1 stycznia 2018 roku. Wszyscy powoli otrząsają się z kaca – czy to tego prawdziwego, spowodowanego alkoholem, czy tego moralnego, bo w minionym roku zrobili coś, czego teraz żałują. Ewentualnie, po prostu budzą się do życia, bo to nowy dzień. Pierwszy dzień nowego roku. Czas podsumowań? Czas noworocznych postanowień i snucia planów? Albo też dzień jak co dzień? Ja postanowiłam podsumować miniony rok i opowiedzieć Ci o tym, co planuję w 2018.

Co przyniósł mi 2017 rok?

Ciężko o tym nie wspomnieć, ale 2017 to rok, kiedy poczułam po raz pierwszy, że mieszkam w Stanach Zjednoczonych, a moje niewielkie 1-bedroom, to mój nowy dom. Co prawda, do Stanów przeprowadziłam się jeszcze w 2016, ale przez pierwsze miesiące ta informacja jakoś w ogóle do mnie nie docierała. Teraz mogę powiedzieć, że odnalazłam się w Nowym Jorku, czuję, że jest to dobre dla mnie miejsce i cieszę się, że postanowiłam wyjechać.

Jest to również rok, w którego trakcie nawiązałam wspaniałe znajomości – przede wszystkim wśród innych mieszkańców Nowego Jorku i moich współpracowników. W czasie swoich podróży poznałam również wiele ciekawych osób, z którymi nadal utrzymuję kontakt. Poznałam też Ewelinę, autorkę bloga One Way 2 Freedom, i jej chłopaka Marco, z którymi spędziłam wspaniały tydzień w NYC. Gwadelupę, natomiast, pokazała mi Asia, która mieszka tam prawie od roku. Poznałyśmy się przypadkiem, w czasie minitrampek zorganizowanych przez Anitę Demianowicz. To dzięki niej moje doświadczenia z podróży na Gwadelupę są tak niesamowite! Już nie mogę się doczekać, gdy Asia przyjedzie do mnie z rewizytą (sorry, it’s official).

Jeśli chodzi o bloga – to zdecydowałam się ujednolicić jego wygląd, a także zamówić nowe logo, które ma oddawać charakter bloga, a przede wszystkim jednak – mój charakter. Zrealizowałam również niewielki cykl wywiadów z niepełnosprawnymi podróżnikami, a także rozbudowałam zakładkę dotyczącą życia w Stanach Zjednoczonych (wliczając porady o podjęciu pracy). Mogę się też pochwalić udziałem w 4 kursach fotografii i dwóch jednodniowych warsztatach, które pozwoliły mi zgłębić tematykę streetphoto i fotografii krajobrazowej oraz podszkolić się z obróbki. Zwieńczeniem mojej rocznej edukacji fotograficznej był udział w wystawie zbiorowej, na której pokazałam swój projekt o muzykach z nowojorskiego metra.

Skrót moich podróży w 2017

#1 Chicago & Woodstock, IL

Na początku lutego 2017 pojechałam do Chicago, by stamtąd pociągiem dojechać do Woodstock. Jest to niewielkie miasteczko, położone jakieś 60 mil od Chicago, w którym kręcono film Dzień świstaka. Przez ostatnie 25 lat z okazji dnia świstaka organizowane jest tam wielkie wydarzenie, w którego czasie odwiedzający mogą znaleźć się… na planie wielokrotnie nagradzanego filmu. Fajnie, nie?

W Woodstock poznałam również Davida – na oko 40-letniego muzyka-aktora, z którym wspólnie zjedliśmy obiad w barze (tak, w tym samym barze, w którym bohaterowie pili niesmaczne drinki) i przegadaliśmy kilka godzin o podróżach, problemach dzisiejszego świata i polityce. A potem David podrzucił mnie do hostelu w Chicago. Pierwszego hostelu, w którym kiedykolwiek spałam.

#2 Toronto, Kanada

Prawdziwi mieszkańcy Toronto nie wymawiają “T”, gdy mówią nazwę swojego miasta. TORONO. Tak to powinno być. Zwiedzanie miasta z Julianem było naprawdę ciekawym przeżyciem, jednak ja zakochałam się w zimowym widoku na Niagarę (muszę jeszcze nadrobić go w jakimś cieplejszym sezonie, tak żeby mieć porównanie 😉).

#3 Fort Myers, Miami i Key West, FL

Tuż przed wyjazdem na Florydę o mało nie padłam na zawał. Moja karta debetowa została sfałszowana, a po zgłoszeniu do banku zmuszona byłam ją zablokować. Szczęście w nieszczęściu, że na 3 dni przed wyjazdem odebrałam kredytówkę. Gdyby nie to, nie miałabym jak wypłacać pieniędzy na Florydzie i musiałabym odwołać wyjazd. A byłoby czego żałować – mój pierwszy snorkeling, delfiny czy muzeum sztuki erotycznej w Miami…

W hostelu w Miami spotkałam dwie młode Polki, które przyjechały specjalnie na mistrzostwa w tenisie. Znały też moją koleżankę z liceum – wtedy naprawdę dotarło do mnie, jak mały jest świat. Poznałam tam przesympatycznego Kenijczyka, który od paru lat studiuje w Long Island i który opowiedział mi przeróżne historie o swojej rodzinie. Ograłam też tych wszystkich hostelowych cienkich bolków w bilard. I to w pierwszej turze…

#4 Waszyngton, DC

W Waszyngtonie byłam już kilka razy. Każdy wyjazd w tamto miejsce przynosi jednak dużo nowości – jak na razie moimi faworytami stało się muzeum szpiegów i newseum. Widziałam już Waszyngton w praktycznie każdą porę roku i muszę przyznać, że wiosna w DC to jest to!

#5 Boston, MA

Boston jest niemalże kolebką amerykańskiej niepodległości. Spędzenie tam Memorial weekend – czyli długiego weekendu, w którego trakcie wspominani są żołnierze amerykańscy, jeszcze bardziej podkreśliło wagę tego miasta w walce o niepodległość. Z tej okazji co roku w Bostonie prezentowana jest specjalna instalacja z flagami. Jedna flaga symbolizuje jednego żołnierza, który zginął w walce o wolność tego kraju.

W Bostonie widziałam po raz pierwszy wieloryby. I dowiedziałam się też jakim zagrożeniem dla nich mogą być niewielkie łódki i motorówki, które wypływają z zatoki. I całą tę wycieczkę przeżyłam z najgorszym bólem głowy i samopoczuciem. I to po zjedzeniu najlepszego steka w mieście. Jakie to życie może być okrutne, prawda? 😉 Tam też zwiedziłam najfajniejsze interaktywne muzeum, które serdecznie Ci polecam!

#6 Filadelfia, PA

Filadelfia to kolejne po Bostonie miasto, które odegrało dużą rolę w czasie rewolucji amerykańskiej. Dlatego też tamtejsze muzea opowiadają historię Stanów Zjednoczonych na różne sposoby – od marynarki po rewolucję na lądzie!

Sama Filadelfia oferuje też przepiękne widoki, jako że miasto znajduje się przy samej granicy ze stanem New Jersey.

#7 Road trip po zachodnim wybrzeżu USA

3.5 tysiąca mil w 10 dni. I wreszcie znowu mogłam prowadzić samochód! Ponownie odwiedziłam Yosemite, a potem zgrzałam się w Dolinie Śmierci, przespałam noc jak zabita w hałaśliwym i rozświetlonym Vegas, widziałam przepiękny zachód słońca w Wielkim Kanionie i wstałam w środku nocy o 6:00 (to taki żart), by z samego rana zobaczyć kanion Antylopy! Było ciekawie, gorąco, czasem trochę śpiesznie, a na pewno za mało!

Nie mogę też zapomnieć o pasażerach Toyoty Tundry, z którymi przez prawie 3 godziny pokonywałam tę samą trasę moim krwistoczerwonym mustangiem cabrio. W pracy potem śmiali się, że potrafię budować nowe znajomości w przedziwnych sytuacjach. Nawet na drodze. 😉

#8 Pittsburgh, PA

W Pittsburghu wydarzyło się sporo. Był to jeden z bardziej przerażających wyjazdów, kiedy o północy, po kilkugodzinnej wizycie w Domu Strachów, 3 kolejnych kierowców ubera odrzuciło mój przejazd, a w telefonie padała mi bateria. Tamtej nocy bałam się, że nie dojadę do hotelu. Tamtej nocy, również, przekonałam się, jak życzliwymi ludźmi są mieszkańcy tego miasteczka, którzy szybko pomogli mi ogarnąć transport! 🙂

W czasie pobytu w Pittsburghu zostałam prawie-jak-Andy-Warholem, a także dowiedziałam się paru ciekawych rzeczy na temat pierogów. W sumie to właśnie po tej wycieczce znienawidziłam pierogi na dobre…

#9 Orlando, FL

Poczuć się jak mała księżniczka, choć jestem już dwudziestopięcioletnią kobietą? No jasne! W czasie mojej pierwszej wizyty w parkach rozrywki Disney World, miałam okazję poczuć się jak księżniczka z bajek. I kupiłam też uszy Myszki Mickey. 🙂

Najciekawsze zdarzyło się jednak dopiero na lotnisku. To tam 8-letni rudy chłopiec robił notatki, patrząc na mnie i słuchając moich żartów. Nie wiem, czy to takich role model szukają rodzice, ale jego oczarowanie moimi żartami i prankami przyprawiło mnie o naprawdę szeroki uśmiech na twarzy.

#10 Warszawa, Polska

Ten wyjazd był dziwny. Przede wszystkim dlatego, że spóźniłam się na samolot – pierwszy raz w moim życiu. Ale również dlatego, że pierwszy raz od niemalże roku miałam możliwość spotkać się z moją rodziną i przyjaciółmi z Polski. I wiesz co? Mimo upływu czasu to są wciąż ci sami ludzie, których znałam. I wciąż te same relacje. 🙂

#11 Gwadelupa, Karaiby francuskie

Konfitura z bananów i moje pierwsze airbnb, krótkie szkolenie z kitesurfingu, wycieczka na gwadelupski wulkan i… spalenie słońcem, bo nie użyłam kremu do opalania. Jak zwykle, zresztą. Tam poznałam fantastycznych, pozytywnie zakręconych ludzi, którzy dopilnowali, by mój wyjazd był niezapomniany. A mnie już świerzbi, by wrócić na Karaiby…

#12 Warszawa, Polska

I znowu ta Polska. Tym razem świątecznie. I tym razem bez strachu (ani o uciekający samolot, ani o przyjaciół i relacje, które zostawiłam za sobą).


Jak widać, udało mi się zrealizować mój cel – 12 podróży w 12 miesięcy! A Tobie?

Jakie mam plany na 2018 rok?

Wiele rzeczy, które zrealizowałam w minionym roku powstała z potrzeby serca, w związku z jakąś spontaniczną decyzją. Z tego powodu, a także paru innych, raczej ciężko jest dokładnie zaplanować nadchodzący rok. Mam jednak kilka pomysłów, które chciałabym zrealizować i kilka celów, które zamierzam osiągnąć.

Nowy rok zaczynam z przytupem od mojej pierwszej podróży na daleką północ (piszę to kursywą, bo da się jeszcze bardziej na północ pojechać, jednak dla mnie jest to pierwsza taka wyprawa) do Norwegii. Zamierzam polować na zorzę polarną i zrealizować wreszcie to jedno marzenie!

Chcę też zdać egzamin na amerykańskie prawo jazdy (niestety, nie da się tak po prostu wymienić polskiego na to amerykańskie) na pojazdy w kategoriach A i B (czyli mówiąc prosto – samochody i motocykle). Od kiedy mieszkam w USA i nie jeżdżę moim motocyklem, coraz bardziej odczuwam potrzebę przejechania się na dwóch kółkach. Dlatego też planuję przejechać kawał Stanów Zjednoczonych motocyklem. Taka podróż (śladami Easyridera) marzy mi się od dawna – od kiedy tylko zaczęłam się interesować motocyklami, jakieś 12 lat temu…

Chciałabym również wrócić na Karaiby – tym razem jednak spędzić tam trochę więcej czasu i odwiedzić więcej miejsc. Chciałabym odwiedzić przynajmniej Dry Tortugas (park narodowy USA), Kubę, Jamajkę i Haiti. Chętnie też wybrałabym się ponownie na Gwadelupę i Martynikę, ze względu na piękno wysp, jak i bardzo tanie bilety z Nowego Jorku.

W tym roku chciałabym postawić na jakość, nie ilość i skupić się na kilku większych podróżach. Nie oznacza to jednak, że nie zamierzam kontynuować moich weekendowych wyjazdów – owszem, na pewno będę wyjeżdżać możliwie często! Nie nastawiam się tylko na konkretną liczbę – zobaczymy, co przyniesie 2018 😉

Jak będzie wyglądał blog Cieplik podróżuje w 2018 roku?

Na blogu staram się dzielić informacjami praktycznymi i podróżniczymi inspiracjami. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że najczęściej czytane są teksty o emigracji. W związku z tym zamierzam skupić się na dokładniejszym opisaniu życia i pracy w Nowym Jorku – opowiedzieć trochę o systemie podatkowym w Stanach, czy szukaniu mieszkania na wynajem. Ponadto, chcę przybliżyć Ci (i innym Czytelnikom bloga) sylwetki innych podróżników i inspirujących osób, które niedawno przeprowadziły się do innego kraju i tam od zera budują swoje życie.

Zamierzam również kontynuować serię wywiadów i tekstów o podróżach osób niepełnosprawnych. Jest to temat dla mnie ważny z powodów osobistych, ale też potrzebny dla nas wszystkich. Chciałabym, żeby każdy podróżujący był świadom ewentualnych przeszkód i niedogodności, żeby mógł wpłynąć na zmiany i usprawnienia. Jednocześnie, mam nadzieję, że sami zainteresowani znajdą w szlaku “Niepełnosprawny w podróży” inspirację, pomysły, a także praktyczne wskazówki.

Ostatnim punktem na liście blogowych planów na 2018 rok jest rozbudowanie sekcji darmowych materiałów dla osób zapisanych do mojego newslettera “Listy z podróży”. Daj znać w komentarzu, jeśli jest coś, co szczególnie by Ci się przydało! 🙂


A jak wygląda Twoje podsumowanie minionego roku? Masz jakieś ekscytujące plany i pomysły do zrealizowania w 2018? Podziel się w komentarzu, jestem bardzo ciekawa 🙂

Ja tymczasem życzę Ci wszystkiego najlepszego – mam nadzieję, że uda nam się zrealizować nasze marzenia (w sensie moje i Twoje!) i za rok, z dumą spojrzeć wstecz i powiedzieć „To był dobry rok”!

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.

Dodaj komentarz