— Byłem jakiś czas temu na Ellis Island. Wiecie, że można tam przejrzeć rejestr wszystkich imigrantów, którzy przyjechali niegdyś do Stanów Zjednoczonych? opowiadał nam D. przy lunchu. Dla niego to tym większe przeżycie, bo w połowie XX wieku jego rodzina właśnie tam, w Ellis Island, ubiegała się o wjazd do USA. Pierwsze, co ukazywało się europejskim emigrantom na horyzoncie, to była Statua Wolności. Następnie czekał ich (niekiedy dość długi) proces imigracyjny.

Błękitna dama wznosząca się w górę na ponad 40 metrów witała przybywających drogą morską europejczyków. Jej konstrukcja była podarunkiem od narodu francuskiego z okazji stulecia niepodległości Stanów Zjednoczonych. Był to jednak zbyt drogi prezent, dlatego też pod koniec budowy uruchomiono specjalny fundusz, na który obywatele mogli wpłacać po dolarze. W ten sposób Statua Wolności została ostatecznie sprowadzona do Stanów.
Za przygotowanie posągu odpowiadał Bartholdi francuski rzeźbiarz. Nie miał on jednak dość doświadczenia w tworzeniu tak ogromnych konstrukcji, dlatego też o pomoc poprosił znanego Eiffela i wspólnymi siłami zaprojektowali konstrukcję ważącą prawie 230 ton. Ostatnim z autorów jest Hunt, który odpowiada za wykonanie postumentu.
Sama Liberty Island, na której znajduje się Statua Wolności, nie ma nic więcej do zaoferowania poza niewielkim portem i pięknym widokiem na dolny Mannhattan. Tłumy ludzi przypływają tylko po to, by wejść do wnętrza Statuy przyjrzeć się misternej konstrukcji, popatrzeć na metody, jakie wykorzystywano przy budowie i wyjść na taras widokowy. Obecnie dla zwiedzających otwarty jest postument w jego wnętrzu znajduje się muzeum. Ponadto, można wybrać się jeszcze na taras widokowy na szczycie postumentu (wysokość około 10 piętra) oraz na samą koronę. Ramię i płomień nie są dostępne dla zwiedzających od 100 lat.
Płomień był wymieniany kilka razy. Pierwotna konstrukcja nie była przygotowana do tego, żeby zapalać w niej reflektory. Próbowano rozwiązywać tę kwestię na różne sposoby dowiercając więcej otworów, dokładając szklane panele… Po pewnym czasie płomień został całkowicie wymieniony, by ostatecznie powrócić do pierwotnego kształtu. To, co widzimy teraz, to 3 egzemplarz płomienia wzorowany na oryginalnym projekcie Eiffela i Bartholdiego.
Wsiadamy na prom, który z Liberty Island zawiezie nas na sąsiednią wyspę.
Wolny kraj, którego symbolem jest Statua, był dla wielu snem, marzeniem. Nic więc dziwnego, że w ciągu zaledwie 62 lat, kiedy na Ellis Island działał ośrodek imigracyjny, przyjęto tam około 12 milionów osób! Muzeum Imigracji jest ogromne, ale to właśnie kartoteki i komputery, w których można poszukać członków swojej rodziny, robią największe wrażenie. Praktycznie wszystkie stanowiska są zajęte.
Główna hala zmieniała swój kształt przez lata, jednak przez większość czasu była miejscem oczekiwania. To tutaj przybysze z różnych zakątków Europy byli sortowani przez lekarzy i prawników. Aby łatwiej można było odróżnić chorych od zdrowych, albo osoby z odpowiednimi dokumentami wykorzystywano kredę. Zazwyczaj udawało się przejść przez cały proces w zaledwie kilka godzin. Jeśli jednak brakowało jakichś dokumentów, bądź też lekarz stwierdził chorobę trzeba było czekać. Niejednokrotnie, taki problem skazywał całą rodzinę na spędzenie dodatkowych kilku nocy na wyspie w oczekiwaniu na chorego.
Przemierzając kolejne korytarze muzeum dowiadujemy się, jak wyglądała wyspa na samym początku i jak przebudowywano ją z każdym kolejnym rokiem. Czytamy o zmianach w prawie imigracyjnym (które z czasem znacznie zliberalizowano) oraz o problemach związanych z emigracją.
– Wykonywano nam różne testy na inteligencję. Wszyscy odpowiadaliśmy grzecznie na pytania. Wreszcie doktor zapytał jedną dziewczynkę, jak umyłaby schody czy od góry, czy od dołu. Nie przyjechałam tutaj, by myć schody” odparła szybko.
Do Stanów Zjednoczonych nie wpuszczano osób chorych, niesamodzielnych, osób, które nie potrafiłyby same na siebie zarobić. Wkrótce dodano też wymaganie związane z umiejętnością czytania. Co ciekawe, nie trzeba było znać języka angielskiego, bo w czasie testu prowadzący dysponował dwujęzyczną kartką.
“Po przeczytaniu tej kartki podnieś długopis i podaj go prowadzącemu badanie”
Tylko tyle było napisane. Osoba badana musiała przeczytać polecenie na kartce, a następnie je wykonać, by potwierdzić zrozumienie tekstu. Z każdym kolejnym rokiem dodawano nowe wymagania i zadania, a dotychczas realizowane testy na inteligencję przestawały być wystarczające wymagały tłumaczenia zadania. Dlatego też lekarze pracujący w ośrodku na Ellis Island wymyślili własne sposoby na ocenę zdolności umysłowych przybyszów pokazywali im np. obrazek ze smutnymi i radosnymi minami, a oczekiwanym rozwiązaniem było wskazanie obu grup.
Wśród pamiątek przywiezionych z Europy znajdowały się pluszowe misie (koniecznie pojedź na Ellis Island i sprawdź skąd wzięło się pojęcie teddy bear!), dokumenty, świadectwa szkolne, zdjęcia, a nawet obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. 
Siadam przed jednym z komputerów, z ekranu którego przemawia do mnie ubrany w garnitur mężczyzna. Tłumaczy mi zasady i zaraz będę mogła przystąpić do testu naturalizacji. Każdy, kto ubiega się o amerykańskie obywatelstwo musi wykonać taki test. Składa się on z pytań dotyczących historii i kultury amerykańskiej, a także znajomości języka. Odpowiadam na kolejne pytania będąc w szoku, jak wiele pamiętam jeszcze z podstawówki, gdzie sporo czasu poświęciliśmy historii Ameryki na angielskim. Fartem zdałam. Na 70%. Byłabym doskonałą Amerykanką z Przypadku.

Informacje praktyczne

Wycieczka: Statua Wolności i Ellis Island

Koszt:
  • 18.50 USD rejs promem, wejście do Muzeum i na postument Staui
  • 21.50 USD rejs promem, wejście do Muzeum i na koronę (należy rezerwować z dużym wyprzedzeniem
Strona internetowa:
Dojazd:
Najlepiej dojechać metrem do stacji Whitehall (linia R/W) i kawałek przejść. Prom cumuje przy parku (należy szukać zameczku”).

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Komentarze

  1. Bardzo ciekawy wpis, to musi być niezłe przeżycie, kiedy znajdzie się w katalogu lub komputerze swoich bliskich. Sama Statua robi wrażenia na zdjęciach, mam nadzieję, że kiedyś ją zobaczę na żywo 🙂

    Odpowiedz

  2. Bardzo ciekawy post – o większości rzeczy. o których piszesz nie miałem pojęcia. Czekam na więcej historii „made in USA”!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz