Parada różności w Muzeum Sztuki Erotycznej

Burdelmama z St. Pauli

przez Cieplik
2 komentarze

Ostatni wieczór w Hamburgu – egzamin zaliczony przez telefon (tak to bywa, gdy wyjeżdża się w trakcie sesji), a bagaż spakowany. Jutro odwrót. Najlepiej byłoby teraz pójść spać, ale przecież wciąż jeszcze nie byłam w Muzeum Sztuki Erotycznej na St. Pauli i nie mam stamtąd pocztówki*!

Wieczór na St. Pauli

Wszyscy moi hamburscy znajomi przestrzegali mnie przed samotnym szwędaniem się po tej okolicy. Zwłaszcza wieczorem i w nocy. Ta część miasta od lat słynie z rozpusty, zakrapianych imprez, kasyn… W czasie tegorocznego sylwestra to tam doszło do szarpaniny między uchodźcami a kobietami. A przynajmniej taką wersję wydarzeń słyszałam.

Po opuszczeniu autobusu nie było już opcji, żeby się cofnąć. Dobrze, że szef wyposażył mnie przed wyjazdem w gaz pieprzowy. Myślałam sobie o tym, jednak ani razu nie wyjęłam go nawet z foliowego opakowania. Szeroki deptak w zasadzie był pusty – dużo więcej ludzi przechadzało się tędy za dnia. Teraz większość zniknęła w kasynach, zachłyśnięta żądzą wygranej. Zupełnie nie wiem, skąd te opowieści o niebezpieczeństwie czającym się tuż za rogiem…

…chyba, że boimy się o facetów.

Najczęściej zaczepiani na ulicy byli mężczyźni. Dziewczyny stojące przy rozmieszczonych przy mniejszych uliczkach burdelach ciężko pracowały, by znaleźć klientów. Nachalność, to zbyt małe słowo, by opisać jak się do nich zbliżały. Łapały za ręce, kurtki, krzyczały, szły za nimi… Pewną ciekawostką było dla mnie to, że żaden z przechadzających się mężczyzn z zaproszenia nie skorzystał. W tamtym momencie interes musiał iść słabo, ciekawe czy za kilka godzin kasynowi zwycięzcy przyjdą wydać wygraną i zabawią się w burdelach?

Muzeum Sztuki Erotycznej

Już raz tutaj byłam – na stronie internetowej napisano, że Muzeum czynne jest od 12:00. Kiedy jednak przyszłam tu wcześniej – pocałowałam jedynie klamkę. Na drzwiach widniała mała karteczka z informacją, że dopiero od 18:00.

Po wejściu do środka moja mina zrzedła. W środku od podłogi do sufitu poprzyklejane były liczne plakaty a na środku stał bar. Goście (a było ich troje!) spojrzeli na mnie dziwnie, a kiedy zapytałam, czy aby na pewno dobrze trafiłam – niemalże wyśmiali mnie wzrokiem. Tak, to było Muzeum Sztuki Erotycznej. Niegdyś zajmowało 6 kondygnacji i kryło w sobie wszelakie dzieła, w tym nawet samego Picassa! Dziś, kiedy Muzeum przeniesiono, są to jedynie dwa niewielkie pomieszczenia. Nikt już nie eksponuje Picassa, za to na ścianach i suficie znaleźć można przeróżne rzeczy.

Bilet 5 EUR, w cenie drink z karty. Tyle usłyszałam od barmanki, później już nic nie mówiła bezpośrednio do mnie, bo sama nie zna angielskiego. Czułam się obco w tym miejscu, a na hasło ‘drink’ zażyczyłam sobie szklankę coli – tak było jakoś bezpieczniej. Obrzucona dzikim spojrzeniem wszystkich (jak to? bez alkoholu?) wzięłam szklankę i udałam się do drugiego pomieszczenia.

Życiorys sześciesięciopięciolatki

Wróciłam do nich po 10 minutach. Tyle zajęło mi wyluzowanie. Postanowiłam do nich zagadać i dowiedzieć się czegoś o tym miejscu, musiałam jednak oswoić się z tą myślą chwilę… W końcu jestem nieśmiała, nie?

Goście baru byli znacznie starsi ode mnie – jeden mężczyzna i dwie kobiety. On i jedna z nich żywo o czymś rozmawiali. Kłócili się bardziej niż w Polsce zwolennicy PiSu z KODowcami! Siedząca obok mnie babka wyglądała na mocno niezadowoloną z tej debaty. Po chwili już wszystko wiedziałam.

Kłócąca się para rozmawiała o uchodźcach. Oboje mieli o nich złe zdanie i tylko przekrzykiwali się podając kolejne argumenty, dlaczego przygarnięcie uchodźców, to zły pomysł. Chodziło im głównie o bezpieczeństwo obywateli, przypominali chociażby ataki z Sylwestra. Ale nie wszyscy tak uważają.

Babeczka z krzesła obok opowiedziała mi jak ona to widzi. Sporo uchodźców mieszka w jej okolicy, gdzie dzielnie pracują na zdobycie pozytywnej opinii reszty społeczności. Nikomu nie dzieje się krzywda.

Dla niej to w żadnym stopniu nic zdrożnego – uciekać z własnego kraju i szukać pomocy w Unii Europejskiej. Sama spędziła 5 lat w Kenii, a także po kilka lat w wielu innych państwach Afryki. Łącznie nie było jej w Europie ponad 17 lat! W tym czasie miała okazję poznać wielu ludzi, wiele rządów i rozeznać się w sytuacji gospodarczej i politycznej innych państw świata. Kompletnie nie dziwi się, że obywatele państw uznawanych za niebezpieczne, czy będących aktualnie w stanie wojennym, chcą opuścić swój kraj. Każdy z nas zrobiłby to samo, gdyby chodziło o ratowanie życia członków rodziny, czy o poprawienie komfortu życia na takie pozbawione strachu przed atakami.

 

Przy każdym mocniejszym słowie tej żywej dyskusji przewracała tylko oczami.

Burdel…babcia?

Jak się później okazało – kobieta była w takim wieku, że spokojnie mogłaby zostać moją babcią. Choć trzeba jej przyznać – wcale nie wyglądała staro.

W dalszej części swojej opowieści wspomniała o córce mieszkającej w okolicy St. Pauli. Ponoć dużo bardziej niebezpieczni od uchodźców są liczni dealerzy narkotyków, którzy handlują towarem na St. Pauli. I według niej to znacznie większy problem, z którym teraz Niemcy powinni wojować.

Mieszkanie córki niedaleko St. Pauli pozwoliło jej również zbliżyć się do całej tej okolicy – lepiej ją poznać. Poznała również niektóre z kobiet pracujących na ulicy. Większość z nich to słowianki – Ukrainki, Rosjanki. Ich angielski nie jest szczególnie rozwinięty (nie wspominając o niemieckim!), ale przecież nie dostają pieniędzy za rozmowę. Babcia opowiadała o nich z żalem.

Dowiedziałam się również, że jakieś 3 lata temu ta sama babcia miała kochanka. Ów kochanek pracował wtedy jako barman w jednym z burdelów. Ponoć często opowiadał jej na czym polegała jego praca, nic jednak nie powstrzyma ciekawskiej kobiety!

Gdy mężczyzna odszedł z pracy (zostawiając wakat na barze) zgłosiła się na jego miejsce! I choć nie spełniała podstawowych wymogów pracodawcy dotyczących wieku (wszak 30 lat miała nie tak dawno!), to udało się jej dostać tę robotę.

Na czym polega praca za burdelowym barem?

Do jej obowiązków należało przygotowywanie drinków. Jak każdy barman miała ich listę i musiała nimi co jakiś czas poić klientów. Niby nic zdrożnego?

Ponadto wpuszczała klientów do budynku i prowadziła prezentację. Całość polegała na zawołaniu wszystkich wolnych kobiet, które następnie prezentowały swoje wdzięki przed klientem. Ten wybierał tę jedyną, płacił i oboje znikali w pokoju. Reszta dziewcząt ponownie gdzieś się chowała.

Do obowiązków tejże barmanki należało również pobieranie odpowiedniej kwoty od klientów – wliczano nie tylko koszt samej usługi seksualnej, ale także wynajem pokoju. Dodatkowo instruowała również tych klientów o tym, co wolno, a czego nie. Gdyby coś w czasie spotkania z klientem poszło nie tak – odpowiadała również za pomoc i wyrzucenie delikwenta.

Po pół godzinie zabawy klienci opuszczali burdel, nieszczególnie przejęci sytuacją (mimo że miała miejsce ledwie minutę temu!). Poprawiali koszule i wychodzili zamykając za sobą drzwi, bez słowa pożegnania. I tak przez całą noc. Po tej jednej nocy babcia-barmanka już więcej do tego miejsca nie wróciła.

Ile kosztuje pół godziny przyjemności?

Przyjemność można definiować na różne sposoby – przyjemne może być jedzenie czekolady, czytanie książki, czy podróżowanie. Ale nie oszukujmy się – wszyscy wiedzą, że teraz chodzi o seks. Zatem – ile kosztuje pół godzinne spotkanie z prostytutką na St. Pauli?

Według relacji babci – około 38 EUR. W tę cenę już wliczone jest spotkanie z kobietą, jak również pół godzinne użyczenie pokoju w burdelu. Wszelkie udziwnienia były dodatkowo płatne.

Pewnie zastanawiacie się teraz, jak dużo zarabia taka niemiecka prostytutka i czy ten biznes się opłaca?

Od pewnego czasu Niemiecki rząd pobiera podatki również od prostytutek. Każda z nich pracuje na własny rachunek, chodzi do lekarza i wykonuje obowiązkowe badania (to taki odpowiednik naszych wizyt u lekarza medycyny pracy 😉 ). Prowadzenie niezarejestrowanej działalności tego typu jest nielegalne. Decyzja argumentowana jest chęcią dbania o zdrowie i bezpieczeństwo dziewcząt. Tak naprawdę chodzi jednak o dodatkowe wpływy do budżetu, których nie jest wcale tak mało! Po odliczeniu podatków i wszelkich opłat związanych z prowadzoną działalnością – kobiecie zostaje około 20 EUR na rękę. Babcia jednak twierdzi, że to stanowczo za mało jak na warunki pracy tych kobiet!

Prostytucja na St. Pauli

Dzielnica St. Pauli znana jest pod hasłem Hamburskiej czerwonej dzielnicy, czy też dzielnicy czerwonych świateł.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że nierządnice i alfonsi obecni byli na tych terenach już od średniowiecza – a ich działalność jest skrzętnie udokumentowana. Wiele z tych informacji można znaleźć w St. Pauli Museum. Dowiemy się, jak z nierządem próbowano walczyć, kto burdele odwiedzał i jakie fetysze przewijały się przez okolicę.

To Muzeum również kosztuje 5 EUR, ale wizyta zarówno w jednym jak i w drugim to zdecydowanie konieczność – inaczej nie da się poznać tego miejsca w pełni.

Parada różności w Muzeum Sztuki Erotycznej

Parada różności w Muzeum Sztuki Erotycznej

Przykład sztuki erotycznej.

Przykład sztuki erotycznej.

Oni tu się rozkręcali.. serio!

Oni tu się rozkręcali.. serio!

Takie oto dzieła można tam znaleźć...

Takie oto dzieła można tam znaleźć…

Na St. Pauli nie szczędzą na eksponatach...

Na St. Pauli nie szczędzą na eksponatach…


Wracając do domu nie stresowałam się już wcale, w zasadzie miałam świetny humor, bo nigdy jeszcze nie spotkałam tak dziarskiej sześciesięciopięciolatki!

W okolicy i tak nie było już nikogo. Tylko nieliczni tłoczyli się na przystanku autobusowym. Autobus jednak nie przyjechał… trzeba było wracać metrem.

 


*zgodnie z niepisaną tradycją wraz z koleżanką wysyłamy sobie pocztówki z przeróżnych muzeów erotycznych.

 

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Travelling Milady
Travelling Milady

Za takie sytuacje kocham podróże. Jakie jest prawdopodobieństwo, że spotkałabyś kogoś podobnego nie ruszając się z własnego podwórka?:) Pozdrawiam

Mogą Cię zainteresować...

Ta witryna używa ciasteczek. Pozostając na stronie zgadzasz się na ich użycie. OK! Polityka prywatności

Cieplik podróżuje

Po Bostonie

Przewodnik po Bostonie autorstwa Agaty Cieplik