Jeśli zastanawiasz się teraz, czy w Bostonie produkuje się herbatę… to muszę Cię zmartwić. W Bostonie piją herbatę z Chin. A bostońska herbatka (znana też jako Boston Tea Party), to nazwa jednego z ważniejszych wydarzeń w historii Ameryki i niepodległości Stanów Zjednoczonych. W skutek wydarzeń z nocy 16. grudnia 1773 roku wybuchła rewolucja amerykańska.

Muzeum bostońskiej herbatki

Nie cierpię muzeów, które reklamują się słowami “interaktywne”, “nowoczesne”, “jedyne w swoim rodzaju”. Z reguły wszystkie wyglądają tak samo – na ścianie obok eksponatów przyczepiony jest nowoczesny tablet, którego głównym zadaniem jest wyświetlanie tekstu. Byłam więc sceptycznie nastawiona do tego muzeum. Parę razy po drodze zastanawiałam się nawet, czy nie zawrócić i nie zrobić czegoś innego.

Rany! To byłaby największa głupota!

Muzeum bostońskiej herbatki jest interaktywne. I jest nowoczesne. I jest jedyne w swoim rodzaju. To wszystko prawda. I z całego serca polecam wizytę w tym miejscu.

O tym jak zostałam Francis

Francis Akeley urodził się w Bostonie, około 1731. Uczestniczył w Boston Tea Party i jako jedyny został skazany. Z zawodu zajmował się naprawą drewnianych kół. Współcześnie powiedzielibyśmy o nim freelancer, wolny strzelec, samozatrudniony. W czasie wojny o niepodległość walczył w armi amerykańskiej. Zmarł z powodu ran bitewnych, w 1775.

Skąd wiem, kim był Francis? Bo to ja nim byłam.

Co pół godziny w muzeum rozpoczyna się zwiedzanie z przewodnikiem. Zjawiam się 10 minut przed czasem, czekam więc w środku. Z ciekawości zaglądam w różne zakamarki stylizowanego, drewnianego pomieszczenia. W oczy rzuca mi się plik kart.
-Proszę usiąść. – łagodnym głosem zwraca się do mnie młody mężczyzna. Ubrany w strój z epoki uśmiecha się i podchodzi po kolei do wszystkich osób zebranych w pomieszczeniu. Pyta się skąd jesteśmy i rozdaje karty postaci. Niektórzy decydują się przyjąć rolę mówioną, choć nikt z nas jeszcze nie wie, co to dokładnie znaczy. Ja zostaję Francis.

No to wyrzuciliśmy herbatę.

Z podestu przemawia do nas kolejny mężczyzna. Gestykuluje, krzyczy. A my krzyczymy razem z nim!
Nie chcemy wzrostu podatków! Nie chcemy, żeby Wielka Brytania narzucała nam dodatkowe opłaty! HUZZAH! – krzyczymy wszyscy, wymachując rękami w zaprezentowany nam wcześniej sposób. Jednogłośnie uznajemy, że tę herbatę ze statku w porcie, to trzeba po prostu zniszczyć.

Tłumnie zjawiamy się na statku, gdzie czeka na nas kolejny mężczyzna. Troszczy się o nas, prosi, żebyśmy spisek trzymali w sekrecie – to jedyna gwarancja, że całość się powiedzie, a nikt z nas nie zostanie skazany.
-Zgoda?
-HUZZAH! – odkrzyknęliśmy.

Wyrzucamy skrzynki z herbatą za burtę XVIII wiecznego statku. Każdy z nas ma ręce pełne roboty. Skrzynie w 1773 roku miały 3 rozmiary, z czego największa ważyła 400 funtów. Nam trafiły się (na szczęście!) same połówki i ćwiartki (100 funtów). Schodzimy pod pokład, by zobaczyć, jak wyglądały skrzynie, jak wyglądał statek, gdzie schowała się załoga i kapitan.

Kłótnia Adamsa i króla Jerzego III

Czas w muzeum szybko leci. Dopiero co wyrzuciliśmy herbatę (grudzień 1773), a tu już minęło 6 tygodni! Król Jerzy III dowiaduje się o herbacie – statek dopływa do Wielkiej Brytanii bez załadunku. Król wysyła list do Samuela Adamsa – polityka i lidera opozycji. Ich wymianę zdań słyszę zupełnie tak, jakbym tam była. Patrząc na postaci z ruchomych obrazów. Po chwili obrazy zastygają w bezruchu – ponownie prezentując obu mężczyzn w sposób spokojny i dostojny.

Oglądam też skrzynkę – kilka dni po bostońskiej herbatce jedna skrzynia wypłynęła na plaży. Postanowiono ją ukryć i przez lata przekazywano z pokolenia na pokolenie, jako symbol walki o wolność i niezależność. Dzisiaj można obejrzeć ją w muzeum oraz posłuchać historii przekazywania skrzyni kolejnym członkom rodziny.

Pora na degustację, czyli jak smakuje bostońska herbatka?

Od herbatki minęło już 16 miesięcy. Na terenie Massechusets zjawiają się żołnierze armii brytyjskiej. Amerykanie wydają się nie mieć żadnej przewagi. Pierwsza bitwa wygląda strasznie. Czy to koniec? Jak pokazała historia – nie. Ale na filmie o początkach rewolucji amerykańskiej kończy się godzinne zwiedzanie muzeum. Teraz możemy iść i spróbować wreszcie tej herbaty.

Na piętrze mieści się niewielka kawiarnia. Można w niej spróbować wszystkich pięciu smaków herbaty. Tych samych, które w 1773 miały przepłynąć z Ameryki do Wielkiej Brytanii. Nie martw się, herbata, którą tu serwują, jest świeża. Nikt nie próbował wyłowić jej z oceanu 😉

Ciastko i gorąca herbata – tego było mi trzeba w ten deszczowy i chłodny dzień. Zupełnie inaczej smakuje, kiedy pomyśli się, że ten sam napar pili mieszkańcy Bostonu 250 lat temu.

Informacje praktyczne

Cena

– Bilet dla dorosłych – 28 USD
– Studenci/seniorzy – 25 USD
– Dzieci – 18 USD

Zaoszczędzisz kilka dolarów kupując bilety przez internet.

 

Godziny otwarcia

Muzeum czynne jest od 10:00 do 18:00 (ostatnia wycieczka zaczyna się o 17:00). Poza sezonem – godzinę krócej.

 

Dojazd

Muzeum znajduje się niedaleko South Station (RED LINE).
Kolejny najbliższy przystanek metra – Downtown Crossing. Można tam dojechać linią ORANGE i RED.
Spacer z obu tych miejsc powinien zająć około 10 minut.

Pamiętaj, że początek zwiedzania odbywa się częściowo na zewnątrz – dlatego warto uwzględnić pogodę planując swoją wycieczkę.

 

Strona internetowa

Muzeum Bostońskiej Herbatki

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Dodaj komentarz