Wiecie, bądź nie – w Hamburgu spędziłam ledwie 3 tygodnie, a poznani przeze mnie Niemcy już po pierwszym tygodniu uznali, że widziałam więcej niż oni zdołali zobaczyć przez lata. Z drugiej strony – mieli też kilka fajnych pomysłów związanych ze zwiedzaniem. Najlepszym z nich okazał się rejs po Łabie, wzdłuż hamburskiego portu, z możliwością wpłynięcia do miasta – łodzią przez Hamburg!

Mój niemiecki nie jest szczególnie zaawansowany – przynajmniej ten mówiony. Do tego stres mnie zjadł, a nie było pewności, że organizator mówi po angielsku. Na szczęście Pani w recepcji okazała się być super pomocna i chętnie zadzwoniła w moim imieniu, żeby dokonać rezerwacji na dzisiejszy wieczór. Wystarczyło, żebym przyszła wcześniej do budki z gotówką w dłoni i miejsce na łodzi się znajdzie.

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/03/DSC04101.jpg” height=”450″ /]

Hamburski port

Byłam sporo przed czasem, jednak Pan z biura organizującego moją przeprawę był już na posterunku. Swoją postawą w sumie przypominał drwala, ale głos miał bardzo przyjemny. Przywitał mnie serdecznie i szybko udało mu się ustalić, że rezerwacja na bilet jest. Wyjaśnił mi kiedy ruszamy. Ku mojemu zdziwieniu mieliśmy płynąć malutką łódką przycumowaną z tyłu portu. Wielkie statki stojące z drugiej strony byłyby jednak za duże by przepłynąć pod miejskimi mostami. Całość trzymała się kupy.

 

W oczekiwaniu na łódkę miałam czas przejść się wzdłuż portu, porobić zdjęcia i podziwiać wielkie turystyczne statki. Mocno zadziwiły mnie tłumy obecne w porcie w niedzielę wieczorem na początku lutego. Wciąż jednak przecież było zimno.

 

Port, przez który właśnie mi się przedstawiał jest największym niemieckim portem, a trzecim co do wielkości w Europie. Usytuowany nad rzeką Łabą znajduje się zaledwie 110 km od Morza Północnego. Jest to bardzo ruchliwe miejsce, nie tylko ze względu na ruch towarowy. Te wszystkie mijane przeze mnie statki wycieczkowe dodają mu popularności. To również ważny ośrodek stoczniowy. Stał się również swoistym centrum kulturalnym – znajdziemy tu muzea na statkach, teatry, liczne bary i restauracje, hotele. Szczególnie nietypowy jest też kościół na łodzi.

 

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/03/DSC04123.jpg” height=”450″ /]

Zaczynamy rejs

Słońce zaszło już dawno temu, a teraz nawet niebo zaczęło się robić w pełni czarne. Dzięki wszędobylskim latarniom wciąż jednak wszystko było widoczne, a do tego wspaniale doświetlone. Dostałam zaproszenie na łódkę, a wraz z nim kubeczek grzanego wina – na rozgrzanie.

Aby lepiej poczuć całą wycieczkę i mieć lepsze widoki, zdecydowałam się siedzieć na zewnątrz, z lekkim tylko zadaszeniem. Na szczęście na całej łódce porozsiewane były ciepłe koce, którymi można się było swobodnie przykryć. Coraz więcej ludzi ładowało się na łódkę. Jedni radośnie wbiegali i zajmowali miejsce, inni zdawali się być zażenowani, a swoje wino wylewali do rzeki z niesmakiem. Czy im się to podobało, czy nie – łódka odpłynęła zostawiając za sobą tylko niewielki ślad na wodzie.

 

Niemieckie opowieści

Wspominałam już, że mówiony niemiecki nie stoi u mnie na wysokim poziomie? Ze słuchaniem idzie mi już trochę lepiej. Na szczęście! Kiedy więc nie skupiałam się na oglądaniu tego, co za nami, przed nami lub obok – starałam się słuchać opowieści przewodnika. Opowiadał nam o porcie – o jego długości, wieku itd. Wspominał o mijanej przez nas dzielnicy bogatych, czy o fantastycznej filharmonii w Hamburgu wybudowanej przy brzegu Łaby – do tej pory widziałam ją tylko w miniaturze… Poświęciliśmy dłuższą chwilę na ogarnianie ogromnych kontenerów, określanych przez przewodnika mianem kolosów.

Prawdopodobnie niemiecki przewodnik miał też nie byle jakie poczucie humoru, nie miałam jednak dość many, by zrozumieć jego żarty. Ale potwierdzam – inni uczestnicy wycieczki się śmiali 😉

 

Cumujemy

Po ponad godzinnym rejsie cumujemy ponownie w porcie. Pan Drwal wraz z przewodnikiem i innymi pomocnikami dość szybko zajęli się łódką. Ponieważ w Polsce dawanie napiwków nie jest jeszcze tak wymagane, jak w USA (z drugiej strony – w Japonii uznane byłoby za nietakt) postanowiłam dopytać siedzącą obok parę o ich zdanie w tej kwestii. Powiedzieli, że z reguły płaci się napiwek, chociaż nie ma na to presji, sami jednak nie dali 😉

Zmarznięta i trochę przemoczona, podziękowałam organizatorom i udałam się do ciepłego hotelu. Jutro przecież kolejny dzień w pracy…

 


Łodzią przez Hamburg – zdjęcia!

Widok na port

Widok na port

Widok na port

Widok na port

Widok na port

Widok na port

Taką łódką płynęliśmy

Taką łódką płynęliśmy

Widok na port

Widok na port

Łodzią przez Hamburg!

Łodzią przez Hamburg!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg: Wyruszamy!

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Kulturalna część portu w Hamburgu

Kulturalna część portu w Hamburgu

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg

Łodzią przez Hamburg


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Polka w podróży
Polka w podróży

Hamburg zrobił na mnie kiedyś bardzo pozytywne wrażenie. Niemcy nie są traktowane w Polsce jako kraj turystyczny, może oprócz Berlina, który jest marką samą w sobie. To się powinno zmienić.

X