Mikroblog

Poniżej znajdziesz krótkie historie, linki i polecenia, czyli mój tzw. mikroblog. Mam nadzieję, że ta krótka forma przypadnie Ci do gustu 😉


Rozmówki: Cieplik i kolega z Rosji śmieszkują o alkoholu

Jakiś czas temu przyjechał do nas do Nowego Jorku kolega Rosjanin z San Francisco. I kiedy pod koniec dwutygodniowego pobytu ogarnął się, że przez ostatni tydzień co wieczór śmigaliśmy na drinki… spytał się mnie:
– Czy w Nowym Jorku to tak zawsze, czy tylko na pokaz?

Spojrzałam na niego – te lekko podpite, błądzące oczka, które chyba szukały ratunku.
Podobno stereotypowy Polak, czy Rosjanin pija na potęgę – odrzekłam – Ale ktokolwiek wierzy w te stereotypy… Nie był chyba nigdy w Nowym Jorku!


The Aviary – speakeasy na 35. piętrze

Popijanie drinka w atmosferze spokoju i nauki z widokiem na całe miasto? Takie właśnie jest The Aviary! (Będę szczera, to ten sam budynek, co The Office. I to samo piętro. Tylko obok i drinki inne.)

Jeśli więc masz ochotę na drinka z nutką zaskoczenia, piękną prezentację i i fantastyczną obsługę – to miejsce dla Ciebie! I koniecznie spróbuj truflowej eksplozji… Twoje kubki smakowe eksplodują!


O tym jak Cieplik leciała do Polski.

Był to dzień piękny, słoneczny. Smutne uśmiechy na twarzach współpracowników przypominały mi, że nie zobaczę ich przez 3 tygodnie. Ale wszyscy cieszyli się moim szczęściem – pierwszy raz od przeprowadzki do Stanów miałam przyjechać do Polski. Zostałam więc nawet zaskoczona wielkim uściskiem (10 osób na raz, to było dziwne, jak na Amerykanów).
W końcu wsiadłam do lyfta – czas zbierać się na lotnisko.

Kierowca krążył po ulicach Nowego Jorku jak znany wszystkim… smród po gaciach. Zamiast skręcać w lewo, jechał 3 razy w prawo, a we mnie się tylko gotowało.

W końcu dojechaliśmy. Proszę by wysadził mnie na economy, ale twardo pojechał na Premium (piętro wyżej), jak wszyscy kierowcy, z którymi dotąd jechałam. Straciłam więc dodatkowe 3 minuty na zbieganie po schodach z walizką.

O 3 minuty (no dobra, o 10) za długo! Gdy dotarłam do kiosku okazało się, że nie mogę się już samodzielnie odprawić i nadać walizki. O 17:30 skończyli przyjmować walizki do mojego samolotu. Była 17:40…

– Przepraszam, pokazała mi się informacja o konieczności skorzystania z assistance. Czy może mi Pani pomóc?
– Oczywiście, poproszę paszport!

– O, pani jest Polką! Dzień dobry – powiedziała jedna z Pań w okienku patrząc na mój paszport. Jej łamany polski sprawiał, że ciężko było stwierdzić, czy to Polka, czy po prostu jako pracownik lotniska nauczyła się mówić dzień dobry w wielu językach. Po chwili wszystko było jasne.
– O, to Ty mówisz po polsku? – spytała druga Pani z okienka.
– Oczywiście, jestem Polką. Moi prapradziadkowie przyjechali do Stanów lata temu i tak już tu mieszkamy. Ale Ty też już długo jesteś w Stanach, nie? – kiwają na mnie głowami.
– No tak. Przyjechałam w listopadzie.
Kobiety mocno zdziwiło, że mieszkam w USA niecały rok i ponachwalały mój angielski, aż mi się głupio zrobiło.

Potem pochwaliły też moje pierścionki, naszyjniki i inne kolczyki, by wreszcie ogarnąć, że nie mogę nadać walizki. Zadzwoniły do bramy – ale nic się już nie dało zrobić. Nie mogę lecieć tym samolotem.

Spróbowałyśmy przebukować mój bilet, ale lot przez Londyn był już pełen, a na inny samolot też już byłam spóźniona. Nie pozostaje nic innego jak przebukować bilet na następny dzień. Ewentualnie zadzwonić na infolinię serwisu, przez który kupiłam bilet. Zdecydowałam się na obie rzeczy.

Po 45 minutach rozmowy z Panem na infolinii dowiedziałam się, że… owszem, bilet mogę przebukować, ale nie na dzisiaj. I nie za darmo. 250 USD cancellation fee i koszt nowego biletu. Razem około 1300 USD.
– No pięknie – pomyślałam – za głupotę się płaci. Ale czy moja głupota jest aż tak droga?
– To co robimy? – dopytywał Pan z infolinii.
– Jeszcze do Pana zadzwonię – odrzekłam i wróciłam do mojej Polki z okienka.

– Czy naprawdę nie da się nic zrobić? – byłam już mocno zdenerwowana, ale jeszcze nie zrezygnowana.
– Naprawdę musisz tam lecieć jeszcze dzisiaj?
– No muszę!
Kobieta poklikała trochę w komputerze i mówi o opcji lotu do Frankfurtu. Tyle, że stamtąd nie ma nic do Polski…
W końcu mruży oczy i wspomina cicho, że chyba nie powinna była tego robić, ale widzi światełko w tunelu…
– O rany! Będę tak Panią kochała jak mi Pani przebukuje ten bilet! I jeszcze Panią przytulę, choć rzadko się przytulam!

Po chwili Pani miała już wydrukowany bilet na lot przez Madryt. Wylot za 2 godziny. Stoi z nim w ręku i mówi:
– To teraz czekam na tego przytula!
Wyściskałam tę kobietę z największym bananem na twarzy i radośnie chwyciłam bilety.
– Udało się? – zapytała Pani z innego okienka.
– Tak, ale ja to zrobiłam tylko dlatego przytula – odparła „moja Polka”.

I tak udało się – przyleciałam do kraju z raptem 7-godzinnym opóźnieniem, zahaczając przy tym o Madryt. I za przebukowanie nie zapłaciłam ani centa. (A bilet kosztował 400 USD w dwie strony, deal życia normalnie!)


Jak się żyje w USA? Oni znają odpowiedź!

Jak się żyje w USA? No właśnie. Do niedawna też nie wiedziałam. I oto Ewelina z bloga One Way 2 Freedom zebrała to wszystko do kupy. I jest odpowiedź!

2 WYPOWIEDŹ CIĘ ZASKOCZY! (hehe, tak, ja jestem jako druga  )

 

JAK SIĘ ŻYJE W USA? | One Way 2 Freedom Kto nie marzy o podróży do Stanów Zjednoczonych, żeby zobaczyć „wielki świat”? Jakość życia w USA, system edukacyjny, praca, ludzie. Historie Polaków z USA.

 


Rozmówki: O Polskiej muzyce za Wielką Wodą

Siedzimy sobie przy piwie. „Pożegnanie lata” – tak się nazywa impreza (choć moja mama uważa, że to nazwa nieadekwatna, bo lato już się skończyło). Gadamy o życiu, śmierci, płatnej opiece medycznej w Stanach i tej free4all opiece w Kanadzie, o aborcji, o polityce, o tym, że „czeski” to też język (bo nie dla wszystkich było to oczywiste) i o Chopinie.

I nagle okazuje się, że Kanadyjczyk jest prawie Polakiem. Prawie, bo po polsku nie mówi, ale rozumie. Prawie, bo ma obywatelstwo Kanady, ale oboje jego rodziców jest z Polski i w Polsce się poznali i razem wyjechali. I teraz do syna mówią po polsku, a on odpowiada im po angielsku i jakoś czas im leci.

– Moi rodzice dużo polskiej muzyki słuchali kiedyś. – mówi całkiem poważnie, choć po angielsku.
– Tak? A czego konkretnie, pamiętasz?
– Tata słuchał „Ich Troje”.

Kurtyna.


The Office NYC – speakeasy przy Columbus Circle

W Nowym Jorku się dużo pije! A że w Stanach z alkoholem bywało różnie, to mimo że czasy prohibicji są już dawno minione, to jednak Speakeasy wciąż istnieją.

The Office jest właśnie jednym z nich. Żeby się tam dostać, trzeba wykupić bilet wstępu za ~20 USD. Miejscówka z pięknym widokiem i fantastyczną obsługą, która zapamiętuje klientów (dlatego dobrze wybrać się tam z kimś, kto już niemalże został tam stałym klientem… ).

Tatar był niezły. Drinki jeszcze lepsze. Pan Musztarda podbił moje serce, a trunek Mniszka również dobrze smakował!

 


Travel hacking, żeby siedzieć wygodnie nie tylko w pustym samolocie?

Zawsze rezerwuję miejsca w 4-5 rzędzie od końca samolotu (ostatnie miejsca są słabe, bo nie można ich położyć, a w dwóch kolejnych rzędach może być zablokowana kabina na bagaż podręczny, więc nie warto). Bliskość kibelka i stewardess to jedna z rzeczy, która sprawia, że lot jest przyjemniejszy. Ale też – z jakiegoś dziwnego powodu – zazwyczaj w tych rzędach nikt nie rezerwuje miejsc i jeśli tylko lot nie jest przepełniony, to jest duża szansa, że będzie obok mnie wolne miejsce!

Ta strategia działa często – w ciągu ostatniego roku w trakcie każdej mojej wycieczki nie miałam „współlokatora” na przynajmniej jednym przelocie! (I to bez wykupowania opcji pt. „chcę więcej miejsca i nikt ma obok mnie nie siedzieć” 😉 ).


Peking Duck w Decoy NYC, to jest to!

Za kaczką nie przepadam, ale ta naprawdę przypadła mi do gustu! Kaczka po pekińsku serwowana w Decoy to świetna propozycja na obiad ze znajomymi. Do wyboru jest kilka małych przystawek, parę trochę większych, a wszystko to w oczekiwaniu na Królową Wieczoru – Peking Duck!

Serdecznie polecam, tylko UWAGA – nie jest to, niestety, tania przyjemność. Ale Twoje podniebienie (i żołądek) Ci podziękują. Ewentualnie znajomi za zaproszenie w tak zajebiste miejsce!


Oszczędzanie na wiele sposobów – mój też!

Otóż, zostałam jedną z zaradnych kobiet, które polecają swoje sposoby na oszczędzanie  No to proszę – podróżnikom na pewno się przyda. Jak nie moje rady, to cudze, bo w tekście znajdziecie jeszcze wypowiedzi innych dziewczyn!

 

Zainspiruj się zaradnymi kobietami. Zobacz, jakie metody stosują, żeby gromadzić oszczędności.    – Grunt to bunt Poznasz metody gromadzenia oszczędności. Zobacz jak oszczędzają inne kobiety. Każda z nich dzięki odpowiedniemu zarządzaniu finansami realizuje marzenia.