“Odpowiedzialne podróżowanie” to temat, który powraca ostatnio jak bumerang. Liczy się nie tylko to, dokąd dotrzemy i co zobaczymy,  ale też efekt naszej wizyty i co zostawimy po sobie. Sporo tego typu rozważań wiąże się z turystycznymi atrakcjami, w których główna rola przypadła zwierzętom: jazda na słoniu, tresowanie fok, czy też selfie z naćpanym lwem. Dlatego też zanim zdecydowałam się odwiedzić ZOO Kontakt w słowackich Tatrach, sprawdziłam opinie i informacje dotyczące tego miejsca.

Oswajanie dzikich zwierząt

Słowa “dzikie zwierzę” znaczą tylko tyle i aż tyle – dany osobnik jest dziki, nieprzewidywalny, nie jest dla niego naturalne siedzenie w klatce ani tym bardziej spędzanie czasu z człowiekiem. Małe zwierzaki, choć pozornie niegroźne, również nie powinny być wykorzystywane dla naszej frajdy.

Jednym z miejsc, o których całkiem niedawno było dosyć głośno, jest Świątynia Tygrysów. Prowadzący ją mnisi od ponad 20 lat opiekują się i żyją w zgodzie z tygrysami. Wszystko zaczęło się od opieki nad kilkoma małymi tygrysiątkami. Dość szybko jednak okazało się, że tygrysy, to całkiem dochodowy biznes.

Setki turystów, którzy zjawiają się w świątyni, by osobiście minąć się z tygrysem i zrobić mu zdjęcie z bliska, nie zdają sobie sprawy z tego, jakie kontrowersje rodzą się wokół tego miejsca. Mnisi oskarżeni są o zabijanie zwierząt i sprzedawanie ich skór. Tygrysy, z którymi można się fotografować, często są nafaszerowane środkami nasennymi, dzięki czemu potulnie ustawiają się obok pozujących.

 

Czy tak powinno być?

Przy tej okazji polecam felieton z portalu post-turysta, gdzie temat ten jest mocno rozbudowany.

 


ZOO Kontakt i szybki research

Liptovski Mikulas był pierwszym zagranicznym miastem, w którym zatrzymaliśmy się w czasie naszej podróży motocyklowej. Pogoda wymusiła na nas przedłużenie postoju o jeden dzień, a tym samym zyskaliśmy sporo czasu, by – poza świetnymi widokami i górskimi trasami – podziwiać coś jeszcze.

Miejscem, które jako pierwsze zwróciło naszą uwagę, było ZOO. Ale takie nietypowe. Według informacji podanej na stronie – w ZOO można zbliżać się do zwierząt, a nawet – dotykać, głaskać, czy karmić!

Choć wizja głaskania zwierząt brzmi kusząco, postanowiłam poszukać więcej informacji i opinii o tym miejscu. Głaskanie zwierząt przez tłumy ludzi, każdego dnia, choć dla nas jest przyjemne, dla zwierzaków może być bardzo stresującym wydarzeniem. Nie każde zwierzę nadaje się też do tego typu kontaktu z człowiekiem – niektóre w swoim naturalnym środowisku prędzej by nas zaatakowały niż dały się głaskać po grzbiecie…

ZOO Kontakt miało być jednak inne. Zwierzęta miały być młode, często schorowane lub też od urodzenia mieszkające w ZOO. Miały być zależne od człowieka, gdyż ich schorzenia nie pozwoliłyby im funkcjonować w środowisku naturalnym samodzielnie. Miały być przyzwyczajone.

Najważniejszą dla mnie kwestią, jednak, było to, że na każdym wybiegu miał być opiekun, który zajmuje się danym zwierzęciem i pilnuje, by było ono w dobrym stanie. To rolą opiekuna miało być podejmowanie decyzji o tym, czy i kiedy można się do zwierzęcia zbliżyć, czy jego nastrój w ogóle na to pozwala. Opiekun miał również kontrolować to, w jaki sposób zachowują się odwiedzający i przypominać, że to my jesteśmy gośćmi. Nie odwrotnie.

 

Bilety nie są drogie, a moje myśli nieco się uspokoiły po przeczytaniu opinii i opisu dotyczącego ZOO. Poszliśmy. Przy wejściu kupiliśmy również paszę dla zwierząt, bo niektóre z nich można było karmić.

Radośnie przywitały nas kozy, które ochoczo podbiegły pod płot swojego ogrodzenia i wychylały głowy w stronę marchewki, którą je częstowałam. Małe kózki nie miały dość dużo siły by przebić się w kolejce po jedzenie i ustępowały starszym. Radość jednak była niesamowita!

Niedaleko znajdowała się klatka lwów. Lew i lwica wylegiwali się na wielkich posłaniach wśród trawy. Dzieliło ich od nas kilka siatek, jednak i tak dało się poczuć ich bliskość. Majestatycznie ziewały i patrzyły na górskie wzniesienia.

Tuż obok lwów… osobny wybieg dla małego lwiątka. Leżało nieruchome na ziemi i tylko lekko oddychało. Do głowy wpadła mi myśl, że zwierzę zostało nafaszerowane lekami i że cały ten biznes i te opinie były naciągane. Pożałowałam, że się tam znalazłam. Jak się później okazało – niepotrzebnie. Odwiedziliśmy ZOO Kontakt w porze drzemki, kilkukrotnie później obserwowaliśmy jak małe zwierzaki bawią się w najlepsze, by momentalnie uznać, że to dobry moment by zasnąć.

Opiekunowie zwierząt wydawali się być bardzo zaangażowani w swoją pracę. Nie praktykowali tzw. “kółka wzajemnej adoracji” bawiąc się ze sobą. Każdy z nich (a czasem nawet więcej niż jedna osoba na raz) pilnował jednego wybiegu. Zapraszali do środka i opowiadali o zwierzakach. I tak dowiedzieliśmy się, że żyjące tam pelikany mają od 4 do 8 miesięcy i że uwielbiają się wspólnie bawić. Jeden z nich nawet próbował złapać moją rękę, co było dość przerażającym, choć jednocześnie ciekawym, doświadczeniem. Opiekunka opowiadała, że tak robią, ale zapewniała, że nie jest to groźne i nie boli.

Niedźwiadek Kuba to sierota. Został znaleziony samotny, porzucony w lesie. Jego historia jest podobna do naszej polskiej niedźwiedzicy Cisnej, która obecnie mieszka w ZOO w Poznaniu. I tak jak ona, Kuba ma psiego towarzysza codziennych zabaw. A raczej psią towarzyszkę, gdyż dzieli swój wybieg z suczką bernardynką.

Niedźwiadek jest rozkoszny! Łapał swoich opiekunów za ręce, ssał im palce, bawił się i rozrabiał na wybiegu! Kiedy jednak pozwolono nam go odwiedzić, uznał, że najlepiej będzie się położyć. I dość szybko zasnął. W ciszy mogliśmy obserwować śpiącego misia, a nawet delikatnie pogładzić go po brzuchu.

Opiekunowie mocno podkreślali, by nie próbować zwierząt dotykać po głowie, albo karmić ich jedzeniem innym niż to, które dostarcza placówka. Nie każdego zwierzaka można karmić – takie pozwolenie głównie dotyczyło kóz i owiec.

Tygrys syberyjski również majestatycznie zbierał się do swojej popołudniowej drzemki, kiedy próbowaliśmy się do niego zbliżyć. Trójka małych kociaków baraszkowała na swoim wybiegu, jednak szybko postanowiły zmienić swoje zachowanie o 180 stopni i ułożyć się na wygodnym łożu jak najbliżej siebie.

Lamy i strusie mieszkają razem. Choć to zupełnie dwa różne gatunki, to łączy ich spojrzenie. Zarówno pozujące do zdjęć lamy, jak i strusie wpatrywały się w nas ze swojego wybiegu i świdrowały wzrokiem, jakby były ciekawe nas.

Największą frajdę sprawiły nam owce, które licznie wyszły nam na przeciw. Ich beczenie przyprawiło nas o uśmiech na twarzy i szybko zaczęliśmy im odpowiadać. Zwierzętom chyba się to spodobało i przez moment prowadziliśmy nawet beczącą dyskusję. Nigdy nie zapomnę wcinki najdrobniejszej owieczki, której wysoki głos wyróżniał się w tłumie beczących basów!

I jakie jest to ZOO Kontakt?

Przed przyjściem do tego miejsca miałam obawy, czy na pewno dobrze robię. Chciałam jednak osobiście sprawdzić to miejsce i ocenić (okiem laika, ale jednak),  czy jest to miejsce bezpieczne i przyjazne zwierzętom.

Wyrok nie jest jednak jednoznaczny. Choć moim zdaniem nie można nic zarzucić opiekunom, którzy swoją pracę wykonują z pasją i zaangażowaniem, to jednak lokalizacja miejsca pozostawia wiele wątpliwości.

ZOO znajduje się w odległości kilkunastu metrów od głównej drogi, a po drugiej stronie ulicy znajdziemy Tatralandię – chyba największą tatrzańską atrakcję turystyczną, która wyrasta wśród gór i przyciąga odwiedzających już od wielu lat. W chwili naszej przybycia, na parkingu znajdowało się na pewno ponad 100 samochodów, a być może było ich nawet więcej!

Ciężko więc ocenić, czy miejsce to jest odpowiednie dla zwierząt i taka bliskość drogi i głośnych, popularnych atrakcji nie jest dla nich niepotrzebnym stresem.

Z drugiej strony, wyglądają one na zadbane i zadowolone, a ich zachowanie nie przejawiało oznak zmęczenia, czy choroby. Każde zwierzę, któremu się przyglądaliśmy było zainteresowane otaczającym światem i wyglądało na zadowolone ze swojego życia. Być może, jednak, to zadowolenie wynikało z tego, że większość stałych rezydentów ZOO nigdy nie zaznała prawdziwego, dzikiego życia…

Informacje praktyczne

ZOO Kontakt znajduje się na Słowacji, na zachód od miejscowości Liptovski Mikulas, obok Tatralandii.

Wstęp kosztuje 5 EUR, a pasza – 1 EUR.

Czynne od poniedziałku do piątku, 9:00 – 18:00.

Strona WWW

http://www.zookontakt.sk


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.