Siedzimy sobie w kolejnej azjatyckiej. Hot pot. Jak się okazuje, jesteśmy jedynym stolikiem „białych”. Wszyscy goście restauracji wokół nas mają azjatyckie pochodzenie.

Zamawiam ja. W końcu wiem co i jak, bo już tu byłam. Niektóre decyzje podejmuję za resztę stolika, no bo co się będę pytać, nie?

Po 5 minutach przychodzi pierwsza porcja mięsa, dwa buliony (w opcji „half/half”), warzywa i nudle. I pan z obsługi.
– Czy podać Państwu instrukcję gotowania? Tak na wszelki wypadek, żebyście wiedzieli, jakie czasy itd.
– Jasne! – krzyknęli wszyscy przy stole. I słychać tylko wielki huk kamienia spadającego nam z serca, bo przecież dopiero co rozmawialiśmy o tym, że nie do końca wiemy, jak niektóre rzeczy gotować. A zapytać było nam głupio.

Jeśli wiec chcesz spróbować mongolskiego hot potu w sercu Nowego Jorku, nażreć się do syta, a potem płakać, że mięska jeszcze troszkę zostało… To polecam serdecznie Little Sheep – ich restauracje znajdziesz w całych Stanach Zjednoczonych!
Niedrogo, przytulnie. I nieogarnięci europejczycy też mogą się poczuć jak u siebie 🙂

Cieplik

Opublikowane przez Cieplik

Kiedy może – wyjeżdża i zwiedza, ale to nie jest jej jedyna pasja. Od kilku lat jeździ motocyklem o imieniu Henryk. Najczęściej podróżuje sama lub z misiem Hektorem. Swego czasu grała też na gitarze Helenie, by w Hameryce przerzucić się na ukulele nazwanym Horacy.