Motocykle i podróże motocyklowe to świetna baza do dobrego scenariusza filmu drogi – wiadomo, bohater wyrusza w podróż życia (jak ja już niedługo) i wraca z niej odmieniony. Albo w ogóle nie wraca. Do tego jeszcze dochodzi pasja, bo co jak co, ale nie znam motocyklisty, który nie mówiłby o jeździe na dwóch kołach z iskrą w oku. I ta iskra pojawia się niezależnie od wieku. Dlatego filmy z motocyklami w tle mają potencjał 🙂

Sama ostatnio nie mówię i nie piszę o niczym innym, tylko właśnie o motocyklach. Dlatego też (pozostając w tym klimacie) przedstawiam Ci krótką listę filmów z motocyklami w tle, które musisz koniecznie zobaczyć!


Film #1: Swobodny jeździec (Easy rider), 1969

Dwóch motocyklistów postanawia spełnić swoje marzenie i wyruszyć w podróż przez Stany Zjednoczone. Za pieniądze ze sprzedaży narkotyków kupują Harleye i wkrótce wyruszają w drogę z Los Angeles w Kalifornii, przez Teksas, Nowy Meksyk, aż do Nowego Orleanu w Luizjanie. Przyglądając się ich podróży, możemy podziwiać przepiękne krajobrazy Ameryki oraz wsłuchiwać się w rockowe kawałki z końca lat sześćdziesiątych.

Bohaterowie wyruszają z zachodniego wybrzeża i kierują się na wschód. Z początku ich podróż jest prosta, jednak im dalej od “wolnego” Los Angeles, tym więcej nieprzychylnych im ludzi spotykają na drodze. Film ukazuje stosunek amerykańskiego społeczeństwa do hipisów i ludzi chcących być po prostu “wolni”. Ukazuje pewną hipokryzję, kiedy wszyscy o wolności mówią, ale jednocześnie nie akceptują wyborów jednostek. Zakończenie filmu jest brutalne i niespodziewane (a pracując nad filmem, ekipa miała dokładnie jedną szansę by je uchwycić, ze względu na ograniczoną liczbę motocykli na planie 😉 ).

Pierwszy klaps na planie filmu padł 23 lutego 1968 roku, 50 lat temu (nieprzypadkowo też na obrałam ten dzień jako symboliczny start mojej wyprawy “Motocyklem przez Stany Zjednoczone”). Po pięćdziesięciu latach jest to niewątpliwie film kultowy, który każdy fan motocykli czy też amerykańskich wojażdy powinien obejrzeć 🙂

 

Film #2: Dzienniki motocyklowe (Motorcycle diaries), 2004

Scenariusz do filmu Dzienniki motocyklowe powstał na podstawie pamiętników Ernesta „Che” Guevary i jego przyjaciela Alberta Granady i opowiada historię podróży przez Amerykę Południową, w którą udaje się młody Che.

Ernesto, wtedy jeszcze student medycyny, na zabój zakochany w swojej dziewczynie, decyduje się wyjechać w podróż życia. Zabiera ze sobą przyjaciela, z którym we dwóch wsiadają na mocno przeładowany sprzętem i bagażami motocykl. Bohaterowie niezbyt przejmują się brakiem środków na podróże, wykorzystując przeróżne formy transportu, pomocy, czy nawet naiwności napotkanych po drodze ludzi. To szaleni podróżnicy, którzy nie odmawiają wina, czy tańców, a ich przygody pełne są humoru.

A przynajmniej do czasu. Bo – jak to bywa w filmach drogi – wraz ze zmianą otoczenia, zmienia się sposób, w jaki postrzegają świat. Ernesto, student pochodzący z zamożnej rodziny, zaczyna dostrzegać nierówności wśród napotkanych ludzi, pomaga biednym, leczy trędowatych. Podczas ciągle przedłużającej się podróży dociera do niego, że nie godzi się na taki porządek świata. Ta podróż ma kluczowy wpływ na jego późniejszą działalność (której nie poświęcono uwagi w filmie).

Dzienniki motocyklowe ogląda się ciekawie – zwłaszcza mając z tyłu głowy, że główny bohater filmu niedługo po tej podróży będzie obalał dyktaturę na Kubie, czy zaangażuje się w rewolucję Konga. Można mieć też wrażenie, że postać młodego Che jest nieco wyidealizowana w filmie.

Jest to na pewno świetna gratka dla wielbicieli historii, ale też dla fanów kina drogi, którzy chcą przeżyć przygodę, wysłuchać niekiedy sprośnych dowcipów Alberta i przyjrzeć się przemianie bohaterów i temu, jak wraz z upływem czasu i kilometrów – dorośleją.

 

Film #3: Prawdziwa historia (The world’s fastest Indian), 2005

Spełnianie marzeń zawsze dobrze wygląda na filmach. Tym bardziej, kiedy jest to marzenie długoletnie. A jeszcze lepiej, gdy historia wydarzyła się naprawdę! W tym wypadku, poznajemy historię Burta Monro (grany przez Hopkinsa, który był z tej roli naprawdę zadowolony!) z Nowej Zelandii, który od ponad 25 lat marzył o wypróbowaniu swojej maszyny na Bonneville Speedway w stanie Utah.

Staruszek od lat dopieszczał swoją maszynę – motocykl Indian – i marzył, by kiedyś przetestować ją w miejscu, w którym pobito wiele światowych rekordów prędkości. Od początku, jednak, zmaga się z przeciwnościami losu – zaczynając od tego, że motocykl serwisuje w szopie i wykorzystuje w tym celu przeróżne “domowe” sposoby, takie jak kuchenny nóż; aż po brak środków na podróż do Stanów Zjednoczonych. Burt się jednak nie poddaje i stawia czoła wszelkim problemom z szerokim uśmiechem na twarzy. I to ten uśmiech, a także pozytywne nastawienie ułatwia mu nawiązanie znajomości w czasie swojej podróży do Bonneville i już bezpośrednio na miejscu. I to dzięki tym wszystkim serdecznym ludziom, ma szansę zrealizować swoje marzenie.

Film jest przede wszystkim ogromną dawką pozytywnej energii – po jego obejrzeniu nie mogłam przestać się uśmiechać jeszcze przez długi czas! Pokazuje przy tym, że niezależnie od tego, co inni o nas sądzą – nasze pasje i marzenia są nasze i niczyje inne, i to my odpowiadamy za ich realizację, a jedyne co nas może ograniczać, to my sami. Naprawdę polecam – zwłaszcza jeśli właśnie myślisz o tym, że fajnie byłoby coś zrobić, ale boisz się, że nie wyjdzie… 😉

 

 

Film #4: Tylko tydzień (One week), 2008

Ben dusi się żyjąc rutyną – pracuje w szkole, choć tego nie cierpi, a jego książka została odrzucona przez wydawnictwa; planuje właśnie ślub ze swoją uroczą narzeczoną, a przyszli teściowie go uwielbiają; żadna z tych rzeczy nie sprawia jednak, by jego serce biło szybciej. Trochę jak ptak zamknięty w klatce – Ben chciałby gdzieś wyfrunąć, gdzieś się podziać. I kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory – bez głębszego namysłu decyduje się na zakup motocykla i wyrusza w drogę przez Kanadę, wbrew swojej narzeczonej, czy lekarzom.

W czasie swojej samotnej podróży Ben spotyka kilka ciekawych osobowości, a fakt, że ich drogi nieco się skrzyżowały przynosi pozytywną zmianę – czy to w głowie Bena, czy też w życiu jego kompanów. Wraz z przebytymi kilometrami Ben wsłuchuje się w siebie, w swoje potrzeby, o których wcześniej nie myślał. Zaczyna docierać do niego, czego chce od życia, czego w życiu mu dotychczas brakowało. I choć podróż nie wyleczyła jego ciała, to na pewno uzdrowiła jego ducha.

Film jest bardzo grzeczny i powolny, zupełnie inny w swoim tempie od pozostałych tu wymienionych, miesza dramat z lekkim humorem. Tylko tydzień porusza jednak bardzo ważny temat – życia w zgodzie ze sobą (co główny bohater dopiero odkrywa), a także fakt, że śmierć jest w zasadzie kolejnym życiowym wyzwaniem i prędzej czy później przyjdzie nam się z nią zmierzyć.

 

 

Film #5: Gang dzikich wieprzy (Wild hogs), 2007

Na zakończenie tej listy – niewybredna komedia o starych zgredach, którzy czy to przechodzą kryzys wieku średniego, czy też po prostu nie wiedzą, co zrobić ze swoim życiem i decydują się wyruszć w podróż motocyklową. 🙂

Panowie grubo po czterdziestce dosiadają swoich chromowanych rumaków i wyruszają przeżyć kolejną przygodę. Przygodę pełną gagów i komicznych sytuacji. Rubaszne dowcipy towarzyszą nam przez cały film. Gang dzikich wieprzy w zabawny sposób ubiera problemy z jakimi mierzą się motocykliści (heh, te wszystkie latające stworzenia na drodze!), nabija się z “męskich filmów” i parodiuje legendy kina – takie jak wspomniany już Swobodny jeździec, czy też Siedmiu wspaniałych.

Polecam, bo uważam, że to po prostu dobra rozrywka – zwłaszcza jeśli chcesz obejrzeć coś niewymagającego, w luźnej atmosferze. 🙂


Znasz jakieś jeszcze filmy o motocyklach? Podziel się w komentarzu, przyjmę każdą ilość! 🙂


Cieplik

Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.