Weronie nieco skromniej, podczas gdy Wenecja znowu zaskakiwała rozmachem i liczbą torów kolejowych na dworcu!


Lubię taki sposób podróżowania. Nie spieszyliśmy się i nie wciskaliśmy na siłę pedału gazu w aucie próbując zdążyć nie wiadomo gdzie i nie wiadomo po co. Każdy kilometr pokonywaliśmy w swoim tempie, mając jednocześnie czas na czytanie i przygotowanie się do zwiedzania. Na regenerację sił i zjedzenie śniadania. I na podziwianie widoków.


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Dodaj komentarz

avatar
X