Kobiety na motocykle! – wg “Świata motocykli” można zaobserwować rosnący trend – coraz więcej kobiet interesuje się motocyklami. 🙂 Jeśli więc jesteś jedną z tych, które wciąż szukają powodu, by wskoczyć na dwa kółka, albo jeździsz od lat jako plecak i zastanawiasz się, czy dasz radę sama; lub też zwyczajnie w świecie jesteś ciekawa, jak motocyklowe przygody wyglądają z kobiecej perspektywy – to zebrałam dla Ciebie wypowiedzi kilku fajnych babek! Zapraszam! 🙂

 

Babka pierwsza – Iwona, autorka bloga Szeroką drogą

Cieplik: Jak zaczęła się Twoja przygoda z motocyklami?
Iwona: Moją pasją od zawsze były podróże. Motocykle, natomiast, w ogóle mnie nie interesowały, były mi obojętne. To się zmieniło w momencie poznania Daniela, obecnie mojego męża. On z kolei od najmłodszych lat był związany ze sportem motorowym. Chwilę po naszym poznaniu, kupił motocykl, który nocami doskonalił w garażu. I tak już w następne wakacje wyruszyliśmy w naszą pierwszą motocyklową podróż, odwiedzając Litwę, Łotwę oraz Estonię.
Szybko zdaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli chcemy podróżować wspólnie, dalsza jazda na jednym motocyklu nie ma sensu. Dlatego też powoli zaczęliśmy myśleć o motocyklu dla mnie. Szczęśliwie zbiegło się to z ustawą, która pozwalała osobom z prawem jazdy kat. B jeździć motocyklami do pojemności 125 ccm. 🙂
Swoją Yamahę znalazłam w zasadzie przez przypadek, w garażu znajomego. Mimo że wcześniej nie byłam do końca przekonana do kupna własnego motocykla, to gdy tylko ją zobaczyłam, od razu się zakochałam i chciałam ją mieć!

Cieplik: Co było dla Ciebie najtrudniejsze na samym początku, kiedy zaczynałaś jeździć?
Iwona: Trudnych było kilka rzeczy. Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że na ogół mało jeździłam w ruchu ulicznym (i do dziś, jeśli mam wybierać między samochodem a motocyklem, to wybieram auto). Musiałam więc przypomnieć sobie wszystkie zasady ruchu drogowego. W jeździe motocyklem są one szczególnie ważne, bo nawet najmniejszy błąd może tutaj kosztować utratę zdrowia, a nawet życia.
Jednak najgorsze było opanowanie ciężaru motocykla. Co prawda mój motocykl nie należał do największych, bo ważył jakieś 130 kg (z bagażem nieco więcej), ale przy moich 50 kg, to było coś… I zdarzały się przypadki, że przy zatrzymywaniu się, po prostu się przewracałam. Bo motocykl lekko się przechylił, a ja nie byłam w stanie go utrzymać. Z czasem sobie z tym poradziłam. Dziś już wiem, że motocykl jest ciężki dopiero wtedy, gdy się przewróci. 😉

Cieplik: Czy umiesz oszacować, ile kilometrów zjechałaś już swoją Yamahą?
Iwona: Przyznam szczerze, że nigdy tego nie liczyłam (a licznik też nie byłby do końca miarodajny, bo czasem Yamahę użyczałam mężowi 😉 ). Chyba najwięcej kilometrów przejechałam w swoim pierwszym sezonie. Z tego, co pamiętam, to było to coś w granicach 9000 km, może więcej. 125-tką można jeździć dużo, ale pamiętajmy jednak, że przy dłuższych trasach robi się to nieco męczące. Dlatego na dalsze wyjazdy mamy przyczepę, żeby nie tracić czasu na dojazdy, a więcej czasu spędzić w kraju, który nas docelowo interesuje.

Cieplik: Którą podróż motocyklową wspominasz najlepiej? Dlaczego?
Iwona: Najlepiej zdecydowanie wspominam wyjazd na Bałkany – Albania, Macedonia, Czarnogóra. To tam tak naprawdę nauczyłam się jeździć. Trasy tam są niesamowite, ale też i nie najprostsze. Mnóstwo pięknych przygód po drodze. Tym bardziej że było to kilka lat temu, kiedy jeszcze do Albanii czy Macedonii mało kto jeździł. Bywały też ciężkie chwile, zwłaszcza że jeździliśmy w ogromnych upałach, ale po latach co najwyżej mogę się z tego wszystkiego śmiać.

Cieplik: Jak planujecie swoje motocyklowe wyprawy? Na co szczególnie zwracacie uwagę?
Iwona: Przede wszystkim dobrze przygotowane muszą być nasze motocykle. Na szczęście to działka mojego męża, który jest tutaj specjalistą. Wychodzimy z założenia, że lepiej trochę więcej w zimie posiedzieć w garażu, niż później podczas jazdy ma się coś zepsuć. I dzięki temu podejściu, na razie nigdy nie mieliśmy żadnych problemów technicznych. Choć oczywiście na wszelki wypadek bierzemy te najbardziej niezbędne narzędzia.
O przygotowaniach w zasadzie mogłabym pisać godzinami, bo jest tego trochę. Oczywiście w naszych podróżach jest też sporo spontaniczności, ale pewien zarys planu musi być. Podróżujemy po tak różnych regionach, że bardzo ważne jest też to, żeby poznać wcześniej nieco tradycję i kulturę danego narodu.

Cieplik: Czy zdarzyło Ci się, że ludzie patrzyli na Ciebie z niedowierzaniem – kobieta-motocyklistka?
Iwona: Kiedyś tak było. Zwłaszcza w Albanii, która jest krajem muzułmańskim i kobiety tam są traktowane inaczej niż chociażby w Polsce. W Polsce również sporo osób się dziwiło, ale tutaj bardziej nie chodziło o płeć, tylko o moją posturę – jestem dość drobną osobą. Obecnie coraz więcej kobiet decyduje się na posiadanie motocykla, więc nie jest już to tak rzadki widok, jak było to kilka lat temu.

Cieplik: Co najbardziej podoba Ci się w podróżowaniu motocyklem?
Iwona: Tutaj chyba Ameryki nie odkryję – wolność 😉 To, że nie jestem uzależniona od innych. Jeśli nie podoba mi się w danym miejscu, po prostu wsiadam na motocykl i jadę dalej. A porównanie mam, bo niedawno podróżowałam po Birmie z plecakiem i byłam „skazana” na komunikację miejską. Dla osoby, która przyzwyczaiła się do wypraw motocyklowych, takie podróżowanie było zdecydowanie bardziej uciążliwe.
Podoba mi się też to, że przyjeżdżając na miejsce motocyklem, łatwiej jest przełamać pewne bariery. Czasem nawet łatwiej o pomoc, bo zawsze w okolicy znajdzie się jakiś motocyklista. Tak było na przykład w Macedonii, gdzie mieliśmy problem ze znalezieniem noclegu. Pomógł nam wtedy pewien Słowak, który dosłownie eskortował nas swoim autem pod drzwi zaprzyjaźnionego hostelu. Dostaliśmy wtedy całe mieszkanie do dyspozycji, w cenie kilkuosobowego hostelowego pokoju.

Cieplik: Co powiedziałabyś początkującym?
Iwona: Przede wszystkim cały czas myśleć na drodze. Jeśli masz gorszy dzień, jesteś rozkojarzona – odpuść sobie jazdę, jeśli możesz. Z drugiej strony, nie można się też trząść przy każdym wyjeździe na ulicę, bo przez strach możemy zrobić głupotę na drodze. Oczywiście każdy jest tylko człowiekiem i popełnia błędy, jednak nie bez kozery mówi się o tym, że „motocykl nie wybacza błędów”.
Jeśli ktoś nie jest pewien czy w ogóle jazda na motocyklu mu się spodoba lub jest drobnej postury, polecam poćwiczyć najpierw trochę na 125-tce. Ja tak zrobiłam i nie żałuję. Gdy na kursie zaczęłam jeździć XJ6, było już zdecydowanie prościej (choć jej masa trochę mnie przerażała) i prawo jazdy zdałam za pierwszym razem.
Kolejna ważna sprawa – odzież ochronna. Przede wszystkim trzeba ją mieć 😉 Jeszcze kilka lat temu, wybór kombinezonów dla kobiet był naprawdę ubogi. Dziś mamy fajne zestawy, w różnych cenach, zarówno na upały, jak i chłodne dni. Warto zainwestować też w dobry kask. I naprawdę jest różnica pomiędzy kaskiem za 300 zł a tym za 2000 zł! Wyposażenie do jazdy to nie są małe pieniądze, ale z drugiej strony to inwestycja na lata.

Zabrzmiało bardzo poważnie, więc na koniec jeszcze dodam – przede wszystkim cieszcie się jazdą! Jeśli komuś podobają się motocykle, a boi się usiąść za kierownicą – powiem: spróbuj, bo czeka Cię niezwykła przygoda. I będzie to przygoda na całe życie.

Więcej o podróżach Iwony i jej męża Daniela (tych motocyklowych i nie tylko) przeczytasz na ich blogu szerokadroga.pl!

Babka druga – Dominika, autorka bloga mynotsoordinarydays.com

Cieplik: Jak zaczęła się Twoja przygoda z motocyklami?
Dominika: Moja przygoda z motocyklami zaczęła się dość późno. Mój mąż jeździ motocyklem od dziecka, ja natomiast zainteresowałam się, dopiero kiedy nasze wspólne, kilkuletnie dzieci zaczęły jeździć na swoich pierwszych off roadowych motorkach. “O nie może tak być, że to ja będę jedyna niejeżdżąca w rodzinie!” pomyślałam. 🙂

Cieplik: Co było najtrudniejsze na samym początku, kiedy zaczynałaś jeździć?
Dominika: Mój wzrost! 🙂 Mam tylko 158 cm wzrostu i każdy motocykl wydawał mi się potwornie duży. Zaczynałam naukę na raczej wysokim motocyklu (najpierw Yamaha XT 125R później XT 660R) i nie raz z nich leciałam jak kamień!

Cieplik: Co najbardziej podoba Ci się w podróżowaniu motocyklem?
Dominika: Z własnych, choć nie tylko, obserwacji stwierdzam, że podejście do osób podróżujących motocyklami jest zupełnie inne niż tych na czterech kołach. Zazwyczaj spotykam się z uprzejmością i życzliwością innych osób, czy to szukając drogi, czy miejsca na nocleg.

Cieplik: Którą podróż motocyklową wspominasz najlepiej? Dlaczego?
Najlepiej wspominam naszą “Tytankową” wyprawę dookoła Szkocji w ubiegłym roku. Miałyśmy troszkę przygód na wąskiej i krętej NC500, znanej jako szkocki odpowiednik Road 66 w Stanach. Wymijanki pomiędzy baranami i wielkimi camperami przyprawiały czasem o gęsią skórkę, zwłaszcza, jak któraś z nas się zagapiła na przepiękne krajobrazy i trzeba było awaryjnie hamować. 🙂 Trzeciego dnia naszej ośmiodniowej podróży popsuł mi się motocykl (wyciek paliwa), który dziewczyny zdołały same naprawić i można było następnego dnia dalej ruszyć w drogę. Przy dobrej pogodzie spałyśmy w namiotach, gdy lało, szukałyśmy hosteli. Do dziś śmiejemy się z komentarza właściciela pola namiotowego na Isle of Sky, który powiedział, że ostatni raz tyle samotnych kobitek na motocyklach widzieli 17 lat temu!

Cieplik: Kim są Tytanki?
Dominika: Jest nas pięć, Kasię, Kingę i Beatę poznałam pod londyńskim Ace Café na biciu rekordu na największą ilość kobiet na motocyklach w jednym miejscu. Magdę natomiast poznałam na motocyklowym wyjeździe do Francji.
W sierpniu 2016 roku wszystkie razem pojechałyśmy motocyklami na długi weekend do Walii, aby lepiej się poznać i zobaczyć jak nam się razem jeździ. W Snowdonii wybrałyśmy się na zjazd linowy zwany “The Titan” i stąd wziął się pomysł na nazwę naszej grupy. Od tamtej pory zaczęły się nasze wspólne motocyklowe podróże, te małe i te duże 😉 W tym roku planujemy 9-dniową podróż po Francji i Alpach.

Cieplik: Jak planujecie swoje motocyklowe wyprawy? Na co szczególnie zwracacie uwagę?
Dominika: Zazwyczaj umawiamy się na wino 😉 i staramy się zaplanować jakiś wspólny termin, a nie jest łatwo, gdyż wszystkie pracujemy. Następnie określamy kraj i czy jest to trasa do wykonania w danym przedziale czasowym. Czytamy artykuły i blogi na temat tras motocyklowych w danym kraju. Beata jest specjalistką od map, więc wykonuje taką dla nas z miejscami noclegów i ciekawych miejsc do zobaczenia. Później zaczyna się sprawdzanie sprzętu (również stanu technicznego motocykli) i potrzebnego ekwipunku.

Cieplik: Jak inni reagują na widok kobiecej bandy motocyklowej?
Dominika: Tutaj w Europie, jest ten widok już dosyć normalny. Ludzie czasem reagują z lekkim, acz sympatycznym zdziwieniem, gdy widzą nas pięć razem, w dodatku bez męskiej “obstawy”. 🙂 Ja czasem łapałam zdziwione spojrzenie, gdy np. wiozłam, któreś ze swoich dzieci na motocyklu, aczkolwiek większość ludzi reaguje uśmiechem.

Cieplik: Co powiedziałabyś początkującym?
Dominika: Przede wszystkim nie bójcie się wypraw motocyklowych. Jeśli nie czujecie się komfortowo w podróżowaniu solo (tak jak ja), wybierzcie się najpierw z jakąś grupą lub partnerem. Jeśli raz spróbujecie, gwarantuję, że załapiecie bakcyla! 😊

Dominika mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie studiuje psychologię. Jej podróże możesz śledzić na blogu mynotsordinarydays.com

Babka trzecia – Maja, autorka książki “Majubaju, czyli żyrafy wychodzą z szafy”

Cieplik: Jak zaczęła się Twoja przygoda z motocyklami? Kiedy pierwszy raz poczułaś, że tak chcesz podróżować?
Maja: Podróżując lokalnymi środkami transport z punktu do punktu, zauważyłam, że najciekawsze miejsca mijam po drodze, patrzę na nie z okna autobusu, że chciałabym na moment zatrzymać się tutaj, sprawdzić dokąd prowadzi tamta droga, wypić colę w mijanym właśnie sklepie. Zaczęłam w miarę możliwości lokalnie pożyczać skuter, robić krótkie wycieczki, jechać gdzie mnie oczy poniosą. Zrozumiałam, że tak właśnie chcę podróżować.

Cieplik: Co było najtrudniejsze na samym początku, kiedy zaczynałaś jeździć?
Maja: Podczas kursu na prawo jazdy nikt nie pokazuje ci jak przejechać rzekę, jak jeździć po piachu, jak po błocie, a jak po śniegu. Do wszystkiego dochodziłam sama w drodze prób, gleb i błędów. O tym, że na motocyklu w terenie jeździ się w pozycji stojącej, dowiedziałam się też przypadkiem i oczami wyobraźni zobaczyłam najpierw siebie stojącą na siedzisku jak cyrkowiec, z małpką na ramieniu. Nigdy nie jeździłam w towarzystwie innych motocyklistów. Nie miałam od kogo się uczyć, podglądać, zapytać.

Cieplik: Czy umiesz oszacować, ile kilometrów już przejechałaś na dwóch kołach?
Maja: Jakieś 30 000km.

Cieplik: Obecnie jedziesz przez Afrykę – jak podróżuje się samotnej kobiecie na motocyklu przez ten kontynent?
Maja: Afryka, Azja – nie ma znaczenia. Kobieta na motocyklu jest zjawiskiem. Ludzie za głowę się chwytają ze zdumienia, mnie za rękę, do domu na obiad ciągną, spać w namiocie nie pozwolą. Na trasie, gdy zatrzymam się i stoję obok motocykla, nikt nie przejedzie bez zapytania, czy wszystko OK. Gdy jakimś cudem spotkam lokalnych ridersów, panowie zostawiają numer telefonu, mam dzwonić jakby coś z moto się działo. Korzystam z tego, pomagają znaleźć mechanika, który ogarnia motocykle crossowe. Kobieta samotnie jeżdżąca na motocyklu nigdy nie jest sama.

Cieplik: Czy zdarza Ci się wysłuchiwać przeróżnych komentarzy dotyczących bycia kobietą-motocyklistką?
Maja: Nie. Zwykle spotykam się z podziwem i uznaniem.

Cieplik: Co najbardziej podoba Ci się w podróżowaniu i jak jazda motocyklem zmienia odbiór świata w podróży?
Maja: Wolność. Adrenalina. Możliwość przeżycia czegoś niezmiernie autentycznego. Dotarcia do miejsc i ludzi przez świat zapomnianych, ominięcia szerokim łukiem miejsc turystycznych. Bo okazuje się, że między punktem A i B jest nieskończenie wiele miejsc wartych zatrzymania. Motocykl prowadzi mnie do domów, do życzliwych ludzi, do bajecznych, nieodkrytych miejsc.

Cieplik: Co powiedziałabyś początkującym?
Maja: Bierzcie i jeździe 🙂

Maja Sontag przez kilka lat prowadziła bloga majubaju.pl, obecnie jej podróże można głównie śledzić za pośrednictwem Facebooka. W kwietniu 2014 roku ukazała się książka Mai pt. “Majubaju, czyli żyrafy wychodzą z szafy”.

Cieplik na motocyklu

Moja motocyklowa miłość sięga swym początkiem do czasów gimnazjum i długich popołudni spędzanych z kanałem Discovery i programem “Amerykański Chopper”. To wtedy po raz pierwszy zapragnęłam usiąść na motocyklu, wsłuchać się w jego brzmienie i po prostu jechać. Minęło sporo czasu, zanim spełniłam swoje marzenie – zdawanie prawa jazdy było chyba najtrudniejszym dla mnie egzaminem (zdecydowanie bardziej stresującym niż matura, czy sesja na studiach). Gdy tylko ten upragniony kartonik znalazł się w moich rękach, od razu kupiłam motocykl. Pieniądze odkładałam od kilku lat, a model już dawno wypatrzyłam na Warszawskich Targach Motocyklowych. Miłość od pierwszego wejrzenia.


Cieszy mnie, że każda z opisanych dziewczyn zaczynała swoją przygodę w zupełnie inny sposób i obecnie każda z nich podróżuje inaczej. Dwa kółka dają wiele swobody, poczucie wolności, zastrzyk adrenaliny, a nawet dodatkowe punkty zajebistości 🙂 Czemu by więc nie posłuchać “rady dla początkujących” od Mai Sontag i… po prostu nie zacząć jeździć? (Tym bardziej że obecnie w Polsce wystarczy mieć prawo jazdy kategorii B przez 3 lata, by móc legalnie dosiąść rumaka o pojemności silnika 125cc!)

Cieplik

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.