Czasami zdarza się tak, że wybieram się gdzieś zupełnie nie mając pojęcia, co tam zastanę. Znam nazwę i miejsce na mapie, jednak nie wiem niczego więcej. Tak właśnie było z The Photographer’s Gallery w Londynie. W tłumaczeniu dosłownym – galeria fotografa. Wiedząc tyle nie trzeba używać szczególnie wyobraźni, żeby zgadywać co możemy tam zastać. Zdjęcia, ot co.

Spodziewałem się jednak czegoś na wzór naszych muzeów narodowych. Przynajmniej pod względem organizacyjnym. Myślałem, że odwiedzę kilka pomieszczeń, w których zdjęcia podzielone będą na grupy. Stanowić będą je czy to swoiste epoki, czy też tematyka samych fotografii. Było jednak zupełnie inaczej.

Photographers' Gallery - widok z zewnątrz

Photographers’ Gallery – widok z zewnątrz

Pierwsze zaskoczenie czekało mnie jeszcze przed wejściem do samego budynku. Okazał się on dużo mniejszy niż można by się tego spodziewać. Wygląda nowocześnie – owszem – lecz z całą pewnością nie jest duży. Po wejściu do środka okazuje się, że wystawy rozmieszczone są na pięciu piętrach. Dwa kroki do windy, ulotka chwycona na szybko po drodze i zaczynamy.

Spoglądam na ulotkę, wczytuję się w nią. Szybko okazuje się, że trafiłem na wystawę poświęconą początkom kolorowej fotografii w Rosji, lata 1850-1970. Ale nie w danym pomieszczeniu, na danym piętrze. Wszędzie.

Galeria fotografów - zdecydowanie nie należy do największych

Galeria fotografów – zdecydowanie nie należy do największych

Niestety wielkość samego budynku bezpośrednio przekłada się na ilość zdjęć do obejrzenia w środku. W przypadku wystawy, na która trafiłem nie było ich za dużo. Każda sekcja rozpoczynała się jednak dosyć obszernym, dobrze napisanym i dobrze czytającym się wstępem naświetlającym nieco tło historyczne fotografii. Same zdjęcia mi jako miłośnikowi sztuki wszelakiej bardzo przypadły do gustu. Poszczególne fotografie nie były jednak na dobrą sprawę w ogóle opisane, w związku z tym pozostawało jedynie… patrzenie na nie, bo niestety nie można było dowiedzieć się więcej o czymkolwiek co przedstawiały. Nieco szkoda.

Każde następne piętro wyglądało bliźniaczo podobnie do poprzedniego – niezbyt duża ilość zdjęć, opisy elegancko nadrukowane na ścianach, skrzypiąca drewniana podłoga i ludzie wędrujący w zaskakująco szybkim tempie pomiędzy poszczególnymi fotografiami. Nie zabrakło oczywiście małej sali z projektorem rzucającym na ścianie losowe zdjęcia i kilkoma krzesłami.

Ciemnia

Ciemnia

Jedno z pięter miało aspiracje edukacyjne. Była to ciemnia. Stał w niej telewizor na którym prezentowany był film o zasadzie działania aparatu. Dziurki, soczewki, strzałki i te sprawy. W zasadzie nic nowego dla kogoś, kto choć trochę uważał na lekcjach fizyki w liceum. Był również mechanizm udający obiektyw aparatu i ekran, na który można było rzucać obraz z zewnątrz budynku. Samemu można było manipulować obiektami i tworzyć kadry. Zabawa całkiem fajna, jednak jeżeli pomyślimy, że tylko te 3 rzeczy znajdowały się w pomieszczeniu o powierzchni przekraczającej 70m2 to okaże się, że jego potencjał został wykorzystaniu w minimalnym stopniu. Jasne, rozumiem – co za dużo to niezdrowo, mnogość rekwizytów zwykle sprawia, że nie wiemy na czym się koncentrować i od razu odechciewa się patrzenia na cokolwiek, ale w tym wypadku… To przesada. Galeria po prostu świeci pustymi ścianami!

Podsumowując – cała wizyta w The Photographers’ Gallery zajęła mi około 55 minut. Przeczytałem przy tym każdy skrawek tekstu zamieszczony na ścianach, każde zdjęcie podziwiałem przez około 15-20 sekund, obejrzałem wszystkie zdjęcia prezentowane na rzutnikach i wszystkie filmy edukacyjne. Zobaczyłem więc absolutnie wszystko, co galeria oferowała. Nie była to długa wizyta. Czy poleciłabym Wam The Phtographers’ Gallery?

Zależy. Jeżeli lubicie fotografie – niekoniecznie interesujecie się nią, ale po prostu lubicie – wpadajcie bez chwili zastanowienia. Przymknijcie nieco oko na minimalizm wystaw i małą ilość ciekawych materiałów w części edukacyjnej, a zapewniam, że wizyta będzie udana! Jeżeli jednak Wasz pobyt w Londynie jest krótki, a Wy chcecie zobaczyć jak najwięcej w jak najkrótszym czasie to zapewne szkoda czasu na przebiegnięcie się tędy. Zobaczycie wszystko w 20 minut, a same zdjęcia bez chociażby powierzchownego prześledzenia opisów okażą się nudne.

 

Kategorie: Londyn

Krzysiek

Teraz już inżynier, więc trzeba mu ufać. Na co dzień zajmuje się życiem i zarabianiem pieniędzy, by Agata mogła potem za nie radośnie zaplanować kolejną wyprawę ;) Na pewno chciałby zobaczyć Taj Mahal. A co potem? Wciąż nie wiadomo...

Dodaj komentarz

avatar
X