Większość londyńskich parków (podobnie jest zresztą w Dublinie) to hektary trawy z kilkoma drzewami wzdłuż alejek – zupełnie inaczej niż jest to zorganizowane w Polsce. A jak jest z ogrodami botanicznymi? Postanowiliśmy sprawdzić odwiedzając Kew Gardens. Wejście miało kosztować zaledwie 12 funtów (taka informacja widniała na stronie) a atrakcji miało na nas czekać co nie miara! Jaki był efekt?

Zacznijmy od tego, że wejście do  ogrodu kosztuje 16,50 funtów od osoby. W cenę wliczony jest charytatywny zadatek na rzecz ogrodów. Bez tego zadatku bilet kosztuje 15 funtów, ale to przecież strasznie niemiłe powiedzieć Pani w okienku ‚Przepraszam, ale nie chcę oddawać moich pieniędzy na dodatkową zbiórkę pieniędzy, uważam, że to powinno być już wliczone w cenę biletów’, w związku z czym poddaliśmy się presji i odżałowaliśmy (łącznie!) 3 funty, żeby nie wyjść na bezdusznych buraków. Niemniej, uważam, że ogrody nie były warte tych pieniędzy.

Przy kasie każdy otrzymuje fajną mapkę wraz z opisem ważniejszych punktów, zdjęciami i zaznaczonymi łazienkami czy restauracjami. Z punktu widzenia mapnika – ogród wydawał się być przeogromny! Na miejscu znajdowały się też liczne,  mniej lub bardziej ciekawe atrakcje turystyczne.

Zacznijmy od… Pagody wybudowanej w 1762 roku. Znajduje się niedaleko Lion Gate i góruje nad resztą ogrodów. Wejście na Pagodę jest, oczywiście, dodatkowo płatne.

Pagoda

Pagoda

Dalej możemy podziwiać ogromne sekwoje czy liczne kwiaty. Ciężko jednak stwierdzić, co jest czym, gdyż nie każda roślinka jest opisana, a szkoda, ponieważ niektóre z nich są naprawdę okazałe.

Sekwoja

Sekwoja

Innym obiektem, który znalazł się na mojej trasie był domek zwany też Queen Charlotte’s Cottage. Tu na szczęście wejście było już za darmo. Przed wejściem stali przebrani w stroje z epoki przewodnicy, z którymi można było chwilę porozmawiać i dowiedzieć się czegoś więcej o samym miejscu, jak i zrobić sobie piękne zdjęcia. Tuż przed domem był punkt końcowy błotnej trasy (elementu Plantasi – wakacyjnego festiwalu mającego miejsce w Kew Gardens w tym czasie). Masa ludzi na boso przemierzała błotnistą ścieżkę by na końcu umyć sobie nogi w punkcie zbiorczym przed domem królowej Charlotte.

Queen Charlotte's Cottage

Queen Charlotte’s Cottage

Zdecydowanie najciekawszym punktem programu był spacer w koronach drzew, skąd można było podziwiać wszystko, czego normalnie z ziemi nie ma się szansy zobaczyć.

Wejście w korony drzew

Wejście w korony drzew

Spacer wśród koron drzew

Spacer wśród koron drzew

Jak na tak duży ogród botaniczny przystało – tuż przy bramie Victorii znalazła się też palmiarnia. Wyglądała na starą i lekko zaniedbaną. Dzieci miały niesamowitą frajdę z pryskającej wody szybko zamieniającej się w parę. Palmy można było podziwiać zarówno z dołu, jak i z góry, z balkonu. W piwnicy palmiarni znajduje się wystawa roślin i żyjątek wodnych.

Balkon w palmiarni

Balkon w palmiarni

Wejście na balkon

Wejście na balkon

Przyznam szczerze i z zaskoczeniem, ale nie podobało mi się w Kew Gardens. Jak na tak dużą przestrzeń była ona źle zagospodarowana, mało roślin, mało opisów, dużo długich ścieżek. Do tego samoloty latające w stronę Heathrow co kilka minut tuż nad głowami – nie dało się tam odpoczywać. Liczne, dodatkowo płatne atrakcje nie zachęcają do wejścia, zwłaszcza przy takiej cenie biletów wstępu. Gdybym mogła cofnąć czas spożytkowałabym te pieniądze i ten czas na wyjście gdzieś indziej, a do Hyde Parku mogę iść przecież zawsze i za darmo.

Kategorie: Londyn

Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Dodaj komentarz

avatar
X