Silniki w naszych motocyklach nie zdążyły jeszcze dobrze ostygnąć po naszych ostatnich podbojach, a ja już w tym momencie nie mogę doczekać się następnej wyprawy motocyklowej. Czemu? Głównie dlatego, żeby wybrać się gdzieś ponownie i nie popełnić błędów, które zdarzyły się nam przy planowaniu tej ostatniej. Tym samym, żeby uczynić nową wyprawę nieco lepiej zorganizowaną, nie podróżować na czas 🙂

Z czym do ludzi?

Zazwyczaj staramy się z Wami dzielić radami na temat tego, jak zaplanować wyjazd, by uniknąć wszelkiego rodzaju wtop. Już całkiem nieźle ogarnęliśmy zarówno te krótsze jak i dłuższe wypady do bliższej części Europy. Szukanie super tanich lotów, tanich (ale nie takich fatalnych!) hoteli, planowanie tras i szukanie miejsc wartych zobaczenia – w tym jesteśmy całkiem nieźli! Jednak pierwszy raz wybieraliśmy się na wyprawę motocyklową. Niestety nie udało się uniknąć pewnego błędu, którym był…. kompletnie błędny szacunek czasu, który potrzebujemy na zrealizowanie naszego planu. Przez sporą część naszego wypadu żyliśmy w jego znaczącym niedostatku. Stąd kilka moich przemyśleń na ten temat.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/09/IMG_1721.jpg” height=”600″ text=”” /]

Motocyklem przez Europę? Synu, a czemu nie samochodem?

To pytanie właśnie zadała mi przed wyjazdem mama. I może miała rację – że tak byłoby wygodniej, że to mniej uciążliwe i że jest bezpieczniej. Ale właśnie o to chodziło – zapakować się na motocykl i pojechać w siną dal! Tego chcieliśmy. Mieliśmy też ochotę zobaczyć możliwe jak najwięcej. Wchłonąć wszystko, co nieznane. Swój urlop w pracy zaklepałem miesiące wcześniej, aby nikt nawet nie próbował mi odebrać możliwości zrealizowania marzeń. Proza życia okazała się jednak silniejsza od rozpalonego serca.

 

Drobne problemy z moim zdrowiem i konieczność dopięcia kilku spraw na studiach Agaty każdego dnia skutecznie uświadamiały nam, że początkowe 16 dni, które miały być do naszej dyspozycji nigdy się nie wydarzą. W międzyczasie Wojtek, który miał jechać razem z nami zrezygnował i musieliśmy ogarnąć przed wyjazdem nieco więcej rzeczy niż początkowo przewidywaliśmy. Długość naszej wyprawy skurczyła się najpierw do 14 dni, potem do 12, żeby ostatecznie stanąć na 9.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/09/IMG_1878.jpg” height=”600″ text=”” /]

Plan idealny

Założenia były proste: wybrać miejsca warte zobaczenia, możliwe najciekawszą (z motocyklowego punktu widzenia) trasę między nimi i podzielić ją na etapy (dni). Co mogło pójść nie tak?

 

Wydawało mi się, że dodawanie dodatkowej godziny, czy dwóch do czasu przejazdu, który pokazywały mapy Google dobrze nas zabezpieczą przed wszelkimi nieprzewidzianymi spowolnieniami. Nic bardziej mylnego. Podróżowanie motocyklem jest… wolne!

 

Motocykl trzeba ubrać. Zacznijmy od założenia sakw – potrzebne są do tego dwie osoby i niekrótka chwila czasu. Trzeba to zrobić porządnie – w końcu nie chcemy ich po drodze zgubić. Następnie – mocowanie kolejnego kufra na zbiorniku. Tutaj po kilku razach można nabrać wprawy, jednak ciągle zajmuje to małą chwilkę. Potem wystarczy ubrać się w strój motocyklowy – buty, ochraniacze na nogi, kurtka, kask, rękawice i… można ruszać w drogę. Dobre pół godziny po tym, jak zaczęliśmy się zbierać 😛

 

O jaki piękny widok! Pomyśleli i zatrzymali się. Być 1000km od domu, mieć ze sobą lustrzankę i nie zrobić zdjęcia, czemuś co naprawdę na to zasługuje? Grzech. Więc zatrzymujemy się. 32 stopnie Celsjusza, z nieba leje się żar. Więc od razu trzeba się rozebrać, żeby nie zapocić ubrań. Do miejsca, w którym można zrobić ładne zdjęcie trzeba kawałek przejść, a jakoś nieswojo zostawić wszystko zostawić na motocyklach – w tym elektronikę i dokumenty. Dlatego niezbędne rzeczy bierzemy ze sobą. Ja demontuję tankbag, Agata zakłada blokadę na koło. Idziemy robić zdjęcia. Trwa to kilkanaście minut. Po powrocie znowu musimy uzbroić do podróży siebie i motocykle. Nasz ‚krótki postój na fotki’ trwał właśnie godzinę. Tego plan nie zakładał.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/09/IMG_1959.jpg” height=”600″ text=”” /]

Pierwsze refleksje i korekta założeń

Dosyć szybko zaczęliśmy dostrzegać to, że doba jest dla nas za krótka. Po przejechaniu planowanego dystansu czasu zostawało nam naprawdę niewiele. A po kilku godzinach na motocyklach chcielibyśmy wziąć zimny prysznic, zrzucić nasze rzeczy w hotelu (by dalej zwiedzać ‚na pusto’), zjeść jakiś obiad i po prostu, po ludzku… chwilę odpocząć. Jednak zrobiwszy to wszystko powodujemy, że wskazówki zegara przesuwają się niemiłosierne o 2 godziny. Wszystkie atrakcje, które chcieliśmy zobaczyć zaraz się zamkną. Szkoda. Przejechać tyle kilometrów i nie zobaczyć niczego poza drogą do danego miejsca? Absolutnie bez sensu. Nawet za specjalnie podróżowaniem tego nazwać nie można.

 

Dlatego postanawiamy zrezygnować z części naszego planu. Odpuścić sobie rzeczy, które nie są niezbędne. Ominąć duże miasta. W każdym miejscu zostać najdłużej jak to możliwe. Poznać się z nim, oswoić. Zobaczyć, co ma do zaoferowania. To koszt tego, żeby z pełną świadomością, uniesioną głową i bez nutki fałszu powiedzieć – byliśmy tam. Widzieliśmy. Zwiedziliśmy.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/09/IMG_1716.jpg” height=”600″ text=”” /]

Czemu nie warto podróżować na czas

Zdarzyło mi się mieć w rękach i czytać niejedną książkę podróżniczą. Jestem zadziwiony pewną bezrefleksyjnością niektórych autorów. Zazwyczaj stawiają oni przed sobą bardzo ambitne cele – przejechać samochodem przez Afrykę, albo trzy Ameryki. Oczywiście są ograniczeni czasem i budżetem. Nie mogą zostać w żadnym miejscu zbyt długo. Podróżnicy ci zmuszeni są całkowicie świadomie odpuścić sobie kupę ciekawych miejsc po drodze. Dlatego, że zaliczyli poślizg przy otrzymywaniu wiz. Dlatego, że poprzedniego dnia złapała ich pogoda i pokonali mniejszy dystans. Teraz muszą pędzić przed siebie, by nadrobić stracony czas.

 

Oczywiście jak najbardziej rozumiem, co kieruje tego typu decyzjami. Zobowiązania wobec sponsorów, redakcji i ekonomiczne oddziaływanie na budżet przeciągającej się wyprawy. Jednak bądźmy szczerzy. Wybrać się na inny kontynent i nie zobaczyć czegoś naprawdę fajnego, ciekawego i zapierającego dech w piersiach tylko i wyłącznie dlatego, że jesteśmy w pośpiechu? To jak w żarcie o budowlańcach, którzy biegają po budowie z pustymi taczkami. Czemu? Panie, taki zapie*dol, że nie ma czasu załadować!

 

Istotą podróży jest poznawanie nowych miejsc. Obcowanie z nimi. Pokonanie drogi nie jest celem podróży. Celem jest to, co na końcu tej drogi się znajduje.

[parallax_image img=”http://cieplikpodrozuje.pl/wp-content/uploads/2016/09/IMG_1736.jpg” height=”600″ text=”” /]

Planuj z głową

Dlatego ucząc się na własnych błędach radzę podchodzić do swoich wypraw… z głową. Wydaje  mi się, że bardziej skorzystamy na wakacjach, jeżeli plan naszej wyprawy będzie luźny. Na każdą zaplanowaną rzecz będziemy mieć więcej czasu, kiedy zaliczymy jakąś obsuwę, nie zakończy się to tragedią, a jeżeli w międzyczasie wpadnie nam do głowy kolejny szalony pomysł… będzie go gdzie upchnąć 🙂

 

Taka właśnie lekcja płynie z ostatniego wypadu dla nas – przeznaczyć minimum jeden pełny dzień na zwiedzanie każdego miejsca.

 

Najbardziej w podróżowaniu boli mnie to, gdy po wyprawie przeczytam o jakiejś super rzeczy, która była na wyciągnięcie ręki, a ja nie byłem świadomy jej istnienia. Kurczę! Przecież tam byłem! Mogłem! Gdybym tylko wiedział… Oczywiście nigdy nie zobaczymy wszystkiego. Nieraz całe życie możemy mieszkać w jakimś miejscu i jednocześnie nie znać go prawie w ogóle. Jednak podróżnicza ciekawość nie pozwala mi przyjmować tego bez emocji.

 

Może jednak się mylę. Co Wy o tym uważacie? Myślicie podobnie? A może są wśród Was miłośnicy nieco szybszego podróżowania? 🙂

Kategorie: Inne

Krzysiek

Teraz już inżynier, więc trzeba mu ufać. Na co dzień zajmuje się życiem i zarabianiem pieniędzy, by Agata mogła potem za nie radośnie zaplanować kolejną wyprawę ;) Na pewno chciałby zobaczyć Taj Mahal. A co potem? Wciąż nie wiadomo...

5
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Autopogoń
Autopogoń

jakiś czas temu miałam tak samo. dacie wiarę, że w 8 dni można zobaczyć 3 miasta? odległe o jakieś 2000 km od domu? jadąc autostopem? a jednak, dało się – oto moja majówka 2014. było fajnie, było warto, ale teraz wolałabym to zrobić zupełnie inaczej. teraz bardziej cenię sobie przesiedzenie pół dnia w parku, zjedzenie czegoś dobrego i odpoczynek po intensywnym dniu niż odhaczenie kolejnego punktu na mapie.

MamWyjechane.pl
MamWyjechane.pl

Lubię intensywne zwiedzanie, bo nie znoszę nudy na wakacjach, ale już się nauczyłem, że pędzenie przed siebie na łeb na szyję nie jest najlepszym pomysłem. Wolę zrobić sobie jakąś bazę wypadową i przez kilka dni szaleć po okolicy, a kiedy mi się znudzi, jechać w nowe miejsce itd. Robię wtedy może mniej kilometrów, ale to nie znaczy, że zwiedzam mniej. Wręcz przeciwnie.

angrywaldeuszek
angrywaldeuszek

fajny blog!

X